Wspomnienia notka 46 >> sobota, 4 marca 2006 11:38:34
Notka bez dedykacji, bo nie mam na dedytki nastroju, weny i powodu.
Trochę mi smutno, trochę źle...
Notka nie jest najwyższych lotów i nie jestem z niej dumna. Dlatego o niej nie powiem nic więcej, jest przecież niżej.
Za zwłokę przepraszam, teraz notki będą coraz rzadziej. Swoją drogą to jesteście trochę paskudni. Mogę równie dobrze pisać to na komputerze i nie zamieszczać więc proszę mnie nie popędzać.
A już niektórzy, Ci co na własnych blogach dodają notkę raz na miesiąc lub całkowicie je porzucili nie mają najmniejszego prawa mnie popędzać.
Notka nie wiem kiedy będzie, ale jeśli mi ktoś wypomni, że za długo nie ma to dam za miesiąc!
Zapraszam na mojego bloga z ocenami opowiadań O Lily
Ocenki Lily
I jeżeli ktokolwiek ma ochotę mi powiedzieć że nie mam czasu na opowiadania a mam czas na ocenki to lepiej radzę się zamknąć. Nie jestem niewolnikiem tego opowiadania i mam prawo z moim wolnym czasem robić to na co mam ochotę!
Smacznego...
***
-Lilka, jak na spacerze? – Zapytał Remus
-Powiedzmy, że był inny od pozostałych – powiedziała Lily wymuszając promienny uśmiech
-Ojć rogaczu, coś ty jej zrobił? – Rzuciła wesoło Alice, mimo, że nie za bardzo ją to interesowało
-Nic – powiedział James szczęśliwy, że Lily się zachowuje jak zwykle, a przynajmniej stara
Usiadł na fotelu. Stary czerwony fotel, niegdyś obity skórą, teraz jej resztkami skrzypnął żałośnie, kiedy Potter posadził na nim swoje szanowne cztery litery...
Pociągnął ją na swoje kolana, ta przytuliła się do niego. Objął ją.
W monotonnych jednostajnych i nudnych rozmowach kolegów i koleżanek oraz przyjaciół przymknęła oczy. Starała się słuchać, o czym mówią, ale, mimo, że słyszała ich głosy i pojedyncze słowa docierały do jej mózgu reszta gubiła się po drodze w żałosnej bitwie z jej sennością. Myśli wędrowały od jednego z wydarzeń minionego dnia do drugiego...
Powoli przysypiała
-Coś się stało na tym spacerze? – Zapytał Remus z ciekawością przekręcając głowę w lewo i patrząc na Lily
-Za dużo ludzi, żeby opowiadać – powiedział James głaszcząc Lilę po rudej czuprynie
-Wygląda jakby miała wyjątkowo ciężki dzień
-Miała na pewno gorszy niż myślisz – powiedział James – Accio
Machnął różdżką w stronę koca leżącego na kanapie obok. Opatulił nim Lilkę, która jak już wiecie smacznie sobie spała na jego kolanach.
***
Godzina? Eee... Późna. Nawet bardzo. Osób w pokoju wspólnym? Eee... Pięć, jeśli umiem liczyć.
W pokoju wspólnym siedziało tylko czterech Huncwotów i spała jedna Lily. Syriusza, Remusa i Petera by tu nie było gdyby nie to, że James się nie ruszy aż Lily się nie obudzi. A tamtych trzech stwierdziło, że muszą się dowiedzieć, co się stało, na tym spacerze. Kiedy minęła chwila od wyjścia ostatniej Fanki pana Blacka (Fanklub Pottera zdecydowanie się zmniejszył od kiedy James zaczął chodzić z Lily, a już zdecydowanie spadła ilość narwanych fanek, kiedy się okazało, że oni są stałą parą) Remus się odezwał. Miał takie przeczucie, że Lily już wie.
-Co się stało na tym waszym spacerze?
-Zapytała o sami-wiecie-co, więc jej powiedziałem.
-Jak zareagowała? – Dociekał Syriusz, po czym obrócił się nerwowo sprawdzając czy aby na pewno nikogo nie ma w pomieszczeniu
-Najpierw nie mogła uwierzyć w to, potem, kiedy uwierzyła a ja pokazałem powód naszych ksywek i powiedziałem, co trzeba była w szoku.
-Nie dziwię się – powiedział Remus trochę smętnie
-I, co? – Natychmiast odpowiedział Peter
-Stwierdziła, że skoro zawsze tak było i jej to nie przeszkadzało, co prawda przez niewiedzę, ale nie przeszkadzało, to niech będzie jak było zawsze – powiedział James pewnie, co prawda, jak już wiecie nie była to prawda całkowita. Bo to przecież James Lily przekonał, że tak powinno być.
No, ale po pierwsze nie mógł tego zrobić, bo wiedział, że mógłby zranić Remusa a po drugie to i tak w końcu przecież na jedno wychodzi.
-A ta mina jak weszła? – Zapytał Lupin trochę zdziwiony
-Była zmęczona, zresztą wiesz, że teraz dla niej się dużo rzeczy zmieniło, niech to sobie spokojnie poukłada westchnął James
-Wiesz, jest lepsza niż myślałem – powiedział Peter cicho
-A ja wiedziałem, że będzie dobrze, James by się za byle, kim 6 lat nie uganiał – powiedział Syriusz
-Się wie – powiedział James niezbyt składnie i pogładził dziewczynę po rudawych włosach
***
-Nie mogę uwierzyć, że spędzamy święta poza Hogwartem! – Krzyknął Mark w przedziale pociągu
-To uwierz, tylko trochę ciszej – powiedziała Amy z uśmiechem, cieszyła się, że sprawiła bratu taką radość.
Co prawda mogli święta spędzić u jakichś kuzynów od strony ojca, chyba była to ich jedyna rodzina jak przeżyła. Chyba nawet mieli syna w jej wieku, ale rodzice się kiedyś z nimi pokłócili i nie pogodzili się z Amy nawet po śmierci jej rodziców. Czasem pisali, pozdrawiali, ale na święta ich nie zaprosili.
-Widzieliście minę Leini? – Zapytała Alice, – Kiedy się dowiedziała, że całą paczką jedziemy do Jamesa?
-Wyglądała jakby z buta dostała – powiedziała Lily, po czym z powrotem wychyliła się przez okno.
Nikt chyba nie mógł zauważyć jej cwanego uśmieszku.
Nikt o tym nie wiedział, jednak Leini podejmowała jeszcze jakieś głupie próby usidlenia Jamesa. Zresztą, nie o tym jednym nikt inny nie wiedział. Lily już dość dawno zauważyła, że Candy coraz bardziej unika Leini.
Ale o tym nikt nie musi wiedzieć...
***
Mark poleciał z kolegami grać w eksplodującego durnia. Amy siedziała nieruchomo wpatrując się w okno. James jedną ręką obejmował Lily, która zasnęła na jego ramieniu i rozmawiał z Syriuszem o nowych miotłach. Peter jadł fasolki wszystkich smaków. Alice czytała jakieś babskie pisemko, co chwilę racząc się, którąś z fasolek Petera.
Do końca podróży została jakaś godzina. Lily otworzyła oczy. Wciąż przytulona do Jamesa siedziała chwilę nieruchomo obserwując wszystkich. Nikt nie zwrócił najmniejszej uwagi, że się obudziła. Postanowiła zobaczyć, kiedy to zauważą, jednak już po chwili zapomniała o tym postanowieniu i zapytała:
-James, twój tata po nas przyjedzie?
-Tak właściwie, to chciałem mu naszym przyjazdem zrobić niespodziankę – powiedział młody Potter – A jak się spało?
-Źle, twardy jesteś – burknęła Evans z uśmiechem
Syriusz zaczął się śmiać
-Idź na jakiś test czy coś, może specjalne zajęcia z miękkości – powiedział ze śmiechem
-Już od jutra zaczynam poszukiwanie w proroku – Rzucił krótko Potter z uśmiechem
***
-Witam państwa w błędnym rycerzu jestem. O James!
-Hej, co tam?
-Nieźle, interes się kręci, cholera, ale was dużo
-Coś nie tak?
-Autobus przeładowany, zabraknie miejsc
-A jak bym zapłacił podwiózłbyś same bagaże?
-Płacisz tylko za kurs – powiedział facet w drzwiach – tym z góry najwyżej się powie o jednej osobie
-Dzięki stary
Kierowca i konduktor szybko wrzucili wszystkie kufry poza kufrem Alice do autobusu.
-Dobra, a my się tam teleportujemy – powiedział James
-Tam, to znaczy gdzie? – Zapytała Lily
Po chwili znowu coś im przeszkodziło w teleportowaniu się.
-James, chyba zapomniałeś o jednym drobiazgu – zaczęła Am
James spojrzał na nią. No tak, zapomniał, że Mark się nie teleportuje!
Machnął różdżką, znów pojawił się błędny rycerz.
-Coś jeszcze?
-Masz 3 wolne miejsca?
Kierowca się rozejrzał po autobusie.
-Znajdę, a co?
-Zawieź je do mnie do domu – powiedział James wskazując na Lily i Am – I jego – wskazał na Marka
-Dobra, nawet dobrze się składa, bo nie byłem jeszcze u Ciebie w domu z tymi bagażami
-To dobrze
Amy i Mark wsiedli. Lilka nie mogła. James ją wciąż trzymał za rękę.
-Jeśli chcesz też jechać to powiedz, chociaż słowo – powiedziała z rozbawieniem
Cmoknął ją w policzek i puścił. Wsiadła.
Autobus ruszył.
-Tak się zastanawiam, czy dobrze zrobiłem nie pisząc do taty, że przyjedziemy
-Czemu?
-Nie wiem, co tam zastaniemy
-To w drogę
-Ta, komu w drogę temu błędny rycerz – wtrącił Peter
Wszyscy troje zaczęli się śmiać.
Rozległ się huk i zniknęli.
***
-Halo? Tato?!
-Panie Potter!
-Kto tam?!
-Ja, James – powiedział młody Potter otwierając drzwi, które wcześniej nie chciały ustąpić
-Co ty tu robisz?
-Nie chciałem żebyś sam spędzał święta – powiedział, James – Chłoszczyść – powiedział do butelki na stole – I to raczej dobrze
-Nie wolałeś spędzić świąt z przyjaciółmi?
-Spędzę, dziewczyny i Mark zaraz przyjadą
-Dziewczyny?
-Lily, moja dziewczyna i Amy z bratem, nasz przyjaciółka, Lily chyba pamiętasz
-Jaka Lily?
-Ta, która dwa lata temu w wakacje była u Alice
-Ta ruda, której broszkę ukradłeś?!
-Ta sama – powiedział James z dumą, – Ale dobra, nie ma czasu na gadanie, trzeba tu posprzątać
Razem zaklęciami dom dość szybko doprowadzili do stanu używalności. Peter przez przypadek raz podpalił zasłonę, ale po chwili ją tylko zaklęciem podcięto.
-Jeszcze choinka – powiedział Syriusz
-I jedzenie – dodał Peter
W tym samym momencie rozległ się na dworze jakiś huk i chłopcy wiedzieli, że dziewczęta i Mark przybyli. Wyszli przed dom, aby nosić bagaże no i zapłacić.
-Weźcie mnie, bo zaraz zwymiotuję – powiedziała Lily zaraz po wyjściu – Już wolę kominki
-Jest trochę zielonkawa – powiedział Syriusz – Pasuje do swoich oczu
Amy z gracją wyskoczyła z autobusu a Mark wybiegł i zaraz zaczął lepić kulki śnieżne.
-Dzień dobry – powiedziała Am
-A witam, witam – powiedział pan Potter patrząc na wszystkich młodych
-Amy Bones, to jest mój brat Mark – powiedziała podając rękę ojcu Jamesa
-Miło mi, Patrick Potter
-Tato, to jest właśnie Lily – powiedział James obejmując ją lekko w pasie, Lily już przeszła zielonkawość z twarzy, teraz była lekko różowa, zdenerwowała się. Ten człowiek pamięta ją jako smarkulę, która uciekała przed jego synem na drzewo (i raz nawet miała pecha z niego spaść)
-Dzień dobry – powiedziała Lilka trochę nieśmiało
-My się chyba znamy – powiedział pan, Potter z uśmiechem
-Tak
-Jak w szkole?
-Dobrze, ale okaże się za pół roku, po egzaminach – powiedziała niepewnie ruda
-Tak, ale my tu sobie gadu gadu a te torby trzeba zabrać – powiedział pan Potter widząc zmieszanie rudej
-James puścił Lilkę, tata Jamesa poszedł zapłacić za przewóz bagaży i podróż dziewcząt i Marka a chłopcy zabrali się za noszenie kufrów.
-Mark! – Krzyknęła za bratem Amy – Do środka!
Same we dwie też poszły do środka.
-Chyba powinnam odwiedzić rodziców – zaczęła, Lily – ale zrobię to jutro
-Pewnie będą zadowoleni – powiedziała Amy
-Oni tak, Petunie pewnie nie – powiedziała Lily trochę smutno
-Nie przejmuj się – powiedziała Am stając w kuchni – Wiesz, ty zobaczysz ich radość, że przyjedziesz a ja... – Urwała, bo do pomieszczenia wpadł Mark
Stanął po środku kuchni.
-Mały, zwiedziłeś już wszystkie pomieszczenia?
-Został mi strych – powiedział Mark z dumą, – Ale James powiedział, że strych mi sam pokarze, jak skończą z Syriuszem, Peterem i panem Potterem materace i polówki znosić do pokoju Jamesa.
-Idę zobaczyć jak ten dom wygląda, idziesz też? – Zapytała Lilka Am
***
-Jak wam idzie?
-Liluś, odsuń się
-Jeny, jaki brudny! – Jęknęła, Lily patrząc na materac
-Wyczyszczę!
-Mam nadzieję
Zeszła ze schodów dając mu przejść
-To już ostatni – Powiedział Syriusz do rudej przechodząc koło niej za Jamesem
-Zaraz zwiedzę strych!
-Mark poczekaj na Jamesa – powiedziała Am
Ruda weszła po drabince na górę. Stali tu Peter i tata Jamesa rozmawiając o czymś. Ruda podeszła do jednego ciekawiącego ją mebla. Toaletka drewniana. Duże, wyraziste lustro z rzeźbioną ramą i rzeźbionymi nogami. Była tam też jedna szuflada i drewniany stołek, również z rzeźbionymi nogami oraz czerwonym miękkim siedzeniem. Chociaż stołek i reszta stały tylko na strychu, ruda pod skórą czuła, że była to toaletka mamy Jamesa, a siadanie tu było raczej przywilejem. Czuła, że nie powinna tu siadać. Nie ta klasa.
Odsunęła kawalątek stołek, otworzyła szufladę, w środku nie było nic. Albo może...
Kucnęła, otworzyła szufladę mocniej, prawie do końca.
-Przepraszam, co ty robisz? – Zapytał tata Jamesa mijając Petera
-Szukam – powiedziała ruda
-Czego?
-Nie wiem – odpowiedziała jeżdżąc rękę po spodzie blatu toaletki, nad szufladą.
-To skąd wiesz, że tam jest?
-Takie moje przeczucie
Obok taty Jamesa stanął i syn obserwując bacznie zielonooką.
Lila wyczuła pod palcami zimny metal. To nie był jakiś zamek czy zabezpieczenie. Zerwała taśmę.
-Proszę pana, do czego może służyć ten kluczyk? – Powiedziała wyciągając mały, rzeźbiony złoty kluczyk.
Zamknęła szufladę.
-Nie wiem
-Ja wiem – powiedział James
-Do, czego? – Zapytał ojciec Jamesa
-Do fotografii, która kiedyś stała na kominku. Tej, na której byliśmy wszyscy.
-Wiem, o którą Ci chodzi. Poszukam jej któregoś dnia, gdzieś ją schowałem – powiedział pan Potter
-To należy do pana – powiedziała Lily dając mu kluczyk
-Wiesz, ona jednak coś w sobie ma – powiedział Syriusz prawie bezgłośnie, do Jamesa
-Pewnie, że ma, to moja dziewczyna
***
-Zobaczymy, który ją zetnie, kto chce spróbować pierwszy?
-Ja chcę, ja chcę! – Zaczął wrzeszczeć Mark
-O nie mały, tobie siekiery nie dam tknąć do dwudziestki! – Powiedziała ze śmiechem Am
Syriusz wziął siekierę i zacząć ciąć drzewo, które wszyscy wybrali na tegoroczną choinkę.
-Lily, przejdziemy się?
-Chętnie – powiedziała ruda wplatając swoją dłoń w jego, mogła wreście przez chwilę odetchnąć.
-Idziemy na spacer - oświadczył James tonem „ktoś dołączy a będą mieli artykuł, żeby mnie wsadzić do Azkabanu” Nawet Mark zrozumiał aluzję.
Ruszyli między drzewami. Śnieg był wysoki, więc szli wolno.
-Jak Ci się podoba mój dom?
-Dom? Dom to tylko kilka ścian, jest piękny, macie wielki ogród, dom z zaciszu, obok las, tylko w domu czegoś brakuje
-Mamy, wiem – powiedział cicho
-Nie, on się wydaje smutny, taki szary – powiedziała
-Jest zaniedbany, zawsze brudny, odkąd... No wiesz, tylko dzisiaj zrobiliśmy porządek, dobrze, że tego nie widziałaś przed przyjazdem
-Tak
Szli chwilę w milczeniu.
-Czemu jesteś taka zamyślona?
-Czuję się trochę dziwnie, nigdy nie spędzałam świąt w ten sposób, u kogoś, bez rodziców i w ogóle.
-To źle?
-Nie tyle źle, co nietypowo jak dla mnie, z drugiej strony, święta z tobą – powiedziała
Stanął. Przyciągnął ją do siebie.
Jeszcze dłuższą chwilę stali tam całując się. I nie widzieli, że nie zaszli na tyle daleko żeby paczka rąbiąca choinkę ich nie widziała. Tymczasem Syriusz walił siekierą w pień drzewa, Peter i Mark przypatrywali się temu z zadowoleniem, Amy zaczęła robić bałwana a ojciec Jamesa obserwuje, jak jego już prawie dorosły syn całuje się z tą Evans.
I tylko wspomina żonę.
C.D.N.



Dziękuję. M.
komentarze [24]




Niechciana tajemnica... Notka 45 >> czwartek, 23 lutego 2006 22:05:44
Zauważyłam, że domagacie się kłótni! Czy wam się wydaje, że Lily i James szukali tylko powodów do sprzeczek?
A tak na serio to będzie kłótnia, na razie jedna, ale cóż, nic nie zdradzam, musicie się trochę uzbroić w cierpliwość.
Noteczka tylko i wyłącznie dla Ali, choć chciałam ją zadedykować kilku osobom jednak się powstrzymam. Dzieło, poniżej choć niegodnie dedykowania komukolwiek dla Ali, bo...
Ona sama wie najlepiej...
...Jak to ze wszystkim na tym świecie jest...
A teraz po długiej mowie, której pewnie nikt nie zdołał przeczytać zapraszam na nową notkę, która zajęła mi całe sześć stron!
No, z mową i odpisami na końcu 7... =)
***
Wczesny sobotni poranek był dniem, kiedy większość uczniów odsypiała nieprzespane noce minionego tygodnia. Kilku nadgorliwych uczniów krążyło po korytarzach wyszukując sobie zajęć. Parę osób już czekało w wielkiej Sali na śniadanie, mimo, że do niego zostało jakieś 20 minut. Kilka kujonek krążyło po bibliotece w poszukiwaniu ksiąg i magicznych leksykonów.
W pokoju wspólnym gryfonów było niezwykle jasno. Przez kamienne okna wlewało się codzienne światło dnia. W pokoju wspólnym było mało ludzi. Niektórzy siedzieli rozsiani tu i ówdzie. Na wprost przygasającego kominka udało się rozsiąść Syriuszowi, Peterowi i Remusowi. Po paru minutach przyłączył się do nich zaspany James w ciemno-granatowym szlafroku. Po jakiś trzydziestu minutach zeszła Alice. Gdy zobaczyła wszystkich Huncwotów pomyślała, że można porozmawiać o czymś ciekawym i pobiegła po Lilkę. Kiedy próbowała docucić rudą obudziła niechcący Amy, która zeszła razem z nią. Dopiero po paru minutach do przyjaciół zeszła, Lily. Na koszulkę od piżamy miała założony gruby zielony golf robiony na drutach jeszcze przez jej babcię trzy lata wcześniej. Kiedyś golf, który Evans zakładała po nocy sięgał prawie do kolan teraz był na nią w sam raz. Pod pachą ruda trzymała kremowo-brązowy koc. Kiedy klapnęła na kanapę obok Jamesa rozłożyła go na kolanach. Dopiero po chwili wszyscy się rozbudzili i zaczęli świat postrzegać realnie.
-Te święta będą świetne! – Powiedziała Lily z entuzjazmem a koc lekko zsunął się z jej kolan. Podciągnęła go niedbale ręką i ziewnęła.
-Oby lepsze od poprzednich – powiedział cicho Syriusz
Ruda posłała mu miażdżące spojrzenie. Dla niej to nie był temat do rozmów. Uwaga Syriusza była nie na miejscu i okropna – w jej mniemaniu.
James myślał o tym samym, o czym wspomniał Syriusz. Miotały nim sprzeczne uczucia. Z jednej strony czuł się winny przyjaciołom wspaniałe święta z drugiej wiedział, że nie powinien zostawać w Hogwarcie.
Wiedział, że Lily bardzo czeka na te święta. Chciała je spędzić z nim. Wiedział, że marzyła o wspaniałym świętach z przyjaciółmi i z nim tutaj – w Hogwarcie. Zrobiłby dla niej prawie wszystko, jednak miał zbyt duże wyrzuty sumienia, aby zostać na święta w szkole...
-Trochę mi głupio zostawić ojca samego na święta – wypalił po chwili – W zeszłym roku rodzice pisali, żebym został na święta, w tym roku, głupio mi zostawić ojca
-To wracaj, jeśli chcesz – powiedziała ruda cicho. Entuzjazm w jej głosie nieźle spadł, a mina nieco się zachmurzyła. Tak liczyła na święta z nim. Ale zrozumiała. Wiedziała, że ojciec Jamesa jest sam od śmierci jego matki. Mimo to poczuła się trochę jakby dostała w twarz. Niby nie była zła, ale brwi jej się lekko zbiegły w jedną linię, podciągnęła wyżej koc i skuliła się lekko.
-To chyba byłoby dość dobre rozwiązanie, ale mieliśmy święta spędzić wszyscy razem – powiedział James wciąż intensywnie myśląc
-Stary, wymyśliłem! – Powiedział Syriusz najwyraźniej z siebie dumny
-Co?
-Wracaj do domu, masz tak wielką chatę, że wszyscy możemy pojechać z tobą!
-To jest myśl! – Powiedział James – Co prawda nie będą to święta w Hogwarcie, ale i tak spędzimy je razem, i tata będzie miał towarzystwo – dodał pogodnie po zastanowieniu
-Jestem pewna, że moi rodzice by go zaprosili na święta – powiedziała Alice po chwili
Wiedziała, że, jeśli wyjedzie z Hogwartu to będzie musiała wrócić do domu...
-A ja jestem pewny, że on najwyżej by przyszedł na wigilię a resztę świąt spędził... pijąc – powiedział James z lekkim zażenowaniem.
Lekko zwiesił głowę. Głowy wszystkich zwróciły się w jego kierunku. Po chwili Alice się odezwała.
-Zaczął pić?
Nie mogła uwierzyć. Wciąż pamiętała dobrego wujka, który zawsze przywoził kosze śliwek, z których żadna nie była robaczywa. Pamiętała wieczny śmiech, błysk w oku, zacięcie, ale i pewien rodzaj radości życia starszego pana Pottera. Nie mogła uwierzyć, że ten zadbany, uczciwy, dobry, pogodny, pracowity człowiek może zacząć pić...
-Tylko jak jest bardzo, zdołowany – powiedział James cicho wciąż wpatrując się uparcie w swoje kolana – Na urodziny mamy, imieniny a przecież w święta ma rocznicę śmierci.
-Faktycznie – powiedziała Alice cicho
Atmosfera marzeń o świętach ulotniła się błyskawicznie, teraz planowali. Rozmowa zeszła na poważniejsze tory, to już nie były piękne marzenia o choince. Tylko, Amy mało się odzywała. Nie czuła się tu tak swobodnie jak reszta. Nie była w paczce. Była dalej, sama.
Zawsze cholernie sama...
-To, kto jedzie? – Zapytał, James – Syriusz na pewno, Lily?
-Jadę – powiedziała po chwili namysłu, – Ale w święta wpadnę na godzinkę do rodziców – powiedziała wyobrażając sobie radość mamy i taty, kiedy się nagle teleportuje w przedpokoju wołając „wróciłam!”
-Wszyscy możemy wpaść – powiedział Syriusz
-Remus?
-Eee... Rozumiesz? Nie mogę... – Zająkał Remi
-Okay, sorry, że nas z tobą nie będzie – powiedział James cicho
-Spoko
-Peter?
-Pojadę – powiedział, Peter, czym bardzo wszystkich zdziwił, Peter zawsze się od takich rzeczy wykręcał, przynajmniej zazwyczaj.
-Alice?
-Pojadę do rodziców, ale wpadnę pierwszego lub drugiego dnia – powiedziała
-Amy pojedziesz z nami? – Zapytała Lily patrząc na Am, przecież teraz ta, nie miała rodziców, nie miała gdzie pojechać
-Chciałabym – powiedziała Amy, – Ale mój brat...
-Niech jedzie z nami – powiedział James natychmiast
-A nie będziemy przeszkadzać wam?
-Przecież widzisz, że zbieramy przyjaciół na święta – powiedziała Lily
Twarz Amy od razu się rozpromieniła, było na niej widać to, czego Lily nie widziała od paru tygodni. Ten wyraz radości tak jej znany. Nikt nie zauważył, że oczy dziewczyny zaszły mgłą, kiedy powiedzieli, ż jest ich przyjaciółką. Przedtem nie miała przyjaciół...
-To pojedziemy, idę powiedzieć Markowi, że wyjeżdżamy na święta! – Powiedziała i wybiegła z Pokoju wspólnego.
***
-Widziałaś Marka?
-Bonesa?
-Tak, przed chwilą wyszedł z biblioteki, czekał na Ciebie, poszedł do domu – powiedziała mała blondynka z jego klasy
-Super – odparła Am – Dzięki
-Nie ma, za co – powiedziała Blondynka i szła dalej
Amy ją wyminęła i poszła w stronę odpowiedniego posążka. Stanęła przed wejściem do domu brata i czekała, na pierwszą osobę, która wyjdzie, lub będzie wchodzić do środka. Po chwili zjawił się prefekt Puchonów, David Stake*
-Przepraszam – powiedziała trochę nieśmiało, nigdy nie była dobra w nawiązywaniu kontaktów z chłopakami, jedynie dobrze jej szło z Huncwotami, ale to nie to samo, na dodatek teraz, stał przed nią wysoki, przystojny chłopak w jej wieku – Możesz zawołać Marka Bonesa do mnie?
-Przepraszam śpieszę się, muszę zanieść tą listę profesor McGonagall
-Co to za lista? – Zapytała natychmiast mając nadzieję, że trafi na listę...
-Osób, które zostają na święta w Hogwarcie
-Mogę zerknąć? – Zapytała nieśmiało
-Jeśli będziesz szła ze mną, muszę ją zanieść a już jestem spóźniony
-Jasne – odpowiedziała.
Wzięła od niego pergamin z zapisanymi nazwiskami osób, które zostają. Wypatrzyła na którymś miejscu Marka. Wzięła różdżkę i zmazała jego nazwisko.
-Ej! Co ty? – Zapytał ogłupiały
-To mój brat
-A wasi rodzice? Myślałem, że... – Nie skończył, wiedział, że wspomnienia są dla niej bolesne. Wiedział też, co się stało, wszyscy wiedzą. Pamiętał jak się opiekowała po TYM bratem, jaka stała się troskliwa, a pamiętał jak kiedyś wszedł do sowiarni a ona siedziała na parapecie okna płacząc. Oczywiście ona nie wiedziała, że tam był. Sam natychmiast się wycofał. Już wtedy zwrócił na nią uwagę. Często jej szukał wzrokiem, sam jednak nigdy nie miał odwagi zagadać
-Nie martw się, ja przestałam – uśmiechnęła się delikatnie – Jadę na święta z przyjaciółmi – powiedziała zadowolona – A nie zostawię go tu samego, zabieram go ze sobą.
-Jacy przyjaciele? – Zapytał ciekawie
-James Potter, Lily Evans, Syriusz Black, Peter Pettigrew, przyjedzie któregoś dnia Alice – powiedziała
-A, do kogo jedziecie, znaczy się, u kogo spędzicie te święta?
-U Jamesa, jego matkę rok temu zamordował sam-wiesz-kto, nie chciał zostawić ojca na święta samego, a święta miał spędzić w gronie przyjaciół, więc jedziemy wszyscy.
-Wiesz, że Syriusz kolekcjonuje dziewczyny?
-Wiem, nawet pamiętam, kiedyś mi się to w nim podobało, a potem mi przeszło – rzuciła zdawkowo, trochę się rozluźniła...
-No i doszliśmy – powiedział stając przed ciężkimi drzwiami
Zwróciła mu listę z nazwiskami.
-Poczekasz na mnie chwilę?
-Jasne
Wszedł do środka.
Amy się zastanawiała czy nie powiedziała za wiele. Zachowywała się1) jak katarynka. Gadała bez przerwy. Jeszcze to, że tak otwarcie się przyznała, że kiedyś podobał jej się Syriusz. Zastanawiała się, co David o niej pomyśli...
Ten wyszedł po chwili, już bez listy.
-Idziemy?
-Spoko
Zaczęli się kierować w stronę wejścia do jego domu. Rozmawiali przy tym o zeszłorocznych OWTMach, które dostali, aby się sprawdzić przed egzaminami**. No i o prawdziwych testach. Co prawda te, miały być dopiero za pół roku, ale oni już mieli się przyzwyczajać do tych egzaminów. No i do tych poziomów, które wszyscy oceniali tak wysoko.
Doszli do posążka, który jednocześnie był wejściem do Ravenclaffu. David powiedział cicho hasło.
-David! – Zawołała Am za nim – Zawołaj Marka
-Dobra
-Dzięki
-Nie ma, za co – Powiedział -To... Cześć – dodał nieśmiało, chciał zapytać czy gdzieś z nim kiedyś pójdzie, jednak znów mu zabrakło odwagi
-Nara
Zniknął za przekręcającym się posążkiem, po chwili pojawił się Mark.
-Hej Am – powiedział na dzień dobry
-Mark! Wyjeżdżamy na święta! – Krzyknęła Amy radośnie
***
-Możesz mi powiedzieć, czemu Remus nie jedzie? – Zapytała Lily, Jamesa godzinę później na spacerze
-Mogę
-No więc?
-Nie wiem jak Ci to wyjaśnić
-To będzie trudne, co? – Zapytała Lily
Było to oczywiste. Jeśli James nie wie jak coś zrobić to sprawa jest ciężka, trudna i poważna...
-Bardzo
-Może lepiej usiądziemy?
-Możemy – James zaczął się kierować w stronę najbliższej ławki – Obiecaj mi coś najpierw
-Co? – Zapytała machinalnie i natychmiastowo Evans
-To nic nie zmieni, obiecaj, że będzie tak jak jest
-Obiecuję – Powiedziała cicho Lila nie za bardzo rozumiejąc co właśnie obiecała swojemu chłopakowi...
-Wszystko zaczęło się, gdy Remus był bardzo mały, wyjechał gdzieś na wakacje z rodzicami, nie wiem gdzie. Tam Coś się stało. – Zamilkł, nie wiedział jak jej powiedzieć o wilkołactwie Remusa „Słuchaj Lil, Remi to wilkołak. Idziemy na numerologię?”
-Co się stało?
-Remusa ugryzł wilkołak – powiedział James cicho
-Co?! – Krzyknęła Lilka
-To, co słyszysz
-Ale jak ty, jak wy, jak on? – Pytała w osłupieniu
-Dumbledore go przyjął – zaczął James - W tym samym roku kazał zasadzić wierzbę bijącą, pod nią prowadzi tunel
-Dokąd?
-Do Hogsmead, do... – Zaczął, ale mu przerwała
-Wrzeszczącej chaty
-Tak
-A wy skąd?
-Domyśliliśmy się – Powiedział, James trochę nerwowo, okręcił się parę razy dookoła żeby się zorientować czy na pewno nikt nie podsłuchuje...
-A, czemu przeprosiłeś, że was z nim nie będzie?
-Bo widzisz Lily, my postanowiliśmy być podczas przemian z nim. – Zrobił przerwę jednak ona milczała, co oznaczało, że ma kontynuować – Długo nad tym myśleliśmy i w końcu wymyśliliśmy, pod koniec piątej klasy udało się.
-Co się udało?
-Zostaliśmy nielegalnymi animagami – powiedział cicho po chwili namysłu
-Ale, ale, ale j...jak – zapytała w niemałym osłupieniu
Wstał, chwycił ją za rękę i zaczął powoli iść w stronę lasu. Poszła naturalnie za nim. Dopiero, gdy stanęli w leśnej głuszy – nie daleko wyjścia z lasu, ale tak, że ich nie widziano James puścił jej dłoń. Stanął naprzeciw niej i zaczął się przemieniać.
Lekko się podkurczył. Głowa mu się spłaszczyła, wydłużyła, oczy wsunęły głębiej, Nos zrobił się czarny i większy, uszy się spłaszczyły, po czym zrobiły się miękkie i stanęły jak wilczurowi***. James bezwładnie opadł na ręce. Zaczął pokrywać się brązowym futerkiem. Nogi i ręce mu się zwęziły, zamiast dłoni i stóp wystrzeliły kopyta. Z tyłu wyskoczył mały jeleni ogon. Transformacja prawie dobiegła końca, futro miejscami przybrało biały kolor tworząc ciapki a za uszami w bardzo szybkim tempie rosło poroże.
Po chwili stał przed nią jeleń. Lily nie wierząc w to, co widzi pisnęła cicho i cofnęła się o krok.
Transformacja w człowieka nie była ani odrobinę piękniejsza od transformacji w zwierzę. Najpierw poroże się zmniejszyło, potem, zniknęło futro, w tym samym czasie głowa wracała do normy, kopyta się zamieniały w dłonie i stopy, zaniknął ogon. Zwierzę stanęło na dwóch łapach, które po chwili zmieniły się w zwyczajne nogi.
Lily przymknęła oczy, nie chciała tego widzieć...
Po chwili znów stanął przed nią jej James.
-To dla mnie za wiele – bąknęła robiąc jeszcze jeden krok w tył i nie za bardzo rozumiejąc
-Jest jeszcze coś – zaczął ostrożnie, – Co pełnię idziemy do niego i... – Zawahał się czy mówić dalej – jesteśmy przy nim do końca jego przemiany – James postanowił przemilczeć fakt o zwiedzaniu dosłownie wszystkiego, co się w okolicy dało zwiedzić. Nie chciałby Lily wiedziała. Uznałaby to za szczeniackie, dziecięce, a oni przecież nie mogli zawieść Remusa, zostawić w tej chacie, to wilkołak. On sam w chacie a nawet z nimi spokojnie nie usiedzi, po przemianie to tylko zwierzę...
Lily coś wybełkotała pod nosem, James trafnie zgadł, że w życiu słyszała lepsze opowieści...
-Możemy go kontrolować po przemianie – powiedział James uspokajającym tonem
-Ilu rzeczy jeszcze o tobie nie wiem? – Zapytała mimowolnie chłodnym tonem
-Wiesz już wszystko – powiedział cicho na jej ucho przytulając ją
-Na pewno?
-Przysięgam – szepnął, po czym pocałował ją w czoło
-Kto jeszcze wie, o Remusie?
-Tylko my, chłopaki i... – Zawahał się – tylko my... – Powiedział
Nie chciał kłamać, tym bardziej, że chwilę wcześniej przysięgał, ale wiedział, że jeśli jeszcze teraz w to zamiesza Smarka, Lily kompletnie w tej sytuacji zgłupieje. On sam głupiał nieraz na samą myśl.
I żebyście nie mieli wątpliwości, to nie było radosne głupienie z bijatyką na poduszki, to coś o wiele bardziej poważnego...
Ruszyli w stronę zamku.
Lily targały sprzeczne uczucia, z jednej strony Remus był jej przyjacielem i to jednym z najlepszych, rozumiała, wiedziała, że to nie zależy od niego, ale z drugiej...
Że niby jak? Wilkołak...?
Postanowiła zapytać kogoś, kto ma doświadczenie z Remusem wiedząc i wszystkich jego sprawach i problemach...
-Jak mam, się zachowywać, wobec Remusa? – Spojrzała na Jamesa
-Tak jak zwykle
-Spróbuję – powiedziała bez większego przekonania
-Lily, jego naprawdę wiele kosztowała decyzja żeby Ci powiedzieć. Nikomu innemu tego nie powiedział, ja, Syriusz i Peter musieliśmy się domyślić. Jesteś pierwszą osobą, której powiedział sam. Czy może lepiej powiem, pozwolił powiedzieć. Zrobił to, bo Ci naprawdę ufa. Ty jemu też musisz zaufać, pamiętaj, on taki był zawsze, nigdy do tej pory Ci to nie przeszkadzało.
-Rozumiem, tylko... – Urwała na chwilę – muszę to sobie poukładać
-Będzie dobrze – powiedział James głaszcząc ją uspokajająco po głowie
-Wiem, dziękuję
-Za co?
-Za to – urwała nie wiedząc, co powiedzieć - że jesteś – dodała po chwili
Wspięła się na palce i pocałowała go w policzek
***
Lilka rzuciła się na łóżko. Nie rozumiała zachowania rogacza, przecież nie musiał jej tego mówić. Nie teraz...
Mógł znowu skłamać, że nie może powiedzieć. Przecież do tej pory to robił bez skrupułów. Dlaczego ona musiała o tym wiedzieć?
Dlatego do tej pory James nic nie mówił. Stwierdziła, że tak było lepiej. Zaakceptowanie faktu, że Remus to wilkołak było naprawdę trudne...
A już myślała, że jej życie zamienia się w bajkę. Ale w bajkach przyjaciele nie są wilkołakami, takie coś nie zdarza się w bajkach, chyba, że księżniczka...
-Głupia naiwna kretynka – warknęła bardziej do siebie niż do wiszącego na ścianie dormitorium obrazka
Objęła rękami poduszkę i wtuliła w nią twarz. Czuła jak w policzek kłuje ją kawałek jakiegoś piórka lekko wystający z poduszki.
Przypomniała sobie jeszcze raz scenę, która rozegrała się przed chwilą. Rozmowę z Jamesem na błoniach i tym, że zanim cokolwiek zrobiła pobiegła na chwilę do dormitorium, celowo przemknęła bokiem, aby jej nikt nie zauważył...
Zasłoniła kotary łóżka i sięgnęła pod poduszkę. Między palcami zaczęła obracać jeden z kasztanów.
Pamiętała go. Mały w zielonej kłującej łupince zwisał smętnie z niskiej gałązki. James ściągnął zielonego jeża i nadepnął lekko nogą na kamieniu. W środku były dwa identyczne kasztany, oba płaskie z jednej strony. W swoim miękkim kasztanowym domku rozpychały się na boki, aby urosnąć aż do czasu, kiedy je wyciągnięto i rozdzielono. Jeden wzięła Lily a drugi James...
Wstała, wsadziła kasztan do kieszeni i skierowała się do łazienki. Spojrzała na swoje niezwykle blade i rude oblicze, po czym przemyła twarz. Palcem pomasowała skroń, po czym wolno i niechętnie zeszła do przyjaciół.
Ale gdyby nie zeszła wywołałaby zbędne pytania...
Kiedy zeszła do pokoju wspólnego przy schodach czekał na nią James. Uśmiechnął się lekko, Lily poczuła się trochę pewniej, bezpieczniej...
Poczuła to ciepło na sercu, które czuje każdy będąc przy kimś, kogo kocha...
C.D.N.

Dodatkowo, chciałabym odpowiedzieć na komentarz Emily.
Też się cieszę, że do mnie trafiłaś, każda osoba, której się moje opowiadanie podoba i to przyzna to motywacja do dalszej pracy. Dlatego tak bardzo zabiegam o komentarze, chcę wiedzieć, co ludzie myślą o moim opowiadaniu żeby wiedzieć, co zmienić (tak jak ostatnio zaczęłam notki nasączać opisami wszystkiego, co opisać się da dla Irysa) i czego nie zmieniać. Co do mojego wieku, to tak, mam 15 lat już prawie od dwóch miesięcy. Urodziłam się drugiego stycznia 1991 roku. Podejrzewam, że gdybym miała, choć trzy lata więcej i bym pisałabym zaplanowałabym coś innego niż oparcie się na dziele pani Rowling. Nawet z naszą Lilką nieraz odczuwam chęć stworzenia czegoś własnego, nad innym światem od świata Tolkiena, Eragona, Narni i Harryego mozolnie pracuję w domu i chciałabym kiedyś wydać to, co teraz są tylko szkicami świata opartymi na jednym dziecięcym śnie...
Mam 15 lat i już teraz wiem, że w przyszłości wykreuję coś innego.
Co do tego, że mam talent to dziękuję. Moja mama mawia, że ja powinnam być pisarką, (czego bardzo chcę), bo mało, kto ma taki talent do wymyślania bajeczek – głównie, czemu nie chcę ćwiczyć na w-fie i czemu nie zrobiłam pracy domowej z fizyki...


*Jedno ze znaczeń słowa Stake to ogień, jednak tu nie ma to większego znaczenia, potrzebne mi było nazwisko

**Chodzi mi o coś jak próbny egzamin gimnazjalny


***Nie jestem pewna, ale chyba jeleniom też tak stoją uszy...



Dziękuję. M.
komentarze [15]




Uczeń formatowy... notka 44 >> piątek, 17 lutego 2006 06:46:01
Notka dla Olajli i Angel bo jako jedyne porządnie się sprzeciwiły mojej prowokacji. A reszta? Cóż, na reszcie się zawiodłam...
***
W pokoju wspólnym było dość cicho. Większość uczniów pisała prace domowe lub czytała księgi. Niektórzy ćwiczyli zaklęcia. Na schodach kilka dziewcząt z czwartej klasy malowały sobie nawzajem paznokcie. Półgłosem wymieniając uwagi, co chwilę zaczynały się śmiać. Były tu najgłośniejsze...
Gdzieś w rogu coś ca chwila wybuchało, ale na tyle cicho, że nikt się tym nie zainteresował. To James, Syriusz, Remus i Peter szykowali jakąś zabawę. Czasem i im wolno. W końcu nikomu nie przeszkadza to, że raz na jakiś czas zrobią mały żart...
Reszta gryfonów była cicho. Duża część notowała informacje z podręczników potrzebne do wypracowań.
Kilka osób czytało grube tomiska lektur zadane na następne dni.
Tak też robiła Lily. Pomimo półmroku za oknem z przymrużonymi oczami wertowała kolejne wersety opasłej księgi na numerologię. Pogubiła się w tekście już kilka razy, jej mózg wolniej odbierał sygnały i słowa, które czytała. Niektóre pomijała nawet nie zarejestrowując ich obecności. Po prostu powoli przysypiała.
James powoli podniósł się z siedzenia, rozejrzał się po pomieszczeniu. Minął wzrokiem grupkę dziewczyn, które na widok tego, że wstał zaczęły zalotnie machać rzęsami lub podwijać do góry po trochu spódniczki...
Wyszukał wzrokiem własną, osobistą dziewczynę i z uśmiechem skierował się w jej stronę. Stanął nad nią i uśmiechnął się.
Podniosła wzrok znad woluminu, spojrzała mu w oczy Nagle stwierdziła, że ma olbrzymią ochotę skoczyć z nim do jakieś pustej Sali, albo, chociaż gdzieś gdzie będą mogli być przez chwilę sami...
Uśmiechnęła się lekko, po czym sennym wzrokiem rozejrzała się dookoła. Po chwili opuściła wzrok na książkę w swoich dłoniach i przerzuciła kartkę.
-Lily? – Zapytał widząc, że czyta książkę z olbrzymim znużeniem
-No? – Zapytała nie odrywając wzroku od starodruku
-Zrobisz coś dla mnie?
-Co? – Zapytała już podnosząc wzrok
-Ale zgodzisz się?
-Ale, co? – Warknęła ze zniecierpliwieniem
James w tym momencie lekko wypiął pierś, zmierzwił sobie włosy. Lekko wyszczerzył zęby i...
-Umówisz się ze mną? – Wyrzucił na wydechu
Lilka parsknęła śmiechem
-O ty mój rogatku, rogatku – powiedziała z rozbawieniem zaginając róg strony w książce
-Umówisz się czy nie? – Wyszczerzył się
Poczuła się zabawnie. Tak jak kiedyś. Dumnie się wyprostowała. Lekko skrzywiła i warknęła...
-Dorośnij Potter, – Po czym zaczęła się śmiać na widok jego miny
James przez chwilę uwierzył. Ale tylko przez sekundę, albo nawet nie...
-Lila! – Krzyknął a prawie wszystkie głowy zebranych w pomieszczeniu zwróciły się ku nim
-Umówię, umówię, spokojnie, już dobrze – wymruczała tonem matki pocieszającej skrzywdzonego czterolatka, klepiąc go po głowie
-Lily, ja tu z tobą próbuję jak z człowiekiem a ty, co? – Zapytał z wyrzutem
-Dobra – przybrała rzeczowy ton, – Co? Gdzie? Kiedy? Z kim? Po co?
-Czy pójdziesz ze mną, w sobotę, na randkę, do Hogsmead? – Zapytał nadzwyczaj składnie jak na takie zdenerwowanie, bądź, co bądź pierwszy raz ją zapraszał poważnie na randkę
-A, co będziemy robić? – Zapytała rzucając ukradkowe spojrzenie na książkę, którą miała mieć przeczytaną dwa dni później a była dopiero w połowie...
-Możemy iść do jakieś kawiarni na kawę, lub herbatę, możemy iść na spacer i zbierać kolorowe liście... – Powoli wyliczał
Ruda ignorując to, co dalej mówił podniosła książkę do oczu. Musiała to przeczytać.
Przestał. Lily zaczęła ignorować to, co mówi usiłując czytać, co oznaczało, że podjęła już decyzję i nic ani nikt jej nie zmieni, nawet deszcz meteorytów.
-To jak? – Zapytał po chwili milczenia, gdy Lily przerzuciła następną stronę
-Stoi – powiedziała – To w sobotę? – Zapytała ssąc koniuszek cukrowego pióra, które miało jej dostarczyć tyle energii, aby nie zasnęła
-Tak – powiedział zdecydowanie patrząc na nią z zachwytem – Spotkamy się na śniadaniu – dodał pewniejszym już tonem
-Dobrze – powiedziała – mogę już wracać do książki?
-Tak – powiedział
Patrzał na nią z euforią. Doprowadzała go do szału. Ta twarz, te oczy, te włosy, ta figura, te no same wiecie...
I do tego, jaka osobowość. Potrafiła być naprawdę wspaniała. Nie potrafił zrozumieć, czemu jeszcze nikt nie skoczył z okna żeby się z nią umówić. On by skoczył. Nawet kilka razy. Kilka? Skakałby z milion razy gdyby od tego zależała jej decyzja.
Ale panu rogaczowi jeszcze nikt nie powiedział, że miłość polega na tym, że dana osoba jest tylko dla nas wyjątkowa.
No a dla innych, cóż, zazwyczaj przeciętna. Jak każda inna w tłumie...
*_*
Reszta tygodnia do soboty minęła dość szybko. Co prawda lekcje historii magii były nudne i Lily by przysięgła, że są dłuższe od wakacji to nim ktokolwiek się spostrzegł, bladym świtem, w dormitorium dziewcząt z ostatniej klasy rozległ się ostry pisk i towarzyszący potokowi wrzaskliwych wierszyków z których co drugi brzmiał „Kto rano wstaje, temu Merlin daje”
-Lily wyłącz to gówno! – Jęknęła Alice
-Mrrr – odpowiedział jej tylko zaspany jęk rudej
-Lily! Jest sobota! 7 Rano! Wyłącz to!
-Co?! Już siódma?!
-Spokojnie jest sobota
Tylko, że Lily już była w łazience. Najpierw brała prysznic, potem myła głowę, potem sobie brwi Wydepilowała potem umyła zęby i wysuszyła różdżką włosy. Kiedy wyszła była chwila po 8. W soboty śniadanie jest na 8 30.
Ubrała się, jak co dzień, mundurek. Bo wyjścia nie miała...
^_^
Pogoda na spacer była idealna. Mimo, że wciąż była jesień było dość ciepło. Wiatr się prawie całkiem uspokoił. Po całonocnym deszczu zostały tu i ówdzie kałuże i jasne błyski promieni słońca odbijających się od kropel wody pozostawionych na długich źdźbłach zielonej trawy. Lily i James postanowili się wybrać na spacer. Chcieli iść powoli za rękę wymieniając zabawne uwagi, jednak nie udało im się, ponieważ trafili w alejkę pełną kasztanowców. A Lily od zawsze kasztany zbierała uporczywie i zdecydowanie, dlatego też...
-Kasztan! Kasztan! Kasztan! – Krzyczała ruda ciągając rozczochrańca na wszystkie strony alejki
-I to ja w powietrzu znajduję znicza – bąknął szukający
Był zazdrosny o pełną torbę kasztanów rudej. Był zły, że sam ma tylko kilka kasztanów na dnie torby, bo najchętniej by jej dał torbę pełną kasztanów, ale zanosiło się na to, że to Lilka szybciej uzbiera pełną torbę niż on...
-Ale na ziemi mam przewagę – zaśmiała się
Zakręciła się, raz po kasztan w lewo, raz po kasztan w prawo, raz po kasztan znowu w lewo i na koniec bez większych problemów, James okręcił ją dookoła siebie. Jeśli nie może jej dać torby kasztanów to, chociaż się do niej przytuli. Trzymając ją od tyłu i nie puszczając zaczął się kiwać na boki.
-Nie no, jak dziecko – powiedziała kiwając się razem z nim i nie zważając na to, że owoce kasztanowca wysypują się z jej torby przy ich każdym większym ruchu...
^_^
-Jak było? – Zapytała Alice po powrocie rudej
-Świetnie – powiedziała ruda i skoczyła na łóżko
Razem z nią poleciała torba wciąż pełna kasztanów. Duża część z nich po raz kolejny tego dnia się rozsypała dookoła. Kiedy jeden uderzył ją w twarz stwierdziła tylko, że widać dzieci kasztanowca wolały być jednak na alejce przy drzewach. Jednak nie za bardzo ją to interesowało...
-Wiesz trochę mi szkoda, że nie jest jak kiedyś – powiedziała Alice patrząc jak Lilka rozmasowuje sobie bolący nos
-Czyli?
-Czyli miałabym ochotę coś zmienić, zrobić coś szalonego, dzikiego, innego!
-Czyli?
-Wiesz, że nie wiem
-Głupia jesteś – zaśmiała się ruda
-Powiedziała, co wiedziała
^_^
W pokoju wspólnym było bardzo głośno. Kiedy ktoś chciał coś powiedzieć musiał mówić podniesionym głosem, wtedy była szansa, że może ktoś z rozmówców usłyszy...
Miejsca przy kominku jak zwykle były zajęte, niestety tym razem nie przez paczkę Huncwotów i ich koleżanek, (z których jedna jest osobistą dziewczyną jednego z nich)
-Cieszę się, że krukoni przegrali- powiedział James gładząc po głowie Lilkę, która podpierała się o niego.
-Wbrew pozorom to lepsza drużyna od Puchonów, mieli pecha – Stwierdził Syriusz, czemu gorliwie przytaknął głową mały Peter
-Ale ten zwód Jackers – powiedział James rozmarzonym głosem. Lekko odpłynął, przed oczami miał miotłę pikującą na bramkę. Goniącego ją Roberta i ten nagły wystrzał w górę miotły dziewczyny, odrzut kafla... Gdyby nie ta akcja puchoni by przegrali...
Jedyne, co Jamesa łączyło teraz z rzeczywistością to, to, że wciąż głaskał Lilkę po głowie.
-Tak, Jessica to umie grać
-Zwód był piękny – stwierdził Remus
-Jessica jest piękna – odpowiedział Syriusz otępiale
Wszyscy się zaśmiali. Kilka głów odwróciło się w ich stronę. Mało, kto wiedział, o co chodzi, ale jak Huncwoci się śmieją to trzeba się śmiać. Kilka osób nie za bardzo rozumiejąc, z czego naczelni rozrabiacy Hogwartu się śmieją zawtórowało im, choć nie był to, czym choć trochę normalny...
-Proszę państwa już wiemy, kto będzie nową zdobyczą pana Blacka! – Zaśmiała się Lily
-Bardzo śmieszne Evans
Kilka głów dziewcząt spojrzało oskarżycielsko na Lilkę. Reszta zastanawiała się, o kim mowa. Każda laska miała jedną nadzieję „A może w końcu o mnie”.
^_^
-Proszę jednak pamiętać, że zamach trzeba zrobić ruchem płynnym
McGonagall odwróciła się do tablicy, aby zaczarować kredę. Ta miała dokładnie rozrysować zamach ręki, przy tym zaklęciu. Ruda z dużą szybkością wypluła z ust ten kawałek papieru, który żuła od chwili. Wiedziała, że to obrzydliwe, ale tak jakoś ją naszło, na mugolski kawał. Wyjęła z torby szybko część długopisu i wsadziła do środka oślinioną kulkę. James przypatrywał się dziewczynie ciekawie. Jeszcze nie wiedział, jaki plan zrodziła jej ruda głowa.
Przytknęła sobie przezroczystą rurkę do ust i dmuchnęła celując w tablicę. Następna akcja była dość szybka. Rurka z ust, a potem ruda tylko ją położyła przy torbie Jamesa.
Nauczycielka się szybko obróciła.
Nikt nic nie zauważył. Uczniowie robili notatki. Lilian Evans podniosła głowę, spojrzała na tablicę i zaczęła starannie przerysowywać ruch zarysowany na tablicy. Lekko zmrużyła oczy, po czym wsadziła do ust kawałek pióra. Nauczycielka wiedziała, że to cukrowe pióro, ale podobno słodycze pomagają szybciej myśleć...
Co jak co, ale palić głupa to ona umiała!
McGonagall rozejrzała się po Sali uważnie. I spostrzegła. Cienka, plastikowa rurka leżąca koło torby...
-Potter!
-Tak pani profesor? – Zapytał James
Już wiedział, że ruda go wrobiła. Oj już on jej da popalić... Jak tylko mu belferka odejmie te 20 punktów.
-Co to jest? – Zapytała psorka wskazując palcem w część długopisu
-Jakaś słomka pani Profesor
-Skąd to miałeś?
-Nie rozumiem
-Co, jak co Potter, ale zgrywać idiotę to ty potrafisz
-Nie musi – powiedziała cicho Evans dusząc się ze śmiechu w sąsiedniej ławce
James spojrzał na dziewczynę z wyrzutem.
-Jak mi się to jeszcze raz powtórzy – pogroziła opiekunka wyciągając groźnie chudy palec w stronę, Pottera.
-Dobrze pani profesor – powiedział James ze skruszoną miną
Profesorka coś zaczęła jeszcze nudzić.
-Przepraszam pani profesor
Dalej truje.
-Już nie będę pani profesor
Gada i gada
-Tak pani profesor
Mogłaby już przestać, ale chce jeszcze chwilę pogadać
-Ma pani rację pani profesor
***
-Koniec lekcji – oznajmiła McGonagall zadowolona z przebiegu lekcji, niektórym uczniom już się udawało zrobić to, o co prosiła, reszta robiła to, choć częściowo...
Wszyscy zaczęli się pakować. Lily robiła to wyjątkowo wolno. James się spakował i stanął przy jej ławce.
-Idziesz? – Zapytał
-No – powiedziała
Chciała zarzucić torbę na ramię, ale zabrał jej, ją.
-Zaniosę Ci ją – powiedział
-Dzięki
Wyszli z klasy więcej nie rozmawiając. Dopiero za drzwiami James się odezwał.
-Podobało się, co?
-O czym ty mówisz?
-O wrobieniu mnie
-Zły jesteś?
-Wiesz, że to nawet było zabawne – powiedział, – Ale mogłaś ten numer zrobić Syriuszowi czy komuś
-Ale wiedziałam, że tylko tobie będę to mogła zrekompensować całusem – powiedziała
Uśmiechnął się.
Po chwili, zniknęli w drzwiach jakieś Sali.
Mam wrażenie, że spóźnią się na następną lekcję
***
-Oni powinni przedłużyć te przerwy – powiedziała ruda patrząc na zegarek i poprawiając kitka.
Przerwy między lekcjami niby miały służyć nauce, ale oni wykorzystali ją po swojemu.
Lily chwyciła go za rękę i zaczęli biec w stronę Sali historii magii. Stanęli przed salą.
Dziewczyna uchyliła drzwi. Oczy wszystkich zwróciły się na nich jednak profesor Binns wciąż ciągnął swój nudny monolog.
Cicho weszła, za nią wszedł James. Zamknął drzwi. Chwyciła go za rękę i na palcach doszli do jakieś pustej ławki. Siedli razem na samym końcu Sali a wzrok wszystkich uczniów skierował się na nich.
James kpiącym spojrzeniem patrzał na wszystkich, którzy przypatrywali im się tak natarczywie, że nawet o mruganiu zapomnieli. Lily wyjęła podręcznik, pergamin i piórem narysowała cztery linie.
W środkowej kratce narysowała kółko i czekała aż on narysuje swój krzyżyk.
„Przygotuj się na przegraną” – naskrobała nad kratką.
***
-Okropny jesteś - powiedziała z wyrzutem przy obiedzie
-O, co poszła młodej parze? – Zapytał ze śmiechem Syriusz
-Black! – Warknęła ruda
-Lila jest zła, bo wygrałem z nią siedemnaście razy w kółko i krzyżyk na historii magii a ona tylko piętnaście ze mną.
-Wcale nie jestem zła
-Jesteś
-Nie jestem
-A udowodnisz, że nie?
-Dzisiaj Ci już udowadniałam, że mi wybaczysz numer ze słomką – powiedziała Ruda wytykając Jamesowi język
-To rezerwuję jutro przerwę przed historią magii na twoje udowadnianie.
-Znowu się będą kleić – westchnął Syriusz
-Przynajmniej nie na oczach połowy szkoły jak niektórzy, co Syriuszu? – ucięła Lily
Syriusz coś burknął pod nosem, ale Lily to zignorowała i zajęła się swoim talerzem.
Szybko zjadła i wstała. Nie czekając na nikogo wyszła. Miała dużo lekcji a profesor Slughorne miał dziś swoje kółko. No i oczywiście Lily jako najlepsza uczennica musi iść. Co prawda nie będzie to dzisiaj kółko na którym robi się eliksiry. Dzisiaj Slughorne robi kolejny „bankiet”.
-Czasem sobie myślę, że lepiej byłoby być uczniem formatu Petera – powiedziała sama do siebie niosąc po schodach ciężką torbę.
C.D.N.


Dziękuję. M.
komentarze [19]




Coś jakby telenowela... notka 43 >> niedziela, 5 lutego 2006 22:46:35
Notka dla Martyny, Irysa i Bell, za ten cały bajzel, który narobiłyśmy gdzieś w sieci...
Przepraszam za to, że notka opóźniona ale praca na notkami jest naprawdę trudna gdy chce się zadowolić jak najwięcej osób. Wszystkich i tak nie dam rady a ta notka nie jest wybitna, jednak mimo to, zapraszam do czytania...
***
„Drodzy rodzice
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale niestety miałam okropny nawał zajęć. Bardzo dużo się w ostatnim czasie dzieje i dodatkowo zadają nam masy prac domowych. I tak podejrzewam, że nawet z magicznym zawodem, – bo po Hogwarcie nie magiczna praca nie wchodzi w grę nie sądzę, aby jako Aurorowi potrzebne mi były takie przedmioty jak runy, astrologia czy Historia Magii, która jest strasznie nudna. Jednak dużą część tych przedmiotów, które mam sama sobie wybrałam, więc nie powinnam narzekać.
Dodatkowo powinnam chyba wyjaśnić, kim jest Auror. Tak, więc już wyjaśniam. Auror to czarodziej, który po specjalnych szkołach walczy ze złymi czarodziejami lub po prostu debilami, którzy postradali zmysły, powaliło ich i są niebezpieczni.
James też chce być Aurorem. James, to mój chłopak. Może go skojarzycie skądś, jednak nic nie obiecuje. Chciałabym żebyście go kiedyś poznali. Kiedyś za nim nie przepadałam. Jednak teraz muszę przyznać, że jest wspaniały.
Niestety w tym roku też zostaję w Hogwarcie na święta. Z pewnych powodów ostatnie spędzone tutaj najlepszymi nie były. A chciałabym tu spędzić jedne piękne święta. Tym bardziej, że Hogwart to najpiękniejsze miejsce, jakie znam.
U mnie wszystko toczy się swoim niecodziennym torem. Rano pobudka, potem prysznic lub nie – zależy czy mi się chce, potem śniadanie, lekcje, obiad, odrabianie lekcji, kolacja, jakaś książka, czasem spacer, biblioteka i idę spać. Nieraz są mecze. Niestety już coraz rzadziej wypady do magicznej wioski, do której pozwolenie na wyjście mi kiedyś podpisywaliście – Hogsmeade. Brzmi nudno, co? Ale jest świetnie. Kocham tą szkołę. Teraz, kiedy jestem tu ostatni już rok, nie wyobrażam sobie, co by było gdybym nie trafiła tu i nie była czarownicą, nie wyobrażam sobie życia bez magii, bez tej szkoły, przyjaciół, głupich numerów chłopaków, nudnego Slughornea i Jamesa. Nie potrafię oczami wyobraźni zobaczyć siebie w jakimś zwykłym liceum chodzącą, co tydzień Z nowym graczem w piłkę nożną lub okularniczkiem, który mota się w wypowiedzi. Co prawda James nosi okulary, a właściwie powinien, ale nie jest kujonem (choć i tak ma dobre stopnie) i do okularków trzeba go zmuszać.
Załączam też zdjęcie moje i przyjaciół. Ten pierwszy od lewej z książką to Remus. Ten, co śpi na podłodze to Peter, chłopak, który co cuci żeby się obudził to Syriusz. Mnie chyba poznajecie. Ten chłopak, który mnie obejmuje to właśnie James. Obok nas stoi Alice a chłopak, który trzyma ją za rękę to jej chłopak Frank.
Mam nadzieję, że nie boicie się, że zdjęcie się rusza? Jeśli tak, to niestety ono będzie się ruszać. Acha i dla bezpieczeństwa, żeby mnie Ci z ministerstwa przed sądem nie postawili nie pokazujcie tego zdjęcia nikomu. To byłby niezły cyrk gdyby jakiś Mugol zobaczył magiczne zdjęcie. Mogłoby być nieciekawie.
Pozdrawiam gorąco,
Lily”
Ruda przywiązała kopertę z listem i oraz ruszającym się zdjęciem do nóżki brązowej sowy. Ptak nie wyróżniał się niczym specjalnym, był duży, stary, brązowy, jedna z wielkich napuszonych, szkolnych sów. Nic nadzwyczajnego. Lily specjalnie ją wybrała. W świecie Mugoli wystarczającą uwagę zwraca na siebie każdy ptak większy od gołębia a wspaniałe wielkie płomykówki i śnieżnobiałe sowy kurierskie mogłyby sprowadzić nawet ekipę z wiadomości...
Mimo, że sowa była zwyczajna, brązowa, lekko rdzawa puszyła się jak paw. Była dumna, że z pośród tylu sów właśnie ją wybrano do doręczenia tego listu. Gdyby tylko była w stanie zrozumieć powody dziewczyny, która mocowała się z wstążką, którą oplatała nóżkę oplatała i list byłaby taka dumna i napuszona a nawet dziobnęłaby Lily w rękę.
^_^
-Lila ratuj – jęknął James znad wielkiego woluminu oprawionego w krwiście czerwony papier
-Co znowu? – Zapytała ruda wiedząc, że zaraz będzie służyć za archiwum wiedzy tajemnej dotyczącej eliksirów
-Gdzie szukać ustępu o bezoarze?
-Strona 27 akapit 4 – powiedziała Lily przekartkowując własną książkę
-Kocham Cię – powiedział posyłając jej na dłoni całusa
-Do czasu następnego problemu – dopowiedziała ze złośliwą minką
-Czy ty wątpisz w głębię moich uczuć? – Zapytał równie rozbawiony jak ona
-Jakżebym śmiała – odparła z błazeńskim uśmieszkiem, którego nie powstydziłby się Syriusz
-Osz ty! – Podniósł lekko głos patrząc na nią z lekką kpiną
-Wierzę, że James, Potter, którego zdjęcia mam wymalowanego jak cztero latka, kocha mnie nad życie i nie opuści aż do śmierci – powiedziała śmiejąc się i czekając na burzę
Tak Lilian Evans była wyjątkowo domyślna i znała Huncwotów świetnie. Dlatego wcale się nie zdziwiła, gdy padło pytanie...
-Jakie zdjęcia? – Zainteresował się Syriusz
-Zeszłego lata jak was wymalowałam, porobiłam i zdjęcia – Powiedziała ruda spodziewając się bliskiego wybuchu, no i myślała nad błyskotliwą odpowiedzią
-Evans! – Ryknęli zgodnie obaj chłopcy
Dużo osób w pomieszczeniu obejrzało się na nich. Niektórzy po chwili wrócili do swoich zajęć. Reszta – ta bardziej ciekawska reszta – patrzała na nich czekając na rozwój akcji.
-Wy możecie robić za chór pam, paaam, paaaammmm – odśpiewała ze śmiechem
-Lilka, co to było? – Zapytał, Remus zdezorientowany
Remus, Remusik, Remusek. On rzadko bywał zdezorientowany. Ta chodząca wszechwiedząca księga była zawsze jak leksykon wiedzy. Dla niektórych niepozorny kujon, dla innych wspaniały, inteligentny przyjaciel. Tak czy siak, Remus Lupin nie wyróżniał się od swoich rówieśników tak bardzo... Na pierwszy rzut oka.
Prawie nikt nie wiedział o mrocznej tajemnicy pana Lupina, jaką jest jego ciemna strona. Ta część jego duszy, która wynurza się z jego głębi raz w miesiącu, tylko po to by bezsensownie niszczyć.
Gdyby, Remus pamiętał, co czuje po transformacji, nie wybaczyłby sobie tego. Choć wie, że zwierzęcia przebudzającego się ze snu nie zatrzyma niemożliwością byłoby przestać myśleć o potworze marzącym by się wyrwać z durnego lasu.
Nikt, bowiem nie musiał wiedzieć, że potwór chciał. Gdyby to odczucie można było nazwać Marzeniem to tak, potwór marzył o wejściu do szkoły. O posileniu się, zjedzeniu czegoś. Zabiciu głodu, zabiciu innych ludzi...
Jednak nikt nie znał tych zakamarków duszy Lupina, nawet on sam nie spodziewał się po sobie, a raczej po bestii siedzącej w nim, takiego okrucieństwa, braku zasad, takiego instynktu zwierzęcego. Morderczego...
Teraz Remus Lupin żartował z przyjaciółmi. Nie martwił się. Tylko bestia siedząca gdzieś na samym jego dnie budziła się z drzemki, ale i do tego minie jeszcze trochę czasu. Kilka godzin...
Kilka wolnych dla Lupina godzin...
-Wolisz nie wiedzieć – odparła ruda wciąż się śmiejąc
-Ty ruda wiewiórko! – Krzyknął James zbliżając się w stronę dziewczyny niebezpiecznie szybko
Tu nikt nie myślał o postawionym w okropnej sytuacji przyjacielu. Teraz się śmiali, bawili. Strach, pomoc i zabawa nadejdą później. Nocą.
Teraz wszyscy się bawili w najlepsze, ale nie można nie zauważyć, że i po przemianie Remusa wszyscy się bawią. Tylko Remus, a raczej bestia mieszkająca w nim, nie. Chłopców też te spacerki coraz mniej bawią. Gdy się wpada na taki pomysł w wieku dwunastu lat jest się niezwykle pomysłowym. Gdy się udaje go zrealizować w wieku piętnastu lat to jest się utalentowanym.
Tak, Potter i Black byli utalentowani, a dzięki nim i Pettigrew nadrabiał. Ale to, co w wieku piętnastu lat jest tylko zabawą, dla prawie dorosłego czarodzieja jest nieraz niebezpieczne. James i Syriusz zdali sobie sprawę, czym są te wyjścia z Remusem. Czym to się może skończyć i czemu...
Jednak czuli, że powinni z nim wychodzić. Wtedy, to, dla Remusa szansa na spokojne przejście pełni a dla nich szansa odreagowania pewnych spraw. Bo oni też mają swoje problemy i wtedy, biegnąc lasem, na łeb na szyję wiedząc, że wilkołak jest tuż za nimi lub przed nimi, wiedząc, że nic im nie zrobi i czuć tą adrenalinę wyładowują się.
-Skrzywdziłbyś własną dziewczynę? – Zapytała ruda nieświadoma tego, co skrywają przyjaciele
Wesoły uśmiech na jej ustach przypominał mały rogalik a iskrzące oczy świadczyły o niezwykłej radości życia. Kurze łapki, które jej się ułożyły a twarzy, kiedy zmrużyła oczy wprowadziły w taki słodki stan otępienia resztę przyjaciół.
W osobę tak żywą i radosną mogli się patrzeć częściej. Jednak i ruda nie zawsze bywała w tak wyśmienitym humorze jak teraz...
Myśl o utarciu nosa tym dwóm nicponiom TAKIMI zdjęciami ją bawiła a gdy dodać, że jeden z owych numerantów był jej chłopakiem... Cud, miód i orzeszki...
Ponieważ odpowiedzi nie otrzymała zerwała się z miejsca i zaczęła biec w stronę portretu.
^_^
-Mam Cię! – Krzyknął James już na błoniach chwytając Lilkę w pasie od tyłu.
Wciąż z rozpędem zakręcił ją kilkukrotnie dookoła siebie, kręcąc się z nią jak podczas zabawy w mugolskiego „samolota”...
Postawił ją na ziemi i chwycił za rękę. Miała przyjemną ciepłą dłoń, której nie miał ochoty puszczać. Zresztą jak całej Panny Evans...
Zaczęli wędrować w stronę jeziora.
-Czy dzisiaj w nocy też znikniecie? – Zapytała ruda patrząc na Jamesa
Zamurowało go. Stanął w miejscu, mimowolnie wypuścił jej dłoń. Lekko pobladł. Nie spodziewał się, że zauważyła. Nie docenił jej na tyle by wiedzieć, że jego dziewczyna go obserwuje. Nie wiedział też, że parę razy, gdy czegoś potrzebowała wpadła w pełnię a ich nie było. Poskładała sobie te pełnie. Myślała, że to po to jest tabela przy łóżku Remusa, żeby znikać. Nie spodziewała się, że po coś więcej...
Nikt by się nie spodziewał. No, bo to jest nawet nielogiczne. Że wilkołak? Remus? Jak?
Niemożliwe...
-Skąd wiesz?
-Raz w miesiącu, co pełne znikacie – powiedziała trochę mglistym głosem przypominającym kiepską wróżkę - Czemu akurat w pełnię?
To pytanie samo jej się nasunęło. Zresztą było ono proste i oczywiste.
Rudą ciekawiło, co w okrągłej niczym zegar tarczy księżyca aż tak przyciągało chłopców...
-Nie mogę Ci powiedzieć – powiedział trochę chłodno
Czuł, że ogarnia go panika. Strach, piorunujący. To, co teraz powie, może wszystko zmienić. Miał wrażenie, że jeśli będzie chłodny to ona zmieni temat, że się przestraszy tego chłodu. Niestety – panna Evans nie z tych...
-Spodziewałam się usłyszeć coś takiego, miałam nadzieję, że usłyszę coś w rodzaju, że wtedy jest jaśniej, ale czułam, że usłyszę coś w tym stylu – powiedziała cicho
W jej głosie można było wyczuć jakiś wyrzut, może żal. Wiedział, że ona teraz się zastanawia, jakie żarty robią nocami...
A myślała, że z tego wyrośli...
-Lily, nie mogę Ci powiedzieć – powiedział proszącym tonem
-Ja nie naciskam – powiedziała cicho – tylko przykro mi, że masz przede mną tajemnice – Dodała
Wiedziała ze to samolubne, ale we wszystkich mugolskich telenowelach zawsze działa. Stoi modelka, wygląda jak Barbie, która zeskoczyła ze swojej półki i rozmawia z cudownym Kenem. I on nie chce jej powiedzieć, po co jeździ za miasto, co sobotę. Wtedy pada tragiczne „Przykro mi, że to przede mną ukrywasz”. Wtedy zawsze boski Ken się łamie chwilę, po czym wyjawia swojej partnerce powody dziwnych zniknięć. Potem długo się całują i jak czerwony kapturek, żyją długo i szczęśliwie.
-Gdybym mógł, to bym ją wyjawił – powiedział lekko ją obejmując - ale nie mogę
-Czy to z tego powodu zabroniłeś mi kiedyś, co pełnię wychodzić z zamku nocą?
Wiedziała, że to oczywiste. No, ale czuła, że coś powiedzieć musi. Nie zniosłaby tłumaczeń „Lily powiedziałbym Ci, ale nie mogę, więc nie powiem, wybacz”
-Tak, proszę Cię nie próbuj rozwiązywać tej tajemnicy – powiedział
-Nie mam zamiaru – odpowiedziała już chłodniej
Teraz ona postanowiła użyć taktyki bycia chłodnym. Jak ucieczka...
Wyczuł ten chłód w jej głosie. Teraz on się wystraszył. Tak jak miał wystraszyć ją. Był po prostu bardziej podatny na takie triki...
-Będziesz teraz zła? – Zapytał trochę z wyrzutem w głosie
-Nie, z jakiego powodu? – Jej odpowiedź znów była chłodna, nawet chłodniejsza od poprzedniej
-Gdybym mógłbym Ci powiedział – powiedział proszącym tonem
-Ależ oczywiście – odparła sarkastycznie
-Lily, proszę – powiedział błagalnie
Bał się, że się obrazi, że się pokłócą. Bał się, że to będzie koniec. Nie chciał końca. Nie chciał rozstawać się z Lily, dlatego, że nie mógł jej czegoś powiedzieć.
-James, liczyłam na pełne zaufanie – powiedziała z lekkim wyrzutem
-A czy ty mi o wszystkim mówisz. Nie mogę Ci powiedzieć, kogoś bym tym skrzywdził. Lily
-Nie ufasz mi? – Zapytała ignorując jego słowa
-Ufam, ale mi też ktoś zaufał
Nagle dotarło do niej, że zachowuje się jak nieznośna paranoiczka! Małe dziecko! Przecież on nie chce się umówić z inną dziewczyną tylko czegoś nie może powiedzieć, pomyślała ruda.
-Przepraszam kochanie – powiedziała patrząc w ziemię, nagle niezwykle interesujące okazały się jej buty – Po prostu mam okres i jestem trochę drażliwa – lekko się zaróżowiła, ale musiała mu o tym powiedzieć, chciała wytłumaczyć swoje irracjonalne, wręcz skrajnie głupie zachowanie. W takiej chwili każde wytłumaczenie jest lepsze od wymownej ciszy. Nawet to, że w ciele dorosłej już kobiety czasem buzują hormony jak u nastolatki...
-Rozumiem – powiedział i objął ją ramieniem
Zadrżała lekko. Wyczuł to.
-Zimno Ci?
-Trochę – odparła
Tym razem nie miał bluzy. Oboje przecież wybiegli dziko się śmiejąc bez planu wyjścia na dwór. James solennie sobie obiecał, że na przyszłość będzie miał zawsze bluzę przy sobie... Obiecanki cacanki...
-Lepiej wracajmy, bo się przeziębisz i co ja wtedy zrobię?
-Oddasz mnie pani Pomfrey – odpowiedziała z trochę przesadnym uśmiechem
Było jej głupio za jej zachowanie, przecież zachowała się jak dziecko! Nawet gorzej od Petunii. Nawet gorzej od Pottera, w piątej klasie. Mało, co u panny Evans było „gorsze od Pottera w piątej klasie” a kiedy chodziło o nią samą, tylko włosy z głowy rwać...
To dziwne, pomyślała, James przed ostatnimi świętami w moich myślach to Potter a po nich, już James. W tym właśnie momencie znalazła chwilę, w której James się zmienił i wydoroślał...
^_^
-Remus – zaczął ostrożnie James
-No – odpowiedział Remi, niczego się jeszcze nie spodziewał, ale już coś podejrzewał po całodniowym milczeniu Jamesa i ostrożnym wstępie...
-Chodzi o Lily – zaczął James
-Spoko, możesz dzisiaj nie iść – powiedział Syriusz szybko
-Nie o to mi chodzi
Młody Potter czuł się głupio. Musiał im przyznać, że nie doceniał swojej dziewczyny i jeszcze kilka rzeczy. Między innymi to, że ona być może już wie...
-A, o co?
-Ona wie, że co pełnię znikamy, tylko nie wie, czemu – powiedział James na wydechu
Remus spojrzał na niego w osłupieniu. Szklanka, z której pił gorącą herbatę wysunęła mu się z ręki.
Spadła na podłogę i roztrzaskała na kawałki. Bursztynowy płyn rozlał się po ziemi. Jak małą rzeczką, ciecz płynęła pod łóżko Remusa.
Nikt się tym jednak nie przejął nie mówiąc już nic o posprzątaniu. To nie było teraz ważne.
-Skąd?
-Nie wiem, domyśliła się
-I co?
-Pytała
-O co?
-Czemu, znikamy
-I, co odpowiedziałeś?
-Że nie mogę jej powiedzieć
-A ona, co?
-Nic, trochę była zła przez chwilę, ale jej przeszło
-Stary masz bardzo wyrozumiała dziewczynę – powiedział Syriusz ni z tego ni z owego – Ile to mnie bab męczyło żebym powiedział, jaki będzie następny numer to nie zliczę!
Chciał rozluźnić atmosferę, ale coś mu nie wyszło. Chłopcy zignorowali jego uwagę.
Chwilowo zapadła cisza. Syriusz wpatrzył się w resztki herbaty pływające po podłodze. Remus zacisnął dłonie w pięści myśląc gorączkowo. James zastanawiał się czy powinien im o tym mówić. Mógł nie powiedzieć. Nic by nie wiedzieli. Byłby przynajmniej spokój. Peter myślał, że teraz może być koniec krótkiego związku Panny Evans i Pottera. Zastanawiał się, czy u Lily miałby jakieś szanse, po krótkim namyśle doszedł też do wniosku, że jest głodny...
Ciszę przerwał głos Jamesa
-Co zrobić jak będzie pytała następnym razem? – Zapytał ignorując to, co powiedział Syriusz, który wciąż wpatrywał się w resztki herbaty i całą tą męczącą ciszę, tak nieprzyjemną, że aż okropną i spojrzenia na Remusa pełne niepewności i czegoś jeszcze...
Przed Lupinem była ważna decyzja. Nie chciałby ktokolwiek wiedział. Jednak z drugiej strony Lily była jego przyjaciółką, powinna zrozumieć, przecież to nie jego wina. Ale jak zrozumieć wilkołaka? A może jednak? Trzeba przyznać, że Lily nie jest jakąś pustą Hogwardzką lalą. Ale jak ona mogłaby przyzwyczaić się do myśli, że on jest wilkołakiem skoro on nie może do tego przywyknąć i zrozumieć tego? To wszystko jest zbyt pogmatwane!
Odwrócił wzrok. Spojrzał na zdjęcie przy swoim łóżku. Na tą samą fotkę, którą Lily wysłała rodzicom. Jego wzrok przykuła Lily. Objęta wpół przez Jamesa, machając na fotce ręką. Uśmiechnięta i szczęśliwa.
-Remi, co mam zrobić?
-Powiedz jej – odparł Remus
-Co?! – Do dyskusji włączył się Peter
-Czy mówi niewyraźnie? – Zapytał Syriusz trochę zły
-A jak ze sobą zerwą czy coś??!! – Krzyknął Peter
Remus i Syriusz wybuchli niekontrolowanym śmiechem.
-Oni… ze sobą… zerwać – powiedział w końcu Syriusz pomiędzy kolejnymi atakami śmiechu
-Tobie chyba rozum odjęło! – Powiedział Remus
-Peter, umiesz rozluźnić atmosferę – powiedział James wspominając to uczucie, które mu towarzyszyło, gdy Lily zrobiła się w stosunku do niego chłodna. I ten strach...
^_^
-Wtedy mi się przypomniały te wszystkie seriale, wiesz, on ma tajemnicą on do niego, że jej przykro...
-Tak, tak znam to – przerwała jej Alice
Przez ostatnie dni przyzwyczaiła się do myśli, że Lily jest z Jamesem. Pewne rzeczy przemyślała, zmieniła. Nie musiała długo nad sobą pracować. Wystarczyło zrozumieć...
Dawna Alice wróciła.
-A on dalej nic. Zaczęłam mówić chłodno, jakby mi był obcy.
-Lily to chore
-Co?
-Przecież ty z nim sobie jawnie pogrywasz
-Słucham?
-Wiem, że Jamesowi zależy na tobie jak na nikim, ale to już nie jest sytuacja, w której kiwniesz palcem a on zrobi wszystko.
-Alice, nie musisz mi o tym przypominać
-Chodzi mi o to, że nie możesz stosować sobie gierek z seriali. Ty nie jesteś tą blond laską a James nie jest ulizanym agentem ministerstwa
-Rządu – poprawiła ruda automatycznie – U Mugoli jest rząd
-Nie ważne. Nie możesz sobie z nim pogrywać. Jeśli go kochasz nie traktuj go jak zabawki!
-Nie traktuję! – Oburzyła się natychmiast Lily
-Tak, jasne, ja udaję mugolską miss europy magazynu kucharki roku – zironizowała Alice
-Ale ja tylko chciałam wiedzieć – zapeszyła się ruda
-A nie sądzisz, że gdyby mógł Ci powiedzieć to by to zrobił?
-Może...
-Pamiętaj, że James zrobi dla Ciebie wiele, ale też jest człowiekiem ma swoją dumę, nie możesz go traktować jak byle, kogo bo znam go i wiem, że dla niego się też liczy honor.
-Tak, liczył się przez całe życie – zironizowała Evans
-Lily!
-Co?!
-Czy ty jesteś taka głupia czy tylko udajesz? – Zdenerwowała się Alice
-Alice, już rozumiem wystarczy? – Zapytała Lilka
-Powiedz mi tylko, co rozumiesz?
-Właśnie mi uświadomiłaś, że nie mam bawić się uczuciami Jamesa – wyrecytowała panna Evans zła na siebie i na Alice
Była zła na nie obie. Na siebie za to, że bawiła się tak Jamesem.
Przecież nie powinna. Są razem, to już nie są ani podchody ani końskie zaloty. Jeśli ich związek ma być poważny to oboje muszą być wobec siebie uczciwi. James by się nie zachował z stosunku do niej w ten sposób. Chyba...
Na Alice była zła bez powodu. Była zła za to, że Alice ma rację.
^_^
-James?
-No?
-Przepraszam za wczoraj – powiedziała ruda
-Nie ma, za co kochanie, nie ma, za co – szepnął cicho
Zastanawiał się czy jej powiedzieć o Remusie. Jednak jakoś się nie rwał do tego, a ona nie pytała. Ona sama czuła, że nie ma sensu o to pytać, i tak się nie dowie. Tak myślała...
-Kiedy pierwszy mecz? – Zapytała po chwili ciszy
-W sobotę – odparł – Krukoni z Puchonami
-Będziesz szedł?
-Jak zawsze
-Czemu tak kochasz ten sport?
-Kocham to ja Ciebie, a sport bardzo lubię – powiedział
Gdzieś z tyłu rozległo się kilkugłosowe westchnięcie.
-I jak tu być spokojną parą zakochanych skoro każdy twój krok śledzi zgraja ciekawskich??? – Zapytała z sarkazmem
Zaśmiał się. Zawtórowała mu.
-Choć ty zakochana, porywam Cię na spacer
-A kurtka?
-Idziemy zwiedzać zamek! – Stwierdził
Chwycił ją za rękę i pociągnął w stronę portretu.
^_^
-Wiesz, że Cię kocham? – Zapytał pomiędzy pocałunkami
Byli sami, w pustej Sali. Ludzie z portretów patrzeli na nich z dezaprobatą
-Tylko trochę bardziej od Quiditcha – powiedziała, po czym zaśmiała się cicho
Kiedy on urządzał jej wykład jak to ją kocha, ludzie na obrazach kręcili bez zrozumienia głowami...
-Ach ta młodzież – bąknął jeden z nich, kiedy para zaczęła się ponowne całować
Przez tłum namalowanych ludzi przebiegł szmer przypominający osy pracujące w ulu.
C.D.N.



Dziękuję. M.
komentarze [13]




Kudłatek... Notka 42 >> czwartek, 26 stycznia 2006 08:43:53
Wysiliłam się. Ta Notka była beznadziejna, Irys powiedziała, że mają być opisy... Mają być? Proszę bardzo, cały dzień notkę kolorowymi opisami nasączałam, z trzech stron koleżanko zrobiłam pięć. Teraz mi powiedz czy jest lepiej, bo mi się nawet podoba...
Jak się spodoba to notkę Ci zadedykuję a jak nie to mam focha i goń się z dedykacją...
***
Pokój wspólny był jak bez życia. Było ciemno, szaro...
Pomieszczenie było jak wymarłe. Jedyne światło dawał kominek, okno, z którego sączyła się mała ilość światła oraz kilka świec przymocowanych do ściany... Uczniowie odrabiali prace domowe mrużąc oczy, aby kilka linijek zawartych w podręczniku przerodzić w kilka stóp na kolejnych pergaminach z wypracowaniami. Co bardziej rozgarnięci uczniowie otoczeni byli niskim murem książek z tak zwanymi pomocami naukowymi.
Inni mając już odrobione zadania domowe lub zostawiając je na ostatnią chwilę, aby z samego rana szybko je spisać od kolegów rozmawiali rozproszeni po kątach i przy stolikach omawiając wszystko, co działo się dookoła nich. A działo się źle... Uczniowie w ogromnym strachu o własne rodziny myśleli jak zabezpieczyć przyjaciół i rodzinę, ale nie tylko oni. Wszyscy się chowali i uciekali w popłochu przed tym, co już się stało i co miało się stać...
Siedzieli w siódemkę. Syriusz i Remus, Alice i Frank na sofie. Na ziemi, po turecku siadł Peter. Na fotelu – objęta wpół przez Jamesa ułożyła się Lily.
-Boję się
-Czemu?
-Każde z nas może spotkać to, co Amy
To właśnie wypadek rodziny Amelii wprowadził w życie Gryfonów tak wielki zamęt. Amy, Amelia, Am... dziewczyna trzymająca się na uboczu a jednak tak żywa i radosna, że nie było w tym domu osoby, która by jej nie znała, każdy ją znał i lubił. A teraz?
Katastrofa, życie rodzinne się zawaliło. Została sama z bratem i niczym więcej. A samotność, którą jej przypisano bez większych powodów, tylko dla zabawy paru beznadziejnych osób, miała pozostać jej piętnem...
James lekko spuścił głowę, myślami był przy matce
-Przepraszam kochanie, ale twoja mama zginęła w walce, wiedziała, że może zginąć. Rodzina Amy była w domu, niczego się nie spodziewała.
-Wiem, ale całe wakacje, kiedy wchodziłem do kuchni byłem pewny, że ona tam będzie, za każdym razem, kiedy szedłem do ogrodu, byłem pewien, że będzie tam pielić rabatę.
Wszyscy zamilkli. No, bo co można mówić w sytuacji, gdy ktoś tak długo nie może się pogodzić z rzeczywistością. Z paskudną śmiercią, jaka spotkała jedną z najbliższych mu osób. No i oczywiście, która kiedyś spotka jego samego, ale o tym, jeszcze nikt nie wie...
-Chodź – Powiedziała żywo ruda wstając
Chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę portretu.
-Idziemy na spacer
-Lily, ale ty weź lepiej kurtkę – powiedział James
Dawny dobry nastrój mu powrócił i z rozbawieniem patrzył jak ruda biegnie po schodach. James Potter taki był – zmienny jak pogoda. Jednak jednego był pewien – uczucia, jakim darzył Lily, chociaż dawniej i to mu się zmieniało...
Pamiętał jak przez pierwsze tygodnie szkoły w pierwszej klasie ją męczył o spacer a ona nie, bo to, nie, bo tamto... Potem przypadła mu do gustu Candy, potem Katie – o rok starsza Puchonka, potem znowu Lily, potem było kilka innych dziewczyn, a stale o Lily zabiega od końca czwartej klasy, i to już mu się nie zmienia...
-Accio moja kurtka – powiedział machając lekko różdżką
Po chwili Lily zbiegła ze schodów głośno tupiąc nogami przy kolejnych skokach i zwracając na siebie uwagę, włosy w kwitku się rozluźniły a grzywka – zapuszczana już tak długo opadła na oczy. Evans odgarnęła Miedziano – złote kosmyki i z okryciem w ręku, spojrzała na Jamesa zdziwiona.
-Ty już zdążyłeś po kurtkę? – Zapytała
-Nie
-To jak?
-Zaklęcie – podszepnął Syriusz gdzieś z tyłu
-Ty oszuście! – Powiedziała Lila do Jamesa
Podszedł do niej i pomógł założyć kurtkę. Swoją narzucił tylko na plecy, chwycił ją za rękę i wyszli.
-To zdecydowanie najładniejsza para Hogwartu – powiedział Syriusz patrząc za oddalającym się przyjacielem i jego rudowłosą dziewczyną
-Uważaj, bo twoja dziewczyna usłyszy – powiedziała Alice z przekąsem
Była trochę zła. Ona też się poważnie związała i jakoś nikt nie zachwycał się tym. A Lily przez ostatnie sześć lat traktowała Jamesa jak śmiecia. Jednak gdzieś tam głębiej, czuła, że to oni mają rację, nie jej duma.
Alice miała wrażenie, że ona z Frankiem są parą idealną. Bo tak postrzegano każdą jej poprzednią parę a przecież w tamtych nie była nawet szczęśliwa i szczera, chodziło tylko o świadomość posiadania chłopaka i wodzenia go za nos, bo Alicja od dziecka była próżna. Miała wrażenie, że nie spędzają z Frankiem razem wiele czasu a to Lily poświęca cały swój czas Jamesowi, a to nie prawda. Po prostu się mijały... Alice zdawała sobie sprawę z tego, jaką idealną parę tworzy James z Lilką, sama mu pomagała w osiągnięciu celu – czyli dorównaniu wymaganiom Lily. Życzyła im jak najlepiej, tylko czasem zżerała ją zazdrość...
Sama tak bardzo pragnęła być zauważona. Niegdyś Lily spędzała z nią każdą chwilę a chłopcy wodzili za nią wzrokiem, to jej pary, jej i Syriusza zawsze były najbardziej popularne. Taka zmiana nadeszła dla niej za szybko, coś jak szok termiczny.
Ale trzeba iść i żyć dalej, bo jak tu inaczej...?
^_^
-To jest niebezpieczne – mówi ruda idąc i kopiąc kamień
-A, co możemy zrobić, to wariat i tyle
-Kopnij – odpowiada Lilka, kiedy kamień po przekątnej pada wprost przed niego
Lekko kopie kamyk jednak ten odlatuje tylko bardziej w bok.
-Na piłkarza byś się nie nadawał – powiedziała
-Co to piłkarz?
Zaśmiała się cicho.
-Gracz w bardzo popularną mugolską grę
-Podobne do Quiditcha?
-Trochę, pętle są dwie na ziemi, nie ma mioteł, piłka jest jedna i się ją kopie.
-Brzmi prosto, a co się robi z pałkami?
-Nie ma pałek! – Zaśmiała się
-A znicz?
-Też nie
-No to nie jest prawdziwa gra, nie ma znicza nie ma gry – skwitował James
-Nie lubię tej gry – powiedziała
-Czemu?
-Jak byś grał z dziewczynami to byś wiedział – odparła szybko – Całe nogi masz pokopane a ile Ci razy któraś haka podstawi to już nie zliczę.
-A Quiditch lubisz?
-Popatrzeć mogę, pokibicować, ale czy bym polubiła to nie wiem.
-Nie próbowałaś?
-Nie wiem czy pamiętasz z pierwszej klasy, ale ja nie lubię latać na miotle
-Pamiętam, tylko przypomnij mi, czemu?
-Mam lek wysokości na małych wysokościach – odparła
Taki widok niełatwo zapomnieć. Lily wzniosła się kilka stóp nad ziemię, przykleiła do kija od miotły jakby chciała nurkować i wystrzeliła w powietrze. Leciała tak długo w górę wrzeszcząc, że wszyscy na ziemi stracili ją z oczu. James, (któremu wtedy akurat Lily się podobała) dosiadł swojej miotły i zaczął się wzbijać w górę. Wrócił po paru minutach mówiąc dokładnie Lily, co ma robić... Ta z zamkniętymi oczami wykonywała jego polecania i tylko pytała się w myślach, kiedy spadnie...
-A faktycznie, już pamiętam
-Trudno zapomnieć
-Ja przeżyłem tyle, że o takich drobiazgach zapominam
-Drobiazgi? Nienawidzę mioteł!
-Ja bym nie potrafił przestać latać
-Jak skończymy Hogwart chcesz grać w któreś drużynie narodowej?
-Nie – odpowiedział zdecydowanym tonem
Doszli do brzegu jeziora. Woda była tak przezroczysta, że można w niej było dostrzec szaro – buro - niebieskie kamyczki i małe rybki pływające przy brzegu. Koło trzcin pływała żaba a za kamieniem krył się rak, dodatkowo wyglądało to całkiem nie magicznie. Ani druzgotki, trytony czy inne magiczne stworzenia nie podpływały do samego brzegu. Wszystkie bały się, że jeszcze zaplątają się w trawy, lub zje je rak.
Białe bałwany chmur na niebie odbijały się w wodzie, przez co w rezultacie woda z jeziora, oddalona od brzegu wydawała się śnieżno – biała
James chwycił płaski kamyk i rzucił go płasko w taflę wody. Ten odbił się od lustra wody parokrotnie zostawiając za sobą powielające się pierścienie na wodzie, po czym został złapany przez jedną z macek wielkiej kałamarnicy...
-Kim chcesz być? – Zapytała ruda
Objął ją lekko.
-Aurorem – powiedział
Stali przez chwilę w milczeniu. Ruda oparła głowę na jego ramieniu. Głęboko się zamyśliła, co sama będzie robić? Jedna decyzja, ma zaważyć na całym jej życiu. Niezdecydowanie, jakie szalało w jej głowie można porównać do dzikości zakazanego lasu. Miała tyle do wyboru, magomedyk, Auror, odkrywca, magiczny archeolog, mogła mieć ciepłą posadkę w ministerstwie...
Każdej z tych decyzji może żałować...
-A ty? – Zapytał
Mogła powiedzieć, że nie wie. Mogła, ale to nie brzmiałoby szczerze. Z jednej strony nie wiedziała, co chce robić, ale słowa „Nie wiem” brzmiały jak kiepskie kłamstwo w jej głowie. Na dodatek nie chciały przejść przez gardło. Chciała powiedzieć te dwa głupie słowa i mieć spokój. Była zła, „Nie wiem! Nie wiem... NIE WIEM!” Wrzeszczało coś w jej głowie... Coś cicho z tylnich partii głowy szepnęło „Spróbuj powiedzieć: Aurorem” A przecież wciąż była niezdecydowana. Nie chciała tego mówić...
-Też chcę być Aurorem – powiedziała cichym zdecydowanym głosem
Teraz już wiedziała, że chce tego. Była pewna. Jej głos też brzmiał pewnie. Tylko teraz z kolei to ten głosik śmiał się z niej, taka prosta, niezdecydowana...
-Nie boisz się? – Zapytał
-A ty?
-Boję, ale chcę być Aurorem, a odwaga polega na przezwyciężaniu strachu
-Myślę, że jesteś bardzo odważny – szepnęła wpatrując się w śnieżnobiałe obłoki nad swoją głową...
^_^
Minęło kilka dni. Amy wróciła. Bardzo dużo teraz czasu spędzała z bratem. Udawała, że nic jej nie jest. Udawała – w głębi czuła rozdarcie. Miała ochotę uciec do zakazanego lasu i czekać na wszystko, co tylko może z nią skończyć a z drugiej teraz bała się wszystkiego. Bała się sama iść wieczorem do biblioteki, bała się w nocy wstać do wspólnego, wszędzie mogło na nią czyhać niebezpieczeństwo... Paranoja...
Na pytanie, czy wszystko w porządku odpowiadała, że tak, odwracając wzrok. Nie mogła się nikomu zwierzyć, nie umiała... Nie chciała... Oni nie rozumieli, nie wiedzieli, co to znaczy stracić rodzinę... Nikomu nie ufała, nikomu nie chciała ufać, w końcu nawet nie wie, kto i po co zabił jej rodziców, może i ona jest potencjalnym celem...
Ten cały wypadek sprawił, że w głowie Amy zrodziła się istna paranoja, nić uprzedzeń i podejrzeń, do wszystkich...
A życie w Hogwarcie powoli wracało do normy. Lub prawie.
Wszyscy wciąż niedowierzająco patrzyli na Lily idącą korytarzami z Jamesem za rękę. Lecz pewnego dnia, gdzieś w połowie listopada zdarzy się coś, co opisać muszę! Wiem, mogłabym sobie darować, ale stracilibyście wiele śmiechu... Tak, więc przenieśmy się do pewnej pustej Sali. Lub, jeśli wolicie dla ścisłości, prawie pustej.
Sale lekcyjne często były wykorzystywane przez uczniów. Tak jak ta teraz. Tylko niestety uczniowie Ci nie wiedzieli, że w szafie przy ścianie jest bogin. A do Sali zaraz wkroczy 20 rozwrzeszczanych osób. Ale nie wyprzedzajmy zdarzeń.
^_^
Był pewien, że ta lekcja będzie udana. Dzieciaki zawsze lubiły zadania praktyczne. A zmierzenie się ze swoimi lękami przed kolegami było rzeczą, do której wszyscy się rwali zawsze. Było tak lat temu 30, 20, 10, jest teraz i będzie zawsze.
Jeszcze jeden korytarz. Położył rękę na klamce drewnianych drzwi...
Nie otworzył ich. Przez korytarz przechodzi jakaś dwójka gryfonów.
-Czemu nie jesteście na lekcjach?
-Skończyliśmy już – odpowiedział chłopak z odznaką prefekta.
-Dom i rok – Warknął natychmiast rozeźlony nauczyciel wciąż trzymając rękę na klamce.
W dwójce uczniów rozpoznał Syriusza Blacka i Remusa Lupina – trudno ich nie poznać, ale z zasady zapytał.
-Klasa ostatnia, dom Gryffindor
-Idźcie już – mówi nauczyciel
Ożywieni trzecioklasiści czekali na otwarcie drzwi. Wiedzieli, co ich czeka. Spotkanie ze strachem. I oto dziewczyny z owej klasy spotkały się z nim.
O ścianę pomieszczenia stała oparta Lily Evans, ręce miała zaplecione dookoła szyi Jamesa Pottera, który obejmował ją w pasie. To, co straszne w tym obrazku dla małych dzieci to, to, że owa dwójka... całowała się.
Chłopcy patrzyli na nich, głupawo chichotali i przypatrywali się jak się „takie” rzeczy robi. Mali chłopy są beznadziejni. Duzi czasem niczego sobie no, ale ideałów nie ma. No chyba, że taki James...
Nauczyciel odchrząknął znacząco a para się od siebie natychmiast odkleiła. Lila pokryła się szkarłatnym rumieńcem. James spojrzał rozbawiony na przerażone dzieci. Wszyscy zamilkli.
-W czymś mogę pomóc? – Zapytał James, wciąż obejmował rudą w pasie cała sytuacja go bawiła
-Proszę stąd natychmiast wyjść! – Podniósł głos profesor
Był zły i zażenowany. Doskonale pamiętał jak w ten sposób nakrywał koleżanki i kolegów, gdy był w ich wieku jednak złość go ogarniała na samą myśl, że sam nigdy klasy lekcyjnej nigdy w podobny sposób nie spożytkował – a wierzcie mi, zawsze chciał
-My tu byliśmy pierwsi, ta sala jest miła – Stwierdził bezczelnie szukający opierając się o ścianę
Ruda czerwieniąc się jeszcze bardziej chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę drzwi.
Taki wstyd! I to jeszcze przy nauczycielu...
-Chodź kudłatku, idziemy
-Kudłatku? – Zapytał inteligentnie rogacz idąc za Evans
-Chodź, nie będziemy dzieciom przeszkadzać – powiedziała
Przestała być czerwona. Zaczęła być tą sytuacją równie rozbawiona jak on. A co jej tam. Najwyżej dostanie szlaban, jeśli tylko profesorek da radę uspokoić palpitacje serca...
Wyszli, a kiedy tylko zatrzasnęli drzwi oboje parsknęli śmiechem.
-Myślałem, że ten profesorek tam zejdzie, widziałaś jego minę? – Zapytał James
-Trudno było nie zauważyć, już wiem, w co się zamienia jego, bogin
-Tak, w nas
Oboje śmiali się jak głupi wymieniając zabawne uwagi ta temat profesora, którego właśnie pożegnali...
-Choć kudłatku idziemy – powiedziała Ruda chwytając go za ręce i ciągnąć w stronę schodów.
Taki powrót szedł im dość powoli i zabawnie do czasu, kiedy ruda stanęła w środku korytarza.
-Mam dość ciągnięcia Cię – oznajmiła zakładając ręce na piersi – Teraz ty pociągnij mnie
-Nie chce mi się – stwierdził
-To będę tu stała już zawsze – powiedziała z błyskiem w oku
-Powodzenia – powiedział szukający i poszedł w stronę schodów.
Stanął za rogiem i czekał. Był pewien, że Evans zaraz go dogoni albo, chociaż się ruszy. Ona stała jak beton.
Uparta...
Evans taka była, niezmienna jak kamień. Tak różna od swoich koleżanek w jej wieku... No, ale to dodawało jej uroku.
Po jakiś pięciu minutach wyszedł zza rogu i podszedł do niej.
-Idzie mój rycerz na białym koniu – powiedziała tragicznym szeptem
-Królewno Lilianno przybywam – powiedział James, – Ale i tak Cię nie będę ciągał do naszej wierzy
-To masz pecha, ja postoję – powiedziała z uśmiechem na ustach i lekko wydęła wargi, wiedziała, że taka mina go rozbroi
-Założymy się?
-O co?
-O całusa
-Niech Ci będzie Potter – powiedziała fatalnym tonem pełnym jakieś dziwnej radości
Podszedł do niej od tyłu i wziął na ręce. Zaczął nieść przez korytarz. Pocałowała go w policzek.
-Ja nie chcę w ten policzek – powiedział
Pocałowała w drugi
-Kto w ogóle powiedział, że chcę w policzek?
-A, w co chcesz?
-W czoło
Pocałowała go w czoło
-Albo w usta
-Hej to przy następnym kursie! – Zaśmiała się
-Co to jest kurs?
-Och nieważne. A teraz mnie ty rycerzyku od siedmiu boleści do wierzy zanieś – szepnęła mu na ucho przytulając się do niego
C.D.N.


Dziękuję. M.
komentarze [28]




Dziwny obrót zdarzeń, notka 41 >> piątek, 20 stycznia 2006 11:19:57
Szare niebo przecinały raz po raz białe oślepiające linie piorunów a deszcz bębniący o szyby nie zachęcał do wyjścia na dwór. Mimo to sowy przedzierały się przez mokrą Anglię dzielnie dostarczając listy i prenumeraty gazet ich adresatom. I do Lily przyszła, jak co dzień od miesiąca sowa. Ruda wsadziła jej knuta do sakiewki przy nóżce i zabrała gazetę. Ptak odleciał.
Dziewczyna ciekawie otworzyła gazetę. Nagłówek zmusił ją, aby przerwała wesołą paplaninę Alice jak to rudej twarzowo by było w zielonym sweterku.
-Cicho! – Powiedziała – Słuchajcie:
Jak donoszą nasze źródła, dnia 22 października miał miejsce kolejny atak. Tym razem zabito całą rodzinę... – Ruda urwała
-Czytaj – powiedziała Alice
-...Uczniów ostatniej klasy Hogwartu, szkoły magii i czarodziejstwa Amelii Bones oraz jej brata, ucznia drugiej klasy powyższej szkoły Marka Bonesa – zakończyła ruda mając nadzieję, że Amy nie słyszała
Na jej nie szczęście Amy właśnie ze łzami w oczach i czytała swoją korespondencję.
-„Rodzina ta została zabita w domu, słudzy czarnego pana wdarli się do środka, po czym zabili całą rodzinę…” – dalej ruda nie czuła obowiązku czytać
James, który siedział obok niej chwycił jej dłoń pod stołem i zacisnął w swojej. Bali się. Widzieli to po swoich minach.
-Będzie dobrze – szepnęła cicho
Przytuliła się do niego. Schował twarz w jej rude włosy. Wiedziała, że on teraz wspomina mamę. I miała rację...
-Wiesz, że jesteś niezastąpiona? – Zapytał rudej, kiedy z powrotem siadał prosto
-Wiem – powiedziała mocniej zaciskając swoją dłoń w jego i patrząc na Amy przytuloną do brata przy stole Puchonów.
^_^
Amy i Mark zostali na kilka dni wysłani do miejsca, które jeszcze jakiś czas temu mogli nazywać domem. Teraz już nie. Dom tworzą osoby i uczucia. Tam już nie było uczuć. Tam nie było osób mogących coś czuć. Dom oparty na uczuciach zawalił się. Została Amy i Mark. I teraz musieli sami sobie dać ze wszystkim radę...
^_^
Pokój wspólny popołudniu oblegało więcej uczniów niż zwykle. Przed kominkiem na sofie siedział Remus, Syriusz, Alice i Frank. Na ziemi, po turecku klapnął Peter a na fotelu, Jamesowi na kolanach siedziała Lilka. Jimmy obejmował ją w pasie a ona trzymała mocno jego dłonie.
-Trzeba coś z tym zrobić – powiedziała Alice
-Ale, co? – Zapytała ruda
-Nie wiem
-No ja też nie, zauważ, że nikt nie wie, dlatego On wciąż jest na ziemi
-A ty Syriusz się nie wypowiesz? – Zapytał Remi
-Andromeda napisała, że Regulus do nich przystał – powiedział z goryczą i nienawiścią w głosie
-Czy to znaczy? – Zaczął Peter
-Tak, ten gnojek jest śmierciożercą – powiedział Syriusz – Smarkacz
Zaległa cisza. James tylko mocniej objął rudą, która mocniej zacisnęła jego ręce w swoich.
^_^
Patrzał z dumą po raz kolejny na to. To było jak odznaczenie. Chciał już w zeszłe wakacje. Dostał dopiero w te. Lekko piekący, czerwony znak na ramieniu przedstawiający czaszkę i węża.
I chociaż Pomfrey mu ostatnio pomagała odciąć trzecią rękę i ten ogon, który mu doprawił Potter to znaku nie zauważyła. Bo nie mogła. Wtedy był zabliźniony, teraz się czerwienił lekko.
^_^
Nicole czuła się nieswojo tu. Ludzie się wywyższali bardziej niż zwykle nad młodszych, wszyscy chodzili napuszeni i szczęśliwi z wypadku, jaki spotkał Bonesów. Ona nie. Zaszyła się teraz w północnej wieży i czekała aż nastanie noc. Chciała dopiero, kiedy już wszyscy ślizgoni będą szli spać wrócić do siebie. I nie widzieć ani jednej napuszonej twarzy.
Dla niej ślizgoni się za bardzo „wozili”. To nie dla niej i tyle!
^_^
-Lila?
-Nom
-Kochasz mnie?
-A ty mnie?
-Ja pierwszy zadałem pytanie
-A ja druga, to jak kochasz mnie czy nie?
-Ja chcę pierwszy odpowiedzi
-Ja też chcę pierwsza a kobietom się ustępuje
-Czyli chcesz wiedzieć czy Cię kocham?
-Nie czy masz pięć głów? – odpowiedziała sarkastycznie ruda
-Nie, mam jedną głowę. Kochasz mnie?
-A ty mnie?
-Jak cholera
-Co jak cholera?
-Kocham Cię jak cholera
-A jak kocha cholera??
-Tak jak ja Ciebie
-Acha. Czyli szuka poduszki żeby osłonić twarz? – zapytała ruda
-Nie, kocha tak, że nie chce puścić – powiedział
-Moja cholera też tak Kocha – powiedziała ruda przytulając się do niego mocniej
^_^
-Wiesz, że chyba było warto? – Zapytała, Alice
-Co było warto?
-Męczyć się z tobą całe popołudnie na pokątnej – odparła
-Z tobą również
-Śliczna z nich para
-Pasują do siebie i tyle – Powiedział Syriusz sucho
-Ty w ogóle romantyzmu z sobie nie masz
-Nie, ale muszę lecieć, nie pamiętam dokładnie, z kim ale jestem na 18 umówiony gdzieś koło zbroi na trzecim piętrze
-Miłej randki
-Nara
***
-Zauważyłaś, że coś się między nami rozluźnia? – Zapytała, Alice
-Jedno się rozluźnia, inne wzmacnia – powiedziała ruda bawiąc się zawieszoną na szyi monetą od Jamesa
-Kiedyś było inaczej – westchnęła Alice
-A, co źle Ci z Frankiem?
-Nie, ale źle bez Ciebie
-Jak to beze mnie???
-Odkąd chodzisz z Jamesem bardzo rzadko jesteśmy razem jak kiedyś.
Ruda wiedziała, o co chodzi. Jednak nie do końca.
-Jeśli chcesz żebym przestała spotykać się z Jamesem to... – Zaczęła
-Nie chcę! – Przerwała jej Alice – Tylko zauważyłam, że ze mną, w ogóle ze wszystkimi spędzasz o wiele mniej czasu, tylko James i James
-Nie jesteś trochę samolubna?
-Co?
-Przez sześć lat cały czas mówiłaś żebym mu dała szansę, kiedy dałam i się okazało, że dobrze zrobiłam ty twierdzisz, że mam z nim spędzać mniej czasu – Ruda lekko podniosła głos i sięga po kolejną fasolkę Bertiego Botta.
-Bo nie masz z nim spędzać CAŁEGO czasu – Stwierdziła Alice i spojrzała w okno
-Wiesz, odczuwam tu pewną nieprawidłowość i mam wrażenie, że jesteś niesprawiedliwa, fuj wymiotna!
Ruda wstała z łóżka i pobiegła do łazienki.
-Lily nie chodzi mi o to, po prostu spędzasz z nim za dużo czasu
-Nie, po prostu, kiedy ja mam wolny czas ty go nie masz, bo jesteś z Frankiem, ale ja Ci nie robię z tego powodu wyrzutów!
-Wcale nie, ty nigdy nie masz wolnego czasu – Alice robi się czerwonawa tu i ówdzie
-A chociażby w zeszłym tygodniu, kiedy ty byłaś na spacerze z Frankiem a James z Syriuszem, Remusem i Peterem odrabiali szlaban od Slughornea siedziałam sama w dormitorium i nie miałam, co ze sobą zrobić.
-Ale... – Zaczyna Alice
W rudej wezbrała złość.
-Skończyłam dyskusję – przerwała przyjaciółce
Wstała zła. Już była przy drzwiach, kiedy zawróciła. Wzięła pudełko z fasolkami i trzaskając drzwiami wyszła.
-O, co jej chodzi? –Zapytała Alice sama siebie
Ale ja wam powiem, że to ruda miała rację…
C.D.N.



Dziękuję. M.
komentarze [14]




Powracam! >> piątek, 20 stycznia 2006 10:17:59
Jak widać zmieniłam szatę graficzną i wszystko na blogu. W czasie kiedy nie było mnie pod tym adresem (byłam pod adresem http://lily-evans-marta.extazy.pl) dodałam tam 29 notek. Wszystkie te notki znajdziecie pod tamtym adresem oraz w dziale o mnie. Szczerze, to wejście tam może lekko zgrzać wam kompa (lekko zgrzać? Tam jest bita 90 stron tekstu w Wordzie czcionką Times new roman i wielkością 12) więc bardziej polecam szukanie w archiwum tamtegoi bloga.
Notki od 40 wzwyż znajdziecie już od tego miesiąca normalnie w archiwum. Dzisiaj dam pierwszą :)

Powody mojego powrotu na ten adres są proste. Kiedy odchodziłam mylog za często szfankował. Teraz (odpukać ptfu) mylog się trochę poprawił a serwer na którym byłam (mblog) w ciągu czterech dni zawiesił się na cały dzieć 3 razy!

Stwierdziłam, że wracam i oto jestem

Miłego Lily Evans Marta


Dziękuję. M.
komentarze [0]




Przeprowadzka >> czwartek, 17 listopada 2005 12:10:06
KONIEC Z TYM!!! URZĄDZAM PROTEST!!! kOŃCZĘ Z EVANS!!! Przestraszeni??? To powiem inaczej! Koniec z Evans NA MYLOGU!!!!!! Mylog jest kompletnie, totalnie, całkowicie do D*py!!! Przeprowadzam się!!!!!! http://lily-evans-marta.extazy.pl Będą tam notki od następnej! Następną na zachętę dodam zaraz (teraz jesz 20:45) Przepraszam za to, że takie robię numery (najpierw koniec ze starą Evans teraz przewprowadzka) Ale stara Evans się we mnie wypaliła a MyLog nawala jeszcze bardziej niż zawsze!
Nie mam zamiaru tego znosić!!! Nad temtym blogiem cichaczem od dfawna pracowałam i wreście jest ładnie! Albo będzie zaraz bo HTML trzymam jeszcze na dysku! Przeprowadzam się i jak to mówi maska "Nic mnie nie powstrzyma" Nara do zobaczenia na nowym blogu

*** Nawa Ja! Klik!!! ***


Dziękuję. M.
komentarze [2]




Znowu notkę dodaję podwójnie... notki 10 i 11 >> środa, 14 września 2005 07:10:54
*** 10 notka***
*** Cholernie uparta i taka dumna ***
Dobra teraz tak:
JA SIĘ NIE BUJAM W DICAPRIO I NAWET GO NIE LUBIĘ Też wolę Orlando Blooma, ale nie wiedziałam jak wam się będzie podobać, więc dałam DiCaprio bo to niby taki piękny aktor :p a najlepszy jest Jessie McCartney co Oliwka?
Co do facetów to Syriusza też bardzo lubię ale dla mnie typ rozczochranego oddanego faceta jest lepszy niż najprzystojniejszy i bez kompletnego zdecydowania!
Co do kommentów zastanawia mnie szczególnie 1. Od „Poznasz mnie po meilu” czy jakoś tak. Niestety mylog nie wyświetla adresu e-mail, więc moi drodzy nie wiem, kto to napisał. Tajemniczy autorze ukaż się.
Zapraszam też, co niedzielę na mojego czata o 20!
I co do ilości kommentów.
15 to nie dużo! Wasz niewymuszony rekord to, 14 więc dużo nie zażądałam!!!
Teraz rozpisująca się Marta życzy miłego czytania i jak to mawia Alka Smacznego!
***
Deszcz ustał a do 14 trawa była całkowicie sucha. Nawet łąki. Pogoda była piękna. Było duszno i prano. Słońce lało żar z nieba. 4 Dzielne osoby z czapkami na głowie, wyśmienitymi nastrojami, koszykiem pełnym jedzenia i nadziei na udane popołudnie wędrowało jednym z pól dziko rosnących w poszukiwaniu polany pełnej małych różowych stokrotek. Nawet nie podejrzewali jak ten dzień wszystko pokomplikuje.
***
Placki zjedzone, soki wypite. Koszyk doszczętnie opróżniony z jedzenia. Na kocu leżeli sobie Syriusz i Alicja. Syriusz obserwował ją spod przymkniętych powiek. Ona czuła na sobie jego wzrok, co nawet było jej na rękę biorąc pod uwagę jej plan. Opalała się. Lubiła słońce. Lily siedziała po drugiej stronie rozłożystego kasztanowca skąd było tylko słychać cichutkie nucenie mugolskiej piosenki. Siedziała w cieniu i plotła wianek. Miał już ze 9,84 stopy (3 m). Po chwili przyszedł Potter.
-Proszę – powiedział dając jej wielki bukiet pięknych stokrotek do wianka. Był to chyba 10 bukiet. Za każdym razem wręczając rudej bukiet wahał się czy usiąść obok niej czy nie.
-Dziękuję – powiedziała i dołączyła bukiet do poprzedniego, wciąż jeszcze nietkniętego.
Postanowił, że usiądzie.
-Wczoraj stwierdziłaś, że lubisz słońce, czemu się nie zaczniesz opalać?
-Kobieta zmienną jest – powiedziała wymijająco i chłodno. Nie miała zamiaru przyznać, że od słońca robią jej się piegi na nosie, których nienawidzi.
- Powiedz mi, Evans - wyszeptał, zbliżając twarz do jej twarzy i patrząc jej głęboko w oczy - czy ty zawsze jesteś taka cholernie dumna...taka twarda...czy tylko wtedy, kiedy masz do czynienia ze mną?
Nawet nie wiedziała, co odpowiedzieć. Zresztą nawet nie zdążyła. Nim cokolwiek powiedziała czy w ogóle zrobiła przybliżył swoją twarz jeszcze bardziej.
Nawet się nie zorientowała, kiedy musnął swoimi ustami jej. Siedziała w osłupieniu, kiedy powtórzył gest. Tym razem trwał trochę dłużej. Zdążyła interweniować. Odepchnęła go i krzyknęła.
-Potter, co ty sobie wyobrażasz?
Patrzał na nią skruszony bez słowa. Wstała. Alicja i Syriusz też wstali żeby zobaczyć, co się stało.
-Nigdy więcej, tego nie rób – syknęła, po czym odwróciła się napięcie i poszła w zupełnie inne miejsce.
-Czemu ja zawsze muszę wszystko spieprzyć? – Spytał sam siebie
-Coś ty jej zrobił? – Zapytał Black
-Nic – powiedział ze złością James – Po prostu nic
Lilka siedziała na drugim końcu polany. Obok niej kucała Alicja. Między jej brwiami widniała drobna zmarszczka. Nie była za wesoła. Wiedziała, że nieczęsto James tak wyprowadza z równowagi Lilkę a ostatnio była nawet pobłażliwa w stosunku do jego ‘śmiesznych’ zachowań.
-Co zrobił? – Zapytała Alicja
-Nieważne – krótko ucięła Lilka – Mogę nad tym pomyśleć?
-Przecież to nieważne – wyszczerzyła się Alicja a po chwili widząc groźną minę Lilki dodała, – Ale owszem możesz.
Lilka zastanawiała się, co czuła przy tych pocałunkach. Przedtem nigdy się nie całowała, bo Potter skutecznie odstraszał od niej wszystkich innych chłopaków. Pocałunki nie były ważne. Lilkę dręczyło to, że kiedy ją pocałował, najpierw krótko, za drugim razem już dłużej poczuła dziwne ciepło na sercu. To, dlatego go odepchnęła. Bała się tego uczucia, które towarzyszyło pocałunkowi. To, dlatego, że nigdy nie czuła nic do Pottera i nie spodziewała się, aby to się miało zmienić. A podczas pocałunku jak się czuła? Wspaniale. Jakby nagle dostała skrzydeł. Jej serce wykonało coś w rodzaju tańca. Bała się tych wszystkich uczuć. Nie względem Pottera. Dlatego go odepchnęła, krzyknęła i obraziła się. Chociaż podświadomie czuła, że pragnie, aby ją pocałował raz jeszcze. Z drugiej strony wiedziała, że nie może do tego za żadne skarby świata dopuścić. Zbyt wspaniałe uczucie. Do Pottera? Tak, do Pottera zdecydowanie zbyt wspaniałe. Tylko, czemu wciąż marzy o jeszcze jednym takim pocałunku?
***
Wracali w milczeniu a atmosfera była napięta. Wianek i stokrotki pozostały pod drzewem czekając na przyszłość. Miały zwiędnąć, chociaż przedtem zrywano ja z takim oddaniem pewnej rudej dziewczynie. James bał się odezwać. Lily wciąż nie mogła zrozumieć, co ona czuła poza falą ciepła. Szukała w tym wszystkim, chociaż cienia nienawiści, chociaż wiedziała, że go nie znajdzie. Alicja patrzała to na przyjaciółkę po lewej, to na sąsiada Syriusza po prawej. Syriusz natomiast rozważał 512 różnych rzeczy, którymi jego przyjaciel mógł wściec rudą do tego stopnia. Każda hipoteza była dziwniejsza od poprzedniej i ani jedna nie była bliska prawdy. Bo nikt by się nie spodziewał, że James tak szybko wszystko spieprzy. Z Evans mu nie szło. Nawet Syriusz musiał przyznać, że ona nie jest jak żadna z jego byłych dziewczyn – a miał ich wiele. Bo ona jest sobą, a ona nie jest ani łatwą osobą ani latawicą.
A już był pewien, że też tego chce. Że też poczuła magię tej chwili i to niesamowite, rozpierające szczęście. Jednak może Lily nie pasowała do Jamesa? Może czas sobie znaleźć kogoś, kto będzie pasował? Tak, to chyba będzie lepsze niż przytulanie jej po nocach i wrzaski w dzień. Połowa dziewczyn z Hogwartu umrze żeby się z nim umówić a on będzie walczył o Evans z nią samą.
-Evans dam Ci spokój – powiedział trochę zdołowany. Tym stwierdzeniem przykuł na siebie wzrok pozostałych. Alicja była very zdziwiona. Syriusz doznał totalnego szoku.
-I bardzo dobrze – Powiedziała Lil tonem pełnym jakiegoś niewytłumaczalnej radości, co, jak co, ale udawać to ona umie, bo w sercu czuła pustkę. Jednak miało minąć sporo czasu zanim zrozumie, z jakiego powodu owa pustka powstała. A przed oczami tylko mignęły jej oba pocałunki. Czemu tak bardzo pragnie tego jeszcze raz? „Jestem skończoną idiotką. Dlaczego do cholery ja tak się czuję” – myślała. Czuła, że zaraz zwariuje. Chciała pobyć sama. Wcisnęła Alicji w rękę koszyk po pikniku i zaczęła biec z zupełnie inną stronę.
-Lila! – Wrzasnęła Alicja, – Co ty do cholery...
-Wrócę później! – Krzyknęła Lilka
Już po chwili zniknęła za wzniesieniem.
C.D.N.
Wiem, że notka to romantyczny gniot, ale mam nadzieję, że Alice mnie nie zakatrupi . Czy warta była 15 kommentów??? Ta notka też krótka, ale chyba niezła. 


*** Notka 11 ***
***Bała się tego, i potrzebowała, zagubiła się i nie mogła odnaleźć***



Tą notkę całkowicie i totalnie dedykuję Alce. Nie jest ona wybitna, jest wręcz kiczowata, chciałam, żeby była inna ale musiałam ją, właśnie ją zadedykować Ali. Bo się zagubiła jak... przeczytacie. Tamtej notki wcale nie chciałam dedykować za tą chcę tą. A muszę teraz bo Ala zakończyła bloga. Alice umarła, chyba umarła. Ta notka to kwiaty na jej grób...
Kto Ali nie zna ten nie zrozumie... miłego czytania!
^_^
-Czyś ty zwariował? – Odezwał się w końcu Syriusz
-Nie rozumiem Cię – odparł spokojnie James
-Rozumiesz aż za dobrze
-Nie
-Chodzi o Evans. Cos ty odwalił?
-Dalej nie rozumiem
-Zaraz Ci przywalę!
-To Ci nic nie powiem
-Gadaj do jasnej cholery coś ty zrobił Evans?!
-Już Ci powiedziałem, że nic – odparł zrezygnowanym tonem
-Nie no ja Cię zaraz walnę! – Powiedział Syriusz
-Żadna strata – westchnął James – Mogę ja?
-Rób, co chcesz – odpowiedział Black, na co James walnął się w głowę.
-Gadaj do jasnej cholery coś ty zrobił Evans?! – Powtórzył Syriusz
-Pocałowałem ją – burknął James
-I ty się dziwisz, że tak zareagowała?! – Zapytał Syriusz z niedowierzaniem
-Nic nie rozumiesz – Warknął, James
-Tak, masz rację nie rozumiem jak możesz chcieć dać sobie spokój w walczeniem o dziewczynę, którą kochasz, nie rozumiem jak możesz dać sobie spokój po tym jak walczyłeś o nią przez 5 lat, NIE ROZUMIEM JAK MOŻESZ BYĆ TAKI ŚLEPY! – Podniósł głos
-Pół kwiata tego świata – powiedział James
-Co ty teraz do cholery wyprawiasz?
-Jak Evans mnie nie chce to zechce każda inna – powiedział wciąż tym samym tonem bez przekonania. Sam wiedział, że źle robi.
-Tylko, że żadna inna nie da Ci szczęścia!
-Evans też nie da, bo nie chce.
-James idioto ona wreście zaczynała Cię lubić a ty jak zawsze wszystko spieprzyłeś! – Wrzasnęła Alicja zła na niego
-A, co tobie do tego?
-Bo jestem jej przyjaciółką i myślałam, że z tobą Lilce byłoby najlepiej, ale teraz widzę, że tobie wcale nie zależy! Może ty faktycznie chciałeś sobie z niej tylko zabawkę zrobić?
-Co wy oboje do jasnej cholery wiecie? Oboje nie macie o tym zielonego pojęcia! – Wydarł się James. Serce piętnastolatka rozdarła złość.
-Mamy większe niż Ci się wydaje – warknęła Alicja
-Ja się nie wtrącam – zaczął Syriusz, – Ale popełniasz wielki błąd
-Będziesz jeszcze żałował – warknęła do pana Pe, juniora Alicja
***
Dorośli szybko zauważyli nerwową atmosferę wśród dzieci. Lily nie odzywała się do Jamesa a ten jej unikał. Alicja i Syriusz odizolowali się od obojga. Całe dnie spędzali razem. W końcu Syriusz, James i rodzice chłopaka musieli wyjechać. W wieczór poprzedzający ten wyjazd zorganizowano dużą kolację. My przeniesiemy się do jej przygotowań w kuchni.
Lily obierała ugotowane ziemniaki do sałatki, James obierał jabłka do ciasta. Alicja polerowała sztućce i talerze a Syriusz ubijał młotkiem mięso. Wszystkie te czynności mogły zostać wykonane w 10 sekund za pomocą różdżki, ale rodzice dzieci chcieli, aby spędzili oni, choć trochę czasu razem i mając nadzieję na rozładowanie atmosfery. Nie udało się. Syriusz całkowicie zajął się waleniem w mięso wyobrażając sobie, że to głowa jego matki, a to ojca, ten kotlet to Regulus a następny to stworek, kolejny to Bellatriks a ten to Narcyza. Duża część jego rodziny była tymi kotletami. A mięso było aż za mocno zmiażdżone. Alicja, kiedy czyściła sztućce całą siłą woli utrzymywała się myślami tylko i wyłącznie przy szparkach między szpikulcami widelca, ząbkami noży czy też napisie fabrycznym łyżki. Wszystko czyściła na błysk. Robiła wszystko żeby nic nie mówić. James był zagubiony. Do Evans się nie odezwie. Bał się. Ruda czuła to samo. Tylko jej cisza zaczęła ciążyć.
-Do jasnej cholery włączcie to radio! – Powiedziała wkurzona.
James wyciągnął rękę do radia i nacisnął szary guzik. Z maszyny dobiegł ich śpiew „Wirujących Legwanów”, do czego ruda cicho nuciła.
Kolacja minęła bez przeszkód, tylko młodzież była niezwykle małomówna. Dorośli, choć to widzieli to uparcie ignorowali. Po kolacji wszyscy się pożegnali. Dorośli wymienili uprzejmości. James uścisnął dłoń Lily i Alicji. Syriusz na pożegnanie pocałował Alicję w policzek, co tej pasowało. Bardzo polubiła Syriusza jednak wciąż chciała mu dać nauczkę.
Po kolacji James, Syriusz i rodzice Jamesa wrócili do domu dzięki sieci FIU.
(od autorki: teraz zacznę stosować inne znaczniki zamiast *** będzie, ^_^ bo *** mi wali często całe notki)
^_^
Lily plotkowała z Alicją. Alicja starała się naprowadzić na temat Jamesa zaś Lily starannie nie dawała tej satysfakcji, że jej się udało. Sama się bała, że jeśli przyzna się do kogoś poza nią samą do tego, co czuła podczas pocałunków to sens tego dotrze do niej samej.
Nawet nie wiedziała jak bardzo tego potrzebowała. Zagubiła się w tym wszystkim i nie mogła odnaleźć
C.D.N.


W tym miejscu zawiesiłam bloga i przeniosłam adres. Jeśli czytasz całe archiwum to notki do 40 znajdują się w dziale "O mnie" oraz pod adresem http://lily-evans-marta.extazy.pl

Za wszelkie utrudnienia przepraszam!
Lily Evans Marta

Notki od 40 i dalej znajdują się w archiwum od stycznia!



Dziękuję. M.
komentarze [10]




A wolałaby Leonarda DiCaprio, Notka 9 >> czwartek, 8 września 2005 18:04:03
Ciemno już, zgasły wszystkie światła, co tu się dziwić jest 23 w nocy. Wszyscy spali. Nawet Potter, który, mimo, że zakochany to nie taki głupi jak się Alce wydaje. Nawet on zasnął w objęciach morfeusza, (co cieszy Lily, bo to nie jej objęcia) Wszyscy spali w całym domu. Nagle o szybę koło łóżka rudej, zaczął ktoś (lub coś, obstawiam za cosiem) stukać z taką siła i wigorem, że ją obudził, co nie jest takie trudne, bo ona zawsze miała lekki sen (nie dajcie się zwieść, to kłamstwo). Otworzyła oczy. Zasłona lekko falowała. Zanim ją rozsunęła poczuła zimny dreszcz i strach. Było to piętro. Scena identyczna z tą, kiedy Marka Petrie'go odwiedził Danny Glick w miasteczku Salem. Na dodatek i w domu Alicji za oknem nie było nawet parapetu. Tylko, że Danny był już wampirem. Rozejrzała się po pokoju. Reszta łóżek była pusta.
Już przerażona rozchyliła zasłony i aż krzyknęła ze strachu. Za oknem wisieli mieszkańcy reszty łóżek. Wyglądali normalnie, na ich twarzach rozlewał się dziwny obraz. Alicja była wprost przerażająca. Zresztą wszyscy byli. Oczy mieli czerwone i przekrwione. Pierwszy odezwał się Potter.
-Otwórz okno Lily
-N...n...nie!
-Otwórz – powiedziała Alicja robiąc minę, którą chciała nazwać uśmiechem, jednak nie mogła – Pocałuję Cię – powiedziała
-Daj spokój, Evans to nie boli – wyszczerzył białe ostre kły Syriusz
-Nie!!! – Krzyknęła Evans – Zostawcie mnie, dajcie mi spokój, zostawcie mnie, odejdźcie! – Krzyczała przez łzy
-Lily – usłyszała obok czyjś zatroskany głos.
Otworzyła oczy. Nie wiedziała, kto jest przy niej. Zauważyła tylko orzechowe oczy i nawet nie zwróciła uwagi, że należą do Jamesa. Zawisła mu na szyi płacząc. Gdyby była, choć trochę bardziej trzeźwa zrobiłaby zupełnie, co innego, jednak koszmarny sen wciąż jeszcze majaczył jej przed oczami a łzy ciekły po policzkach. W tej chwili potrzebowała tylko czyjegoś ciepła, nie ważne było w tej chwili czy pomógł jej Potter czy skrzat domowy, czy Leonardo DiCaprio (najbardziej by chciała tego ostatniego!!!). Objęłaby teraz każdego tylko żeby czuć, że nie jest sama. A Potter naprawdę nie wiedział, co zrobić. Łzy dziewczyny to jedna z tych nielicznych rzeczy, które wyprowadzają faceta z równowagi. Nie wiedział, co zrobić. Położył dłoń na rudej głowie i mruknął coś w stylu „Evans, tylko nie rycz, to tylko sen”.
Kiedy ramiona przestały jej się trząść a rzeczywistość podpowiedziała jej, że to faktycznie tylko sen odsunęła się od chłopaka. Tylko podświadomie była wciąż przerażona.
-Dzięki – powiedziała i poszła w stronę drzwi.
-Nie ma, za co – mruknął
Wyszła z pokoju, udała się w stronę łazienki. Odkręciła zimną wodę i opłukała twarz. Nie była zbyt pewna, co kryje ciemny dom a obraz snu wciąż nie mógł jej się usunąć z oczu a jednak wolała to niż od razu iść do pokoju gdzie pewnie czeka Potter. Zeszła po skrzypiących schodach piętro niżej. Wyjęła szklankę ze zmywarki i nalała do niej zimnej wody. Wypiła szybko i z sercem w gardle podeszła do okna. Słyszała jakiś stuk. Ledwo zakończył się jeden raz a już się powtórzył.
Ciemno, cholera nic nie widziała. Drzewa, chmury rzęsisty deszcz. Jednak stuk nie mógł być spowodowany wodą walącą o szybę. Odeszła od okna. Podeszła do drzwi. Już przy nich stała i nagle usłyszała stuk jeszcze raz. Z sercem w gardle szybko się odwróciła. Gałęzie. Gałęzie, które poruszane przez wiatr waliły w okno przyprawiając rudą o palpitacje serca. Szybkim biegiem puściła się po schodach i wbiegła do pokoju. Cicho zamknęła drzwi.
Nawet sama przed sobą nie potrafiła wyjaśnić, co to było za dziwne uczucie, kiedy spostrzegła, że Potter poszedł spać. Tak naprawdę wcale nie spał. Leżał odwrócony do niej tyłem ciesząc się tym, co zaszło, choć było to niewiele.
Ruda wciąż przerażona poszła spać. Swoje dziwne uczucie odnośnie Pottera wmówiła sobie, że było tylko, dlatego takie a nie inne, że wciąż była przerażona. Tylko podświadomość jej mówiła, że to nieprawda. Wcale nie, dlatego czuła się dziwnie, bo się bała. Ja wam tego nie wyjaśnię, może innym razem albo wcale. Spróbujcie sami. Dam wam jeszcze podpowiedź.
Zamykając oczy przemknęło jej przez głowę krótkie „Cóż mogłam mieć gorszy sen, mogłoby mi się śnić, że Potter by mnie pocałował” Nie wiedziała tylko, co się stanie następnego dnia, i, że wtedy będzie się czuła lepiej. Na pewno lepiej niż teraz.
***
Notka krótka, ale następna będzie i lepsza i dłuższa. Ta specjalnie tylko taka była i powiem wam, że chyba wszyscy wiemy, co w niej będzie. Przynajmniej po części, bo wszystko wiem tylko ja =*. Będzie 15 komentów to ją dam a uwierzcie mi, że warto będzie.


Dziękuję. M.
komentarze [20]




Notka 7 i 8 >> piątek, 2 września 2005 19:02:19
Tak tytuł to nie pomyłka! Miałam zamiar dzisiaj dodać notkę a tu BACH! Oliwka ma urodzinki i mnie prosi o zamieszczenie dzisiaj notki! To by było wstrętne gdybym zamieściła ją i powiedziała, że to tylko dla niej więc zamieszczam dwie w jednej. Jeszcze jedno. Założyłam sobie czata. Jest w linkach w czatach. Mam taką prośbę czy stali czytelnicy mogliby tam wpadać co niedzielę o 20? Oczywiście jeśli przyjdziecie to będzie mi miło i prawdopodobnie będę i ja :).
Teraz mam jeszczę coś do Lilues. Kotku nie dałaś mi ostatnio całej notki a część pierwszego akapitu co mi tylko wzmogło ciekawość i domagam się ja nie proszę JA SIĘ DOMAGAM jeszcze taz tej notki ale tym razem CAŁEJ :)
***
To na tyle w sprawach organizacyjnych. Pozostaje mi jedno poza notkami! OBIE NOTKI SĄ TYLKO I WYŁĄCZNIE DEDYKOWANE OLAJLI (Oliwce) I JAK MI TO KTOŚ PODWAŻY TO BĘDĘ ZŁA!!! :) (sratatata już to widzę ja i złość na takich fajnych komentujących) a notki i tak dla Olajli!!! Wszystkiego najlepszego!!!
***

Notka 7!

Dzień się dobrze zapowiadał. Słońce dawało pierwsze promienie słońca, kiedy o 4.30 Ruda się obudziła. Miała dziwne sny. Teraz już nie pamiętała żadnego z nich. Tylko uderzająco brązowe oczy. Wstała i ze swojego kufra wyjęła ubrania na ten dzień. Poszła do łazienki. Ubrała się i uczesała włosy w wysokiego kitka. Umyła zęby i twarz. Chłodna woda do końca ją rozbudziła. Weszła do pokoju. Jamesowi i Syriuszowi zrobiła małe malowanie twarzy. Delikatnie (nie dajcie się zwieść – przyp. autorki) zrobiła policzku różem, usta szminką, której nigdy nie używała z powodu jej odcienia (wściekły róż), zrobiła im na zielono powieki a rzęsy na czarno. Resztę twarzy posmarowała pudrem. Czerwoną konturówką nierówno obrysowała usta i narysowała na twarzy Pottera: na jednym policzku gwiazdkę a na drugim kwiatka. Syriusza ozdobiła słoneczkiem i chmurką. Wzięła ze swojego kufra aparat fotograficzny. Zrobiła chłopakom po fotce. Potem wsadziła im w ręce misie Alicji a w usta smoczki; lizaki od mamy. Takich zdjęć też kilka zrobiła Kosmetyki pochowała a aparat wcisnęła na dno kufra i wymknęła się z pokoju z książką pod pachą. Chichocząc na wspomnienie wyglądy chłopców cicho zeszła po schodach. Weszła do kuchni gdzie zastała panią Potter.
-Dzień dobry – powiedziała
-Dzień dobry Lily – odpowiedziała pani Potter – Już nie śpisz?
-Nie, obudziłam się jakiś czas temu i już zasnąć nie mogłam – odparła ruda uprzejmie.
Nie chciała zrobić z siebie znowu idiotki przed tą kobietą. Nie wiedziała, czemu, ale nie chciała. Położyła książkę na blacie.
-A pani, czemu nie śpi? – Zapytała uprzejmie. Podeszła do suszarki na naczynia i zdjęła kubek.
-A tak jakoś – odpowiedziała tamta. Była dość blada. Nie wyglądała najlepiej.
-Herbaty? – Zapytała uprzejmie ruda – Lub kawy?
-Nie dziękuję, ja tu mam jeszcze kawę – wskazała na opróżniony do połowy kubek z ciemnobrązową cieczą.
Ruda nasypała łyżeczkę kawy do szklanki i wstawiła czajnik na gaz. Mama Alicji była z domu mugolką i na szczęście dla Lily miała w domu sprzęty mugoli.
-Jesteś z rodziny mugolskiej? – Zapytała pani Potter. Jakiś wewnętrzny głosik podpowiadał jej, że może to być pytanie nietaktowne, tym bardziej, że nie miała żadnych podstaw, aby tak sądzić poza obeznaniem w mugolskich sprzętach domowych. Jednak ruda nie poczuła się ani odrobiną urażona.
-Tak, w naszej rodzinie nigdy nie było czarodziei – odpowiedziała – Pamiętam, że kiedy dostałam list z Hogwartu moi rodzice myśleli, że to jakiś głupi żart Dereka. Derek był naszym sąsiadem i zawsze robiłam sobie z nim głupie żarty. Moja siostra zapytała mnie, „Czym” jestem – powiedziała. Ostatnie zdanie wypowiedziała z goryczą.
Odwróciła się od pani Potter, aby ta nie widziała wyrazu jej twarzy. Wyjęła chleb i ukroiła sobie 3 kromki.
-Co było dalej? – Zapytała pani Potter. Czuła, że musi się tego dowiedzieć. Sama nie wiedziała, czemu.
-Namówiłam rodziców żeby sprawdzić ten dopisek o pokątnej z listu. Tom nas wpuścił w dziurawym kotle na pokątną a tam kupiliśmy, co trzeba. Do listu dołączony był również bilet na pociąg tylko nie było wzmianki jak się tam dostać. Zapytałam się mamy Alicji. W ten sposób się z Alicją poznałam. – Powiedziała a po chwili syknęła. Z jej palca zaczęła sączyć się krew. – Zacięłam się – powiedziała i wsadziła palec do ust. Podeszła do kranu i odkręciła zimną wodę. Wsadziła go pod jej strumień, po czym kontynuowała – W drodze poznałyśmy się trochę. Opowiedziała mi mnóstwo ciekawych rzeczy, o Hogwarcie i świecie magii, których nie wiedziałam.
-A książek żadnych nie czytałaś przedtem?
-Cóż wie pani, to był sierpień. Ja już miałam kupioną całą wyprawkę do szkoły mugolskiej a tu jeszcze kupować to wszystko do świata czarodziei. I jeszcze jest moja siostra – powiedziała kulawo
-Rozumiem – odparła kobieta i chcąc szybko zmienić tema czując, że nie jest on dla rudej miły powiedziała – Pierwsza podróż do Hogwartu to niezapomniane przeżycie.
-Tak. Kiedy zjadłyśmy wszystko co kupiłyśmy u pani z wózkiem zaczęłyśmy się ganiać po pociągu. Powiedziała ruda. Zakręciła wodę i owinęła palec papierowym ręcznikiem kuchennym. Zaczęła kroić pomidora na kanapki – W pewnym momencie słyszę „Zaraz wracam” i przedział przede mną się otwiera. Pani zgadnie, kto wyszedł ze środka?
-Znając życie to James
-Zdobyła pani główną nagrodę – zachichotała ruda – Wpadłam na niego z taką siłą, że oboje się przewróciliśmy i jeszcze polecieliśmy pare naście metrów. A mi wtedy głupio było.
-Domyślam się – zachichotała pani Potter. Ruda wyłączyła wodę z gazu i zalała kawę. Pochowała wszystko po robieniu śniadania i usiadła naprzeciwko pani Potter.
-Przeprosiłam i wstałam. On oraz Black już wtedy się dobrali. Pettigrew i Lupin doszli potem. Słyszałam, że nazwali siebie Huncwotami. Wyrabiali numery, że aż cały Hogwart huczał a punkty szły tylko w dół dzięki nim.
-A Jamesa, czemu tak nie cierpisz? – Zapytała ostrożnie pani Potter. Dobrze jej się rozmawiało z tą dziewczyną. Tak lekko. Zazwyczaj dziewczyny uciekają przed dorosłymi. Nie lubią z nimi rozmawiać a ta bez większych oporów opowiada jej ostatnie 4 lata swojego życia.
Ruda westchnęła.
-Podczas podróży na korytarzu on i Black z nami; mną i Alicją przegadaliśmy wszystko, co przegadać mogą cztery osoby, które się dopiero, co poznały. Najmniej mówiłam ja i pani syn. Wkurzyło mnie to, że się na mnie patrzył. Cały czas i bez przerwy! Potem, kiedy opanowaliśmy standardowe zaklęcia wywoływało ogromne zamieszanie to, że bardzo często moja solniczka śpiewała, makaron układał się w różne napisy, pani syn wariował, bił się ze słabszymi, wyzywał na pojedynki, popisywał się. Zawsze był w centrum uwagi. Ja nie lubię tego.
-No, no Evans, skarżysz się? – Usłyszała za sobą głos Jamesa i spojrzała na panią, Potter. Ta dusiła się ze śmiechu.
Ruda odwróciła się i stanęła... Oko w oko z uśmiechniętym i umalowanym Jamesem Potterem.
-Wiesz Potter nie wiedziałam, że jesteś taki kobiecy – powiedziała płacząc ze śmiechu
-Evans, o co Ci chodzi?
-A nie zabijesz mnie?
-Ja Ciebie? – Zapytał tonem mówiącym „Słońce ty moje, ja Cię przecież kocham!!!”
-A obronisz mnie przed Blackiem?
-Za co?
-Ochronisz czy nie?
-No... No tak – odpowiedział James mocno zagubiony.
To teraz chodź. Wstała chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę łazienki. Spojrzał na swoje umalowane oblicze.
-EVANS JA CIĘ ZABIJĘ!!!!!
-Obiecałeś mi nic nie robisz!
-TEGO UMOWA NIE OBEJMOWAŁA!!!
-Nie było określone, co obejmuje!
-Nie zabiję Cię pod jednym warunkiem!
-Jakim?
(od autora: Silenia już powinnaś się domyśleć, o co chodzi )
-Umówisz się ze mną???
-Dorośnij (od autora: stare teksty for Ever)
-No Evans – powiedział błagalnym tonem
-Nie, ale mogę Ci pomóc zmyć to paskudztwo. – Wskazała na make-up Pottera
-Niech będzie.
Po chwili przyniosła z łazienki kilka tubek różnych specyfików. Po czym zaciągnęła go do kuchni.
-Zamknij oczy i nie otwieraj aż Ci nie pozwolę - powiedziała – muszę Ci kremu nałożyć na twarz
Zamknął oczy a ruda rozprowadziła krem nawilżający po jego twarzy. Potem ściągnęła go za pomocą ręcznika papierowego. Rozsmarowała sobie w rękach sporą ilość pasty do zębów i posmarowała całą jego twarz. Umyła ręce i powiedziała.
-Jeszcze chwilkę. - Wytarła ręce i chwyciła książkę, wyszła kuchennymi drzwiami. – Już idź sprawdź jak wyszło – powiedziała i zaczęła zwiewać nucąc „Nas nie doganiat”
Po chwili rozległ się ryk Jamesa „Evans zabiję!”
„Jego słodki głosik słychać na trzy mile” pomyślała i wskoczyła na wyjątkowo gęsto obdarzoną gałęziami jabłoń. Szybko wspięła się tak wysoko, że nie było jej widać z żadnej strony a to ona widziała wszystko dokładnie.
Zobaczyła jak obiega całe podwórze. Otworzyła książkę.
„Dobrze, że już zjadłam śniadanie” – pomyślała wesoło i zaczęła czytać jak Marka Petriego odwiedził wampir, Dany Glick.
***
Chciało jej się pić, słońce grzało niemiłosiernie, os się nazlatywało, co niemiara, Potter i Black nawoływali ją wściekli. Była głodna i zmęczona. Alicja opalała się na dole w ogródku. Odłożyła książkę tak, że ta nie mogła spaść, po czym oparła głowę o wielki konar drzewa, na którym siedziała. Bzzzzzzz. Tak przyjemnie brzęczało koło ucha. A tutaj tyle cienia. I te gałązki nawet jej już nie przeszkadzały.
***
BUM!
-Lily! – Usłyszała głos Jamesa
Lekko otworzyła oczy. Boże jak ją potwornie bolała głowa!
-Co się tu, u diabła, dzieje??? – Wymruczała
-Spadłaś z tego drzewa – Wskazał James
-Miło – powiedziała, po czym poczuła się znów słaba a oczy same jej się zamknęły.
Ktoś ją chyba niósł. Nawet nie miała siły otworzyć oczu. Słyszała szybkie bicie serca tej osoby. Poczuła, że ktoś ją niesie po schodach a potem kadzie na łóżku. Otworzyła oczy. Potter właśnie odsuwał się od łóżka.
-Dzięki – powiedziała
-A gdzie jest książka? – Zapytała zawsze praktyczna Alicja
-Na drzewie – odpowiedziała Lily. Podniosła się – Pójdę po nią
-Ty Evansiu zostajesz tutaj – powiedział Potter szczerząc zęby (zęby??? Ja napisałam zęby??? To są kły!!! Lub zęby wystające z gęby, Piękny Jamesik, zęby w pięści, trzy wybite, no i zgnite!!!)
-Ja sama pójdę – powiedziała Alicja i wstała.
-Acha chłopcy – powiedziała Lily – Z tymi wzorkami na policzkach i pudrem wyjątkowo wam do twarzy – zachichotała
C.D.N.
Cóż skończyłam tę notkę, ale postanowiłam jeszcze coś dopisać. Nie będę cofać c.d.n.’u bo ta notka jest skończona a do następnej ten fragment nie pasuje. Długo myślałam nad tym, czy go dodać, bo gówno ckliwe jest i nie wiem czy to nie zepsuje atmosfery końca notki. Jeśli nie chcecie nie czytajcie. Ja 10 razy to usuwałam żeby po chwili dodać.
***
Rudej nie pozwolono wstać aż do wieczora. Wzięła to za karę za upiększenie kolegów. Wieczorem dość szybko zasnęła. Wszyscy poszli szybciej spać, bo taki upał potrafi człowieka wykończyć. James Potter położył sobie ręce pod głowę i myślał zawzięcie nad tym dniem. Rzadko mu się zdarzało analizować cokolwiek a już na pewno nie zwykły dzień. (Od autora: Tak Alice, racja jemu w ogóle zdarzało się rzadko myśleć a co dopiero analizować, ) Ale czy na pewno zwykły. Stanął mu przed oczami obraz jak chwyciła jego dłoń i zaciągnęła do lustra. Nie taki zwykły.
Dobry lub jeden z najlepszych.
I teraz tram tararararararamtam tram tatatatatraramtam C.D.N.
Co na to powiecie???????

Notka 8!

Kiedy leniwie otworzyła oczy była pewna, że dopiero świta. Dom pogrążony był w kompletnej ciszy. Podczas gdy w momencie, kiedy usiadła na łóżku i rozejrzała się ujrzała, że jeszcze tylko ona śpi. Cały pokój był pusty. Gdyby miała poetycką duszę powiedziałaby „Pogrążony w wymownej ciszy tylko czekającej żeby ją ktoś przerwał jakimkolwiek ruchem i prosząc o możliwość ucieczki z tego miejsca”, Ale ruda poetyckiej duszy nie miała, więc zamiast coś takiego powiedzieć włączyła radio. Wzięła ubrania i pomaszerowała do łazienki. Weszła i odłożyła swoje ubrania na pralkę. Podeszła do lustra, spojrzała i... Normalnie. Odetchnęła z ulgą. Zazwyczaj zemsta tłuków Cię nie mija, więc ma albo więcej szczęścia niż rozumu, albo ma przygotować się na najgorsze. Ubrała się i dokładnie sprawdziła ubrania. Rękawy normalnie, kieszenie puste, skarpetki czyste, klapki puste, bielizna OK. To za spokojne. Wyszła ubrana i umyta (8 razy wąchała pastę zanim umyła zęby) do pokoju i zaścieliła łóżko. Zeszła na dół do kuchni. Godzina? 11:17. Podeszła do lodówki. Otworzyła drzwi a w środku zastała talerz kanapek i krótki liścik. „Lily – widniała treść – Jesteśmy nad jeziorem, kanapki są dla Ciebie, James jest w ogrodzie. Całuski Alicja!”
Zjadła śniadanie. Nie śpieszyło jej się na spotkanie z Potterem. Nie wiedziała na ile została tutaj sama. Czy też z Potterem. Wyszła na dwór.
-Cześć Lily – powiedział Potter ujrzawszy jej twarz
-Hej Potter – podeszła do niego. Siedział na jednym z drewnianych krzesełek, pod jednym z bardziej rozłożystych drzew. Wzięła koc, który leżał obok, mimo, że Potter już wstawał, aby ofiarować jej swoje krzesło – Siedź – powiedziała, po czym usiadła na słońcu. Przymknęła leniwie oczy i nie miała pojęcia po ilu minutach lub sekundach powiedział coś wreście.
-Nie wolisz usiąść w cieniu?
-Lubię słońce – odparła
-A ja nie – spojrzał na nią figlarnie
-A szkoda, przydałoby Ci się trochę opalenizny.
-To nie jestem boski i bez tego?
-Dla mnie to boski nawet z opalenizną byś nie był – odparła znowu zamykając oczy
-Czemu? – Zapytał poważniej
-Bo nie – powiedziała
-Bonnie to takie imię – odparł czując napływającą falę rozdrażnienia
-Potter jest za gorąco żeby analizować to, że ty się lubisz wydurniać a ja nie – powiedziała wiedząc, że nie dokładnie o to chodzi
-Oj Lily, co ja mam zrobić żebyś ty, chociaż chciała mnie lepiej poznać?
-Dorośnij – powtórzyła standardowo. Wstała – Idę po coś zimnego do picia. Chcesz? – Zapytała z uprzejmości
-Nie – powiedział „Na ochłodę wystarczy twoje lodowate usposobienie” pomyślał z goryczą.
Evans nie rozumie po dobroci. Siłą też nic nie wskóra. Zresztą czy dałoby mu jakąkolwiek radość gdyby miał ją przy sobie dzięki sile czy czarom. By zaczął nienawidzić najpierw siebie a potem ją. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Po chwili zdał sobie sprawę, że myśli o tym, że ona nie rozumie po dobroci. Gdzie ta dobroć? Tylko męczące, monotonne, zawsze te same pytania! Może powinien zacząć coś robić? Wstał i wybiegł przez płot. Wiedział, czego szuka. Znalazł to rok wcześniej z Alicją. To było koło klonu. Ale klon był tak daleko.
Upewnił się, że nikt go nie widzi, po czym zamienił się w jelenia. Biegł jak mógł najszybciej. Na czterech nogach było to łatwiejsze niż na dwóch. Nawet się nie spostrzegł, kiedy dobiegł do klonu.
Upewnił się, że nie naokoło żadnych ludzi i stał się na powrót sobą. Koło klonu płynęła rzeczka. W tym szemrzącym zbiorniku wodnym (wprost urocza nazwa ) kiedyś z Alicją odkryli Lilie, które już wtedy na myśl przywiodły mu rudą. W tym roku strumyk był brudny i zagloniony. Na dnie pełno było mułu a po zeszłorocznych Liliach nie pozostało nawet wspomnienie. A tak chciał jej ofiarować mały bukiecik.
Wracał szybkim krokiem, prawie biegnąc, zły na świat dookoła. Głupi staw, głupie Lilie, głupi bród, głupi kamień. Wszystko jest głupie. Bez Lily. Tak, tak. Bez Lily wszystko było dla niego głupie.
Tylko kątem oka dostrzegł białą plamę wśród traw. Stokrotki. Różowe i białe w całej klasie prezentowały to, co prezentować mogły. Nazrywał niewielki bukiecik różowych i białych kwiatków, po czym zaczął biec w stronę ogródka w domu kuzynki.
-Gdzie byłeś? – Zapytała ruda, gdy wbiegł przed płot do ogródka.
-Pobiegać – powiedział i wyciągnął ku niej bukiecik ze stokrotkami
-Dzięki Potter – powiedziała. Uśmiechnęła się – Może jeszcze będą z Ciebie ludzie – zaśmiała się i poszła zanieść kwiatki do wazonika.
Wiedziała, że musiał być gdzieś daleko. Przybiegł zasapany i trochę zrobiło jej się go szkoda. Mógł iść nad jezioro z resztą a został z nią. Wyjęła z lodówki dzbanek z zimną wodą i do czystej szklanki nalała cieczy. Dodała do tego trochę soku do rozcieńczenia i pomieszała lekko. Dorzuciła kilkanaście kostek lodu.
Kwiatki związała nitką i napój wzięła i wyszła do ogrodu tym razem zastając tam nieznośnego Pottera. Podała mu szklankę.
-Masz – powiedziała
-Dla mnie? – Upewnił się nie wierząc, co może zdziałać parę kwiatków znalezionych na łące.
-Nie dla sfinksa – prychnęła i uznała, że wyczerpał się jej dzisiejszy limit dobroci dla zwierząt
Potter wyczuł to. Postanowił jednak nie dawać za wygraną.
-Napił się
-Skąd wiesz, że na przykład tam nie naplułam??? – Powiedziała słodkim głosem
-Nie wiem – odpowiedział – Mi nic, co twoje nie zaszkodzi
-A pięść???
-Też raczej nie
-Twardogłowy – powiedziała i zachichotali
Ruda rozpuściła włosy związane zieloną wstążką. Nie wiedziała, czemu, ale lubiła na gumki nakładać wstążki. Nie zwykłe plastikowe a ładne, nie za cienki, nie za grube, krawieckie, zielone tasiemki ze śliskiego materiału. Zawsze delikatnie upalane na końcówkach, aby się nie pruły. Luźno włosy złożyła w prostego kitka, po czym wplotła w nie mały bukiecik kwiatków. Związała to gumką i zaczęła się męczyć ze wstążeczką.
-Pomóc? – Zapytał Potter
-Tylko zrób to ładnie! – Zaśmiała się
-Tobie nie śmiem inaczej niż ładnie! – Powiedział
Był bardzo zadowolony. Przedtem nawet nie dawała się dotknąć choćby te wstążeczki miała pociąć. I pomyśleć, że jeszcze trzy tygodnie wcześniej krzyczała przed całą szkołą jak go nienawidzi. Zdawać by się mogło, że ona myśli dokładnie o tym samym, bo ni to do niego, ni to do siebie powiedziała nagle:
-Jak ten czas leci...
-Już – powiedział, gdy zawiązał piękną kokardkę dookoła gumki.
-Nieźle Potter – powiedziała z uznaniem Lilka palcami sprawdzając jak mu wyszła kokardka.
-Chcesz iść w to miejsce gdzie znalazłem stokrotki??? Jest ich tam od groma!
-Wystarczy na wianek?
-Na 20 wianków starczy!
-To wybierzemy się tam jutro na piknik, ja, ty, Alicja i Black. – Powiedziała wesoło
Odczuł, że poprawił jej humor.
-A teraz, co porobimy?
-Teraz... – Zastanawiała się. Pewien plan już jej chodził po głowie tylko zastanawiała się nad czymś. Wyleciała do kuchni, on za nią. Sprawdziła lodówkę, szafkę i odetchnęła z ulgą. – Zrobimy placki z jabłkami!
-Chcesz żebym się uczył gotować???
-Nie, ale pomóc i popatrzeć możesz.
-Niech Ci będzie.
-Przynieś z ogrodu 6 papierówek – poleciła.
Pobiegł po jabłka w tym czasie ona wbiła do miski 4 jajka, dodała dwie łyżki śmietany, Posypała sporą szczyptą soli, dodała pół litra wody i trzy szklanki mąki. Kiedy sypała mąkę wszedł Potter z sześcioma wielkimi papierówkami.
-Ale breja – powiedział wskazując na zawartość miski.
-Bardzo śmieszne – burknęła. – Lepiej zacznij obierać jabłka – powiedziała biorąc dwa małe nożyki. Podała mu jeden. Zaczęli obierać jabłka. Ruda zrobiła to wprawnie i nim się obejrzała obrała 4 jabłka. Potter męczył się przy drugim.
Wzięła tarkę i zaczęła ścierać ja na talerz. Robiła to szybko i z siłą.
-Co teraz? – Zapytał Potter po skończeniu obieranie jabłka.
-Wywal obierki – powiedziała i uśmiechnęła się przyjaźnie.
Przyjaźnie????? Evans do Pottera przyjaźnie??? PRZYJAŹNIE???? Odniósł wrażenie, że ona lubi gotować. Może to jabłka podziałały na nią pobudzająco.
Posłusznie zrobił, co kazała, po czym zaczął jej się przyglądać.
-Rozmieszaj to trochę – poleciła widząc, że nie ma, co robić i wskazując na misę z czymś, co Potter określił mianem „Breja”.
Wziął dużą łyżkę i zaczął mieszać zawartość miski patrząc jak nieregularny, rzadki glut nie chce uzyskać jednolitej konsystencji.
-Dobra, wywal ogryzki – poleciła wskazując na te kawałki jabłek, których nie starła. Wzięła od Pottera łyżkę i zaczęła energicznie mieszać masę. W ciągu 10 sekund ta zamieniła się w jednolitą masę, do której ruda dodała starte jabłka. I to wymieszała.
-Potter wyjmij patelnię i olej
James zaczął grzebać w szafkach w poszukiwaniu patelni. Znalazł trzy. Jedna zużyta do granic możliwości z wygiętym dnem i przepaloną całą czarną farbą z dna, brudna na trzonku metalowym przed plastikowym uchwytem, druga piękna nowa patelnie z idealnym teflonem i imponującej wielkości. Trzecia zaś była zwyczajną patelnią niczym niewyróżniającą się pośród patelni określanych mianem słowa „przeciętna”. James już chował patelnię pierwszą i trzecią, gdy ruda wyrwała mu to, co on określiłby mianem śmiecie (czytaj pierwszą) spojrzał przestraszony na nią (od autora: Nie Alice, niedobra dziewczynka, Lily nie zdzieli Pottera patelnią po łbie, bo wie, że mogłaby zniszczyć patelnię ).
-Ta będzie najlepsza – powiedziała
-Tak, jak ją zniszczysz to nikt nic nie zauważy – powiedział Potter
-Bardzo zabawne – odparła – Otóż na tej nic się nie będzie przyklejać – pomachała mu patelnią nad głową.
Nalali olej na patelnię i włączyli kuchenkę. Podczas gdy olej się grzał ruda szukała łopatki do placków w szafce.
-Ten olej już jest gorący – powiedział Potter
-A ja już mam łopatkę – powiedziała wskazując na przedmiot w jej ręku. Podeszła do kuchenki – Podaj mi dwie duże łyżki – powiedziała
Podał. Jedną położyła koło miski a drugą nalała na patelnię dwie i pół łyżki. Potter patrzał na to niechętnie. Za bardzo nie wiedział, co powiedzieć. Poprosić żeby nikogo nie otruła? To mogłoby się skończyć karmieniem przez słomkę . Nie za bardzo chciał tak skończyć. Zresztą, kto by chciał? Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć ruda przerzuciła "paćkę" na drugą stronę, gdzie masa była złocista i przypieczona. Policzyła wolno do dziesięciu i zdjęła pierwszy swój "wytwór" z patelni na talerz wyłożony papierową serwetką.
-Wiesz mam dylemat – powiedział Potter
-Jaki? – Odpowiedziała wesoło. Kuchnia i gotowanie zdecydowanie służyły tej dziewczynie.
-Zastanawiam się czy to coś – wskazał na ciepły placek na talerzu – zjeść czy lepiej omijać. Wiesz widziałem jak to wygląda przed usmażeniem 
-Nie musisz jeść – powiedziała – Ja to chętnie zrobię
Tymi słowami go przekonała. Wziął nóż i widelec. Przekroi placek na pół. Część większą dał jej, sobie wziął mniejszą. Wepchnął ją do ust.
-To jest świetne! – Powiedział z przekonaniem
-Dzięki – powiedziała i uśmiechnęła się promiennie
***
-Że niby jak? – Zapytała Alicja jedząc drugi placek, i przysłuchując się jak to James siedział w ogrodzie – James zostawiłam Cię po to żebyś mi ją przyprowadził nad jezioro a nie, żebyś cały dzień ją trzymał w swoim towarzystwie!
-Potter! – Zagrzmiała Evans
-Ale, tak dobrze się ze mną dogadywałaś – stwierdził z błagającą o litość miną
-Koniec dnia dobroci dla zwierząt – stwierdziła Evans patrząc na niego ostro
-A, co z piknikiem? – Zapytał, na co Syriusz zaczął się śmiać
-Dobra, koniec po pikniku – uśmiechnęła się
Wszyscy zaczęli się śmiać.
-A umówisz się ze mną?
-Dorośnij!
-Cholera jasna jak? – Zapytał się trochę wkurzony
-Sam to odkryj – odpowiedziała, po czym wstała i wyszła do kuchni
-Biedulek, biednusi, malusi Jamesie ma, ploblem umuwic siem ź jednom malom Evanś – zaseplenił Syriusz
-Tobie to łatwo – warknął James – Umawiasz się z sześcioma w tygodniu, tyle, że każda jest łatwa, pusta i głupia! Se wybierasz dziewczyny na zabawki a każda jest większą latawicą niż poprzednia! – Podniósł głos
-Tak, ale nie błagam wciąż jednej o randkę, przez 5 lat
-Tylko umawiasz się z każdą puszczalską – powiedział sarkastycznie James wkurzony – Faktycznie świetne wyjścia, umówić się ze zwykłą szmatą!!!
-James przesadzasz! – Powiedziała Alicja, nie chcąc się wtrącać, ale czując, że musi
-Ja przesadzam? Wątpię! – Odparł James
-Stary Ciebie trzeba odizolować! Ta Evans Ci we łbie namieszała, to zwykła dziewczyna...
-Zwykła to jest każda szmata, z którą się umawiasz – syknął młody Potter
-JAMES!!! – Krzyknęła Alicja zła
-Zaczynasz przesadzać – powiedział Syriusz nachmurzony – To nie jest twoja żona, a ty naskakujesz na mnie bez najmniejszego powodu. Nie nasza wina, że zawsze daje Ci kosza!
James się podniósł z fotela, na którym siedział. W tym samym momencie Lily stwierdziła, że warto Pottera otrzeźwić. Weszła do pokoju.
-Co u się dzieje? – Zapytała od razu
-Nic
-Nic
-Nic – usłyszała trzy zgodne głosy.
-Słyszałaś coś? – Zapytał Potter
-Co miałam słyszeć? – Odpowiedziała Lilka trochę nienaturalnie, chociaż słyszała dokładnie wszystko od momentu swojego wyjścia. Usłyszała drwin Syriusza i zatrzymała się zaraz za drzwiami nasłuchując. Teraz stwierdziła, że nie ma najmniejszej konieczności mówić im o tym, że wszystko wie.
***
Wszyscy już spali, tylko on nie. Przynajmniej tak myślały. Z drugiego końca pokoju dało się słyszeć ciche pochrapywanie Blacka. Alicja leżała na plecach z szeroko otwartymi oczyma. Lily udawała, że czyta, choć jej mózg pracował na przyśpieszonych obrotach a strony nie zmieniła od momentu otwarcia strony 527.
-Lily? – Zapytała cicho Alicja
-Nom
-Ty słyszałaś te kłótnię Syriusza i Jamesa czy mam Ci ją opowiedzieć?
Ruda zawahała się.
-Uwierz mi, że nie mam najmniejszej ochoty tego powtarzać więc powiedz prawdę – poprosiła Alicja
-Słyszałam wszystko – odparła Lily cicho.
-Co o tym myślisz?
-Z jednej strony wiesz, o co chodzi z dziewczynami, Blacka – powiedziała Lily – większość z nich taka jest, żeby je zauważył a potem... – Zaczęła
-Nie o to mi chodzi – przerwała Alicja
-Chodzi ci o Pottera?
-Właśnie
-Cóż mierzy mnie wyżej niż się spodziewałam. Myślałam, że ma mnie za trudną do zdobycia zabawkę.
-Zdaje mi się, że ty go jeszcze nie doceniasz
-Ale on się nie daje doceniać
-On nie wie jak ma się zmienić, czego ty dokładnie chcesz – powiedziała Alicja
-Może kiedyś sam to zrozumie
-Lily?
-Nom
-Czemu ty nie chcesz być szczęśliwa?
-Chcę, czemu myślisz, że nie?
-Mogłabyś być taka szczęśliwa, a odrzucasz to
-O, co Ci chodzi?
-A, o co mi może chodzić? O Pottera
-A co on ma do mojego szczęścia
-On gdybyś tylko chciała dałby Ci tyle szczęścia ile nikt inny nie potrafiłby
-Ja chyba nie potrafię tego sobie uporządkować, daj mi trochę czasu. Dla mnie on zawsze będzie tym samy Potterem, aż naprawdę się zmieni
-Lily, a czemu nie chcesz być szczęśliwa?
-Chcę, bardzo chcę, przynajmniej tak myślę.
-Lilka, zdaje Ci się, że myślisz. Tylko Ci się zdaje. Gdybyś myślałabyś zauważyła, że świat w około ciebie nie składa się z księżniczek na złotych poduszkach budzonych ze snu przez księcia. Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, że twoim prywatnym księciem byłby właśnie James.
-Ty nawet nie Wisz jak się mylisz – westchnęła Lily
-I vice versa – odparła cicho Alicja – Dobranoc
-Dobranoc – powiedziała ruda.
Tym razem to nie był pomysł Alicji. Ani Lily. To był przypadek, że on nie spał i wszystko to słyszał. W sercu kiełkowała nadzieja, choć jeszcze wiele kolców przygniecie ją bardzo wiele razy. .
***
Wiedział, że jeśli nie wywiąże się z zadania to jego zabiją. We własnych księgach szukał odpowiedniego zaklęcia. Jego czarna magia była na tyle silna by zabić w ciągu 10 minut. A on już postanowił. Za to wszystko. Za to wszystko zabije go.
Chciał zabić Jamesa Pottera, który nawet nie wiedział, jaki zwykły Smarkerus w połączeniu z Czarnym panem, losem, czarną magią, siłą i chorą rządzą zemsty może mieć plan. Plan, który ma duże szanse się udać. Plan zabicia go (od autorki: tak Alice wiem, że byś chciała ale to prosi o pomstę do nieba, nie zrobię mu tego go to jeden z moich ulubionych bochaterów).
C.D.N.

Teraz skoro ja dałam dwie notki to chcę od każdego 2 razy dłuższy komentarz! Pasuje wam ten układ?????




Dziękuję. M.
komentarze [13]




Zachowujecie się jak para idiotów, pasujecie do siebie! Notka 6 >> wtorek, 30 sierpnia 2005 13:44:01
Oliwci, bo mnie ustawicznie popędza! Zauważyłam, że mnie prześladuje i tutaj cyfra 7! Patrzcie ilość kommentów wszędzie
^_^
-Cześć dziewczęta, dzień dobry! – Powiedział wesoło
-Cześć Black – powiedziała Lily
-Hej Syriusz – powiedziała Alicja
-Dzień dobry – powiedzieli zaskoczeni rodzice Alicji
Z kominka wyszła ostatnia osoba. Mama Jamesa. Miała brązowe, wprost kasztanowe oczy, zupełnie takie same jak Jamesa. Oraz coś w twarzach mieli podobnego. Ruda nie była w stanie określić, co.
***
Po ogólnym przywitaniu nadszedł czas na wspólną kolację. Wszyscy zasiedli przy dużym stole w salonie, choć zazwyczaj jadali w kuchni, pieczołowicie zastawiane przez mamy Alicji i Jamesa. W tym czasie James i Syriusz rozpakowywali swoje rzeczy w pokoju rudej i Alicji a obaj ojcowie rozkładali dla chłopców polówki.
-Kolacja! – Usłyszeli z dołu i wszyscy zeszli. Lily poszła ostatnia, bo jeszcze chciała raz zaczesać włosy. Poszła, przy schodach czekał na nią Potter. Spojrzała na niego i powiedziała tylko „Dzięki za przycisk do papieru, ładny” i zeszła na dół.
Wszyscy zaczęli jeść. Jedzenia może nie było tyle, co na ucztach w, Hogwarcie, ale była to wystawna kolacja. Kiedy panie wniosły wielkie ciasto i różne słodycze i postawiły na stole mało kto miał jeszcze siłę jeść. Jednak dzieciaki miały zabawę.
Lily i Alicja brały fasolki wszystkich smaków. Najpierw zgadywały, jaki będzie smak. Jeśli dobry to jadły. Jak nie to dawały Jamesowi i Syriuszowi, którzy jedli wszystkie jakie im dano.
-Ta będzie cytrynowa – powiedziała Lily i wsadziła do ust fasolkę a zaraz potem wyleciała jak oparzona z pokoju do toalety.
-To była woskowina z uszu – Powiedział, James wyjąc ze śmiechu
-Powiedzmy, że nie była cytrynowa – uśmiechnęła się Lilka wchodząc do pokoju, na co wszyscy zaczęli się śmiać
-Lily, ta będzie czekoladowa – James podał jej jedną
-No Potter ja już się przyzwyczaiłam żeby od Ciebie nic nie brać – odpowiedziała ruda podając fasolkę Alicji – Chcesz?
Ta ugryzła koniuszek, po czym wsadziła do ust całą.
-Faktycznie czekoladowa
-Ta to...
-Tatę w domu zostawiłaś – zaśmiał się Syriusz
-Truskawkowa – powiedziała Alicja i wsadziła do ust
-Trochę dziwna, to nie jest truskawka. FUJ TO KREW!!!
-Ohyda – skwitowała Lily
Wyciągnęła szarobrązową fasolkę i podała Jamesowi.
-Potter łap, z wyrazami szacunku – zaśmiała się. James wsadził ją do ust, na co zaczął gwałtownie popijać fasolkę sokiem.
-Pieprzowa – wycharczał a łzy płynęły mu po policzkach.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Evans ZABIJĘ!!!
-Najpierw mnie złap! – Krzyknęła i ze śmiechem zaczęła uciekać w stronę frontowych drzwi.
Zaczął ją gonić. Miał stratę jakiś 5 stóp. (152 Cm). Ruda przyśpieszyła. Ledwo dała radę okrążyć cały dom. Wbiegła tylnymi drzwiami i pobiegła powrotem do salonu.
-Ratunku, ten potwór jest szybki – zacharczała
Stanęła za kanapą. Potter wbiegł do pomieszczenia.
-A tak właściwie to, co mi zrobisz jak mnie złapiesz? – Zapytała
-A wiesz, że nie wiem
-To, po co mnie gonisz?
-Bo ty uciekasz
-Nie, ja uciekam, bo ty mnie gonisz
-Miło – skwitował a wszyscy zaczęli się śmiać.
Usiedli na swoich miejscach. Reszta patrzyła się na nich jak na idiotów.
***
-Ja wieczorem oglądam koncert w telewizji i nic mnie nie obchodzi – powiedziała Ruda wchodząc po schodach
-Przeszkodzicie a spędzicie tę noc na strychu jeden a drugi w piwnicy – dodała Alicja
-Co to za koncert? – Zapytał ciekawie Potter
-Mugolskiego zespołu, Depeche mode. – Powiedziała ruda
-Poleca mi go od piątku – dodała Alicja
-Bo jest świetny – odpowiedziała ruda – Ojej, musiałam na dole zostawić broszkę – dodała po chwili
Zbiegła po schodach.
-Nie znajdzie jej – mruknął James
-Wiesz coś o tym? – Zapytała Alicja wchodząc do pokoju
-Myślałem, że nie zwróci uwagi
-To źle myślałeś to jedyna rzecz, jaką ma po babci
-Ups
W tym czasie ruda zbiegła po schodach. Rodzice Alicji i Jamesa wciąż siedzieli przy stole.
-Coś się stało? – Zapytała Mama Alicji
-Zgubiłam gdzieś tę broszkę z motylkiem – odpowiedziała ruda i przyklękła przy stole szukając błyskotki pod stołem.
-Accio broszka Lily – powiedziała mama Alicji po czy usłyszeli głośne „Ałłłłłłłłłłłłłłłłłłłłłaaa”. (Od autora: Czerwony kapturek reaktywacja! Nie umiem opowiadać bajek!)
James Potter spadał po schodach ciągnięty za kieszeń w koszuli.
-Potter! – Warknęła Lily – Oddawaj broszkę
-Eee... Proszę – powiedział i ją oddał
-James – zagrzmiała matka chłopaka – Jak śmiałeś jej to zabrać?!
-Pani niech się nie denerwuje, on chciał pamiątkę, ze zdjęcia ciągle uciekam – powiedziała ze śmiechem i zaczęła wchodzić na górę przypinając do bluzeczki zielonego motylka. Jeszcze po zamknięciu drzwi słyszała wściekłe głosy rodziców Jamesa opowiadających o konsekwencjach złodziejstwa
Weszła do pokoju i skoczyła na swoje łóżko. Tarzając się ze śmiechu opowiedziała Alicji, co powiedziała rodzicom, Jamesa.
-Tłuk – zakończyła Lily wycierając łzy śmiechu z miny Jamesa, kiedy wspomniała o zdjęciu.
-A wiesz, że on ma faktycznie twoje zdjęcie, na którym się wiecznie chowasz – powiedział Syriusz
-Wiem, zrobił je w zimie.
-Oj Evans, Evans, co z ciebie wyrośnie???
Zaczęli się śmiać
-Takie coś, z takim czymś, bez takiego czegoś – odpowiedziała
Wszedł do pokoju skruszony Potter prowadzony za ramię przez matkę.
-Lily chciałbym Cię przeprosić za zabranie twojej broszki – powiedział
-Dobra, dobra Potter już ja Cię znam – warknęła niezbyt grzecznie Lily.
Matka Jamesa puściła syna i czerwona ze złości na niego zeszła na dół.
-Ładna minka kuzyneczku – powiedziała Alicja i razem z Lily i Syriuszem zaczęli się tarzać ze śmiechu.
James usiadł na rogu swojej polówki i popatrzał na wszystkich krzywo. Z kieszeni wyjął znicza. Przejechał dłonią po włosach i zaczął bawić się skrzydlatą kulką. Podrzucał i łapał. Lily udawała, że tego nie zauważa. A zauważała. Miał duży talent do Quiditcha. Podeszła do półki z książkami i zaczęła jeździć palcem po kolejnych grzbietach opasłych tomów. Jej uwagę przykuła mała książka, dość gruba.
-To „Miasteczko Salem”. Napisał je czarodziej. Stephen King. Książka jest o tyle ciekawa, że opisał wampiry jak prawdziwe w wymyślonym mieście, wszyscy mugole myślą, że ma wyobraźnię. Wydał ją w świecie mugolskim. – Powiedziała Alicja
-Mogę? – Zapytała ruda.
-Jasne – odpowiedziała Alicja.
Ruda położyła się na swoim łóżku na brzuchu i zaczęła czytać prolog.
***
-Ja nie wiem, co się z nim dzieje! – Pani Potter oklapła na kanapę -W ogóle zupełnie inaczej go wychowaliśmy
-To może dopaść każdego – stwierdził pan Potter
-Co?! To, że kradnie? – Zapytała wkurzona matka Jamesa
-Ech, czy ty nie widzisz, że jest zakochany w tej Lily czy nie chcesz widzieć? – Zapytał pan Potter żony
-Chyba nie chcę widzieć – odparła bezradnie kobieta, – Ale on tak szybko dorasta
-Ma już piętnaście lat – stwierdził ojciec Jamesa
-I już mu Amory w głowie
-On za nią lata od pierwszej klasy – wtrąciła mama Alicji – Ala mi mówiła
-No to mamy kłopot – powiedziała pani Potter
-Jaki kłopot? Helen, on jest prawie dorosły – powiedział pan P.
-Prawie to wielka różnica
-Przecież się nie wpakuje w kłopoty przez tę dziewczynę. (od autorki: EKCHEM, Że niby jak???) Czasem myślę, że jesteś nadopiekuńcza.
-Bardzo możliwe, ale mi naprawdę zależy na jego szczęściu
-To daj mu się bawić, jeśli to nic takiego to przejdzie – odpowiedział pan Potter
W tym momencie na górze rozległ się wybuch śmiechu. Po chwili James zbiegł ze schodów a za nim Syriusz, Alicja i Lily. James gonił znicza, który mu zwiał do pokoju. Złapał go w locie.
-I ty jesteś szukającym drużyny? – Zawyła ze śmiechu ruda
-Stary ja rozumiem, że na widok Evans mózg Ci odpływa, ale na swój znicz możesz uważać – powiedział Syriusz
-Black, bo oberwiesz!
-Od, kogo?
-Ode mnie!
-Już się boję, Evans!
-To się nie zesraj! – Warknęła
-Uspokójcie się – powiedziała Alicja – Nie mam zamiaru być waszym rozjemcą.
-A moim i Pottera?
-LILY! – Warknęła Alicja
-No, co, chyba nie sądzisz, że zamierzam zrezygnować z kłócenia się z nim??? Taka miła rozrywka!
-Evans! – Teraz to był Potter
-Dobra ja się zmywam! – Powiedziała Lilka i wybiegła do kuchni a stamtąd do ogrodu. Wskoczyła na wysoką czereśnię i zaczęła się wspinać coraz wyżej i wyżej i wyżej.
-Evans złaź! – Krzyknął Potter z dołu
-NIE! – Powiedziała i usiadła na najwyższej gałęzi. Pokazała mu swój język w całej jego okazałości.
Postawił stopę na sęku Chwycił się gałęzi nad swoją nogą i zaczął podciągać. Siłę miał. Po chwili siedział na gałęzi pod nią. Podkuliła do siebie nogi i oplotła nimi konar drzewa.
-Evans wejdę wyżej a to drzewo się połamie, złaź – powiedział
-Ale tutaj się tak miło siedzi.
-LILY ZŁAŹ! – Krzyknęła Alicja z dołu
-do niego nie zejdę!
-James na dół – zawołała Alicja
-Ale tutaj się tak miło siedzi
-ZACHOWYJECIE SIĘ JAK PARA IDIOTÓW. PASUJECIE DO SIEBIE!!! – Wrzasnęła Alicja
-To, to ja wiem od pierwszej klasy – powiedział Potter – Jej to powiedz – wskazał palcem na Evans
-Oboje jesteście trzaśnięci, BLACK A TY, DOKĄD???!!! Pomóż mi idioto ich ściągnąć!
Syriusz ignorując ją wleciał do domu jak piorun. Pognał na górę i ze swoich rzeczy zabrał miotłę Regulusa. Wyleciał przez okno (miał wprawę, ^_~) po czym podleciał do Evans.
-Ruda wsiadaj – powiedział
-Boję się mioteł – odpowiedziała
-James zatrzęś drzewem
James zaczął trząść drzewem tak mocno, że ruda krzyknęła. Posłusznie wsunęła się na miotłę, za Blacka i niezbyt zadowolona z tego, że musi mocno go objęła. James patrzał na niego z zazdrością. Alicja weszła na drzewo. Spojrzała na jego twarz.
-Nie martw się – powiedziała siadając na gałęzi obok niego
-Czasem mu tak cholernie zazdroszczę – westchnął James
-Czego?
-No chociażby tego – kiwnął głową w kierunku Syriusz pomagającemu rudej zejść z miotły
-Będzie dobrze, nie łam się – powiedziała Alicja
-Przecież nie mam u niej najmniejszych szans – powiedział James
-To się zobaczy – odpowiedziała – Namów Syriusza żebyście normalnie poszli spać wieczorem, po koncercie. Udawajcie, że śpicie. Ona będzie czytać. Zachęcę ją a potem zagadam i posłuchasz, co trzeba. Tylko masz się z Syriuszem nie odzywać. Nic, kompletny trup!
-Zrobisz to dla mnie?
-Nic za darmo – odpowiedziała
-Co mam zrobić???
-Na początek powiedz mi, co mam zrobić żeby się spodobać Syriuszowi – powiedziała – Po drugie nie narób sobie i rudej więcej wstydu, a po trzecie złaź z tego drzewa.
-Poszukaj po tym całym koncercie jakiegoś horroru i udawaj, że się boisz. I oczywiście dopilnuj by siedział obok ciebie – mrugnął do kuzynki.
-Z tym nie będzie kłopotów. Nienawidzę Horrorów! – Odpowiedziała
-A teraz złazimy.
-Ty pierwszy – powiedziała
-A i Alicja, Dzięki za wszystko
-Podziękujesz jak Lily Ci da szansę, jeśli da – powiedziała niespokojnie
James zszedł z drzewa a Alicja za nim. Pod drzewem stali Syriusz i Lily.
-Potter Black mnie podrywa – zachichotała Evans
-Wcale nie, tylko powiedziałem, że mogę ją częściej zabierać na wycieczki miotłą.
Alicja i Lily wybuchły atakiem dzikiego śmiechu na widok miny Jamesa. Ten zgromił Syriusza wzrokiem.
***
Let's have a black celebration
Black Celebration
Tonight
To celebrate the fact
That we've seen the back
Of another black day
I look to you
How you carry on
When all hope is gone
Can't you see
Your optimistic eyes
Seem like paradise
To someone like
Me
I want to take you
In my arms
Forgetting all I couldn't do today
Black Celebration
Black Celebration
Tonight
To celebrate the fact
That we've seen the back
Of another black day
I look to you
And your strong belief
Me, I want relief
Tonight
Consolation
I want so much
Want to feel your touch
Tonight
Take me in your arms
Forgetting all you couldn't do today
Black Celebration
I'll drink to that
Black Celebration
Tonight
Ostatnia już piosenka tego wieczoru płynęła z telewizora. „Black (od autora: Lol) Celebration” Ulubiona piosenka rudej. Koniec koncertu.
-Teraz ma być podobno jakiś dobry Horror – powiedziała Alicja – Za jakieś 10 minut
-To zdążymy dorobić jeszcze kukurydzy – powiedziała ruda – Chodź!
Kiedy wyszły James szybko streścił Syriuszowi co ma być. Pominął tylko kwestię, że Alicja chce go poderwać. Wiedział, że Alicji prawdopodobnie Syriusz się nie podoba. Nie chciał żeby przyjaciel wiedział, że przykładał do tego rękę.
Po chwili dziewczyny wróciły. Alicja sprytnie usadowiła się koło Syriusza a Lily niestety nie mając wyboru usiadła, koło Jamesa (od autora: OLA NAWET O TYM NIE MYŚL!!!!!!).
Film był straszny. Alicja nie jadła nic i tylko oglądała przytulona do Syriusza, któremu zdawało się to nie przeszkadzać. Ku złości Pottera okazało się, że Lily już ten film widziała 2 lata wcześniej w kinie. Oglądała jakby leciała telenowela i jadła cały czas. Zamykała oczy tylko w momentach z dużą ilością krwi, której się brzydziła. W momencie, kiedy zza wielkiego budynku wybiegł seryjny morderca z siekierą zaczęła się śmiać, że ten film jest denny! To był film, który określała mianem dwóch kategorii. Pierwsza to „Cisza, cisza, cisza, ŁUBUDUUU” a drugi to „Horroro-komedia”.
Kiedy film się skończył wygłosiła krótką opinię na jego temat.
-To było takie tragiczne, że aż strach pomyśleć – zarechotała – najgorszy Horror ze wszystkich
***
Czytała fragment, kiedy Ben, Mears odwoził Susan z pierwszej randki, kiedy ciszę przerwał głos Alicji.
-Nie mogę zasnąć
-Licz barany – odpowiedziała ruda – Na polówkach masz pierwsze dwa
-Tak a propos, co ty masz przeciw Potterowi?
-Kompletna dziecinada, przerabiałyśmy to.
-Ale dzisiaj wyglądałaś jakbyś się całkiem nieźle bawiła.
-No, bo nawet fajnie było. On jest nawet w porządku tyle, że straszny dzieciak z niego.
-Dokładniej proszę – powiedziała Alicja wiedząc, że James się przysłuchuje
-Wiem, że jak wrócimy do szkoły dalej będzie innych męczył i czarował solniczki. Ja bym się mogła z nim nawet dogadać, ale nie chcę się na siłę męczyć.
-A jakby się zmienił?
-To już inna sprawa. Jakby się zmienił to, kto wie...
-Co byś chciała?
-Żeby się przestał popisywać, on zawsze i wszędzie jest znany. Każdy wie, kim jest, co lubi, kogo, z kim się przyjaźni. Ja nie lubię błyszczeć
-Ty się wolisz trzymać na uboczu, chociaż często Ci nie wychodzi, wiem.
-Gdyby dorósł to może bym mu dała szansę, ale nie teraz.
-Czemu?
-Nawet gdybym mu dała to by myślał, że może się zachowywać, tak jak się zachowuje, zero starań, zero szacunku.
-Czy ty siebie słyszysz? – Zapytała Alicja -Jesteś jedyną osobą z wyjątkiem Syriusza, której się słucha i sorki, ale ja widzę, że się stara.
-Tak tylko, że mi nie odpowiadają zaloty osoby, która zachowuje się jak dzieciak. Idę spać. Dobranoc
-Branoc.
James przysłuchiwał się tej wymianie zdań bardzo dokładnie. Zrozumiał już, o co jej tyle lat chodziło. Oczy mu błyszczały nadzieją a policzki były zaczerwienione. Nie miał pojęcia, że zmiana będzie trudniejsza niż mu się wydaje.
C.D.N.



Dziękuję. M.
komentarze [15]




Obawy i strach... notka piąta >> sobota, 27 sierpnia 2005 06:44:47
Notkę dla Alicji pełne bufona jak ty to lubisz mówić :). Zapraszam słonka do czytania bo ta notka jest wybitnościowa!
***
A jak ich złapią? Po raz pierwszy od pięciu lat bał się czegoś, co chce zrobić, ale nie powinien. Stał w oknie i czekał. Szeroko otwarte okno. Miotłę sprawdził. Ze strychu poprzedniej nocy zabrał linę. Znalazł też czarną tkaninę i wiedział, że im się przyda. Miał nadzieję, że James wziął miotłę. Jak nie, to też dadzą radę. Wszystkie rzeczy przykryte były kocem prawie całkiem wsunięte pod łóżko. On położył się na łóżku. Rozwalony jak zawsze. Rozmawiał z obrazem Fineasa Nigellusa.
-Wiesz, co? Wstyd mi za Ciebie
-Trudno
-Przynosisz wstyd naszej szlachetnej rodzinie
-Trudno
-Zrobię raban jak będziesz chciał zwiać
-Albo przysięgniesz na honor Blacka, że nie, albo zniszczę twój obraz
-Przysięgam, na honor Blacka
-Że?
-Że będę cicho, kiedy będziesz zwiewał z domu
-Lubię Cię stary – mruknął Syriusz, chociaż wcale nie lubił facecika z obrazu
-A ja ciebie nie – odburknął obraz
-Żadna strata – mruknął Black
Obrażony Fineas Nigellus zszedł za ramy obrazu.
Syriusz niecierpliwie spojrzał na wskazówki zegarka. Wskazywały równo 23:17. James się spóźnia. Może nie przyjdzie??? Może zapomniał??? Może nie może?? Cholera, pomyślał, zachowuję się jak rozhisteryzowana panienka, przed randką.
Denerwował się. Cholernie się denerwował. A jak coś nie wypali???
Stuk, stuk, stuk.
Podbiegł do okna (od autora: mam ochotę napisać „niesiony na skrzydłach miłości” ) i zobaczył... unoszącą się miotłę. Wychylił się i rozejrzał, za Jamesem. Nigdzie na dole go nie było. Wyciągnął dłoń i chwycił coś z miotły. Szarpnął w swoją stronę.
W ręku trzymał peleryną niewidkę a na miotle siedział James Potter.
-Wleć, tylko cicho - mruknął Syriusz
James wleciał. Syriusz powoli i nawet cicho wysunął swoje rzeczy spod łóżka.
-Masz miotłę? – Zapytał James
-Regulusa – powiedział Syriusz.
Wyciągnął linę. Przeciął na pół scyzorykiem i zaczęli przywiązywać. Jeden kawałek każdej liny do rączki miotły a drugi do rączki kufra. Gdy skończyli peleryną niewidką owinęli kufer. Czarny materiał Związał ciasno do obu mioteł nad kufrem. Teraz mogli już lecieć.
-Sowy nie bierzesz? – Zapytał James
-To sowa matki, nie chcę jej.
Powoli wytaszczyli kufer do okna z miotłami unoszącymi się cal nad nim. Wyrzucili przez okno. Miotły przetrzymały kufer, ale ten głucho stuknął w ścianę. Teraz musieli być najciszej jak się da.
-Do jasnej cholery przestań hałasować pętaku!!! – Dał się słyszeć z dołu „słodki głosik” pani Black
Syriusz szybko wskoczył na miotłę. James też.
-Spi*@#$%^& - Wrzasnął
Na dole dało się słyszeć coś jak cały komplet „pięknych” (jak pani Black) słówek. Potem kroki. I łomotanie po schodach. James i Syriusz odsunęli miotły od okna o jakieś 5 stóp (152,4 cm). Do pokoju wleciała czerwona na twarzy Pani Black a za nią Regulus Black.
-Moja miotła – zapiszczał Regulus.
-Zamknij się! – Warknęła matka. Potem zwróciła się do Syriusza – Wracaj natychmiast ty... – Zaczęła
-Żegnaj kochana rodzinko – powiedział serdecznym głosem Syriusz
-Do widzenia – powiedział uprzejmym tonem James, na co obaj ryknęli śmiechem i odlecieli
-Pożałujesz tego! Ty Skur@#$%^&! – Wrzasnęła
-Wysoką masz samoocenę! – Wrzasnął Syriusz – Mamusiu! – Na co znowu zaczęli się śmiać.
Wreście był wolny. Wiatr we włosach. Wolność.
-Teraz do Londynu! – Wrzasnął Black do przyjaciela
-Po co?
-Zamieszkam w dziurawym kotle!
-Chyba żartujesz! Mam by mnie zabiła gdybym, Cię do domu nie przywiózł!
Syriusz poczuł trochę ulgi. Zrobiło mu się cieplej na sercu. Mimo, że nie znał tej kobiety już poczuł do niej sympatię.
***
-A musimy? – Zapytała
-Tak, zresztą nigdy Ci nie przeszkadzało, że przyjeżdżają – odrzekła matka
-To może lepiej w tym tygodniu.
-Nie, w poniedziałek.
-To będzie milusio – burknęła
-Rozumiem, że możesz nie lubić Johana – matka nigdy nie miała pamięci do imion.
-Jamesa
-No to Jamesa, ale musi przyjechać, wraz z rodzicami. To twój kuzyn! I musisz to znieść – odpowiedziała jej mama
„To nawet nie o mnie chodzi – pomyślała – Tylko, co zrobi Lily jak się dowie”
-Ale, ale on nie może – Podjęła ostatnią próbę
-Trudno, Alicjo, masz 15 lat. Nie bądź jak dziecko.
„Nie bądź jak dziecko” – to zdanie towarzyszyło jej odkąd skończyła 10 lat. I wcale go nie lubiła.
***
-To chcesz do tego Londynu?
-Nie!!!
Byli na wysokości pokątnej. Małe uliczki, światełka nielicznych samochodów, latarnie na ulicach wyglądały pięknie. Black tylko się rozglądał myśląc, że jest wolny, wreście wolny!
James tylko sterował, żeby lecieli najkrótszą drogą. Myślał o czymś wysokim i rudym i takim zielonym. I nie była to żaba na szczudłach w peruce. 
***
-Wreście! – Krzyknęła pani Potter z dołu
-Fajnie było – skwitował James
-Kolejna podróż dwóch szalonych Huncwotów! – Zaśmiał się Black
-Twoja matka ma piękny głosik – powiedział James, wisieli 10 m nad ziemią i odwiązywali czarną tkaninę. Po chwili upadła falując na kufer. Obniżyli jeszcze miotły tak, że kufer stanął na ziemi. Zaczęli go rozwiązywać. Już moment później liny opadły z głuchym stukiem na ziemię. Obaj panowie zeskoczyli ze swoich mioteł.
-Ty to pewnie Syriusz Black – powiedziała mama Jamesa
-Tak, dziękuję, że zgodziła się pani, żebym tu mieszkał przez wakacje – powiedział.
-Tak, dzięki mamo – powiedział James
-Nie ma, za co – pani Potter była wyraźnie zadowolona z tego, że jej syn był zadowolony.
James i Syriusz chwycili rączki kufra i wciągnęli go do środka. Pani Potter poszła za nimi zaklęciem trzymając miotły za sobą.
-James – powiedziała po chwili – W poniedziałek, ja, ty, Syriusz i tata mamy zaproszenie, na tydzień do rodziny twojej kuzynki.
-Której? – Zapytał bez większego zainteresowania James
-Alicji – zaczęła powiedziała Jamesa
Serce Jamesa wykonało coś w rodzaju dzikiego tańca radości. Przecież bardzo duże szanse, że będzie tam Evans. Żałował, że to jeszcze aż 7 dni. Mina mu się tak rozjaśniła, że pani Potter się niepewnie zapytała:
-Czy ty, coś czujesz do tej dziewczyny?
Syriusz zaczął się śmiać.
-Nie, absolutnie on nic do Alicji nie czuje – powiedział Syriusz
-To całkowicie Cię nie rozumiem – westchnęła matka Jamesa
-Gdzie twój tata? – Zapytał Syriusz, bo widział, że James nie za bardzo chciał opowiadać matce o Lily Evans.
-W pracy, pracuje w ministerstwie, teraz mają straszne dużo roboty, żeby przed Mugolami tuszować kolejne ataki – podchwycił temat James
-A moja kochana rodzinka się cieszy z tych ataków – powiedział z goryczą Syriusz
-Masz to już za sobą – powiedziała mama Jamesa
-Nie do końca. To będzie wracać i wracać.
-Czemu?
-W naszej szkole są moje kuzynki – powiedział
Wraz z Jamesem zaciągnęli kufer do góry. James poprowadził Syriusza do pierwszego pokoju po lewej stronie. Kiedy Syriusz wszedł uśmiechnął się. Zobaczył wreście coś normalnego! Cały pokój był obklejony plakatami Angielskiej narodowej drużyny Quiditcha. Po pokoju latał sobie szkolny znicz a na dwóch hakach na ścianie James zawiesił miotłę. Na ścianie w małej ramce było zdjęcie krajobrazu zimy.
-Czasem myślę, że zwariowałeś – powiedział Syriusz wskazując na obraz
-To zdjęcie Lily, chowa się za ramą. Zawsze się chowa. Czasem wychodzi jak myśli, że jej nie widzę.
-Boję się Ciebie stary, zdecydowanie się Ciebie boję – powiedział Syriusz
-Ja się siebie już dawno boję – powiedział James i obaj zaczęli się śmiać.
***
Minęło kilka dni. Syriusz zaaklimatyzował się u państwa Potterów a oni go bardzo polubili. Czuł się u nich swobodnie i wreście odkrył, czemu wakacje to piękne dwa miesiące a nie najgorszy okres w roku. W czwartek rano wszedł do kuchni. James jeszcze spał coś mrucząc w stylu „Lily, mniam, mniam mmmmrrrrr, Liluś”. W kuchni siedziała Pani Potter.
-Dzień dobry – powiedział Syriusz i z szafki nad zlewem wyjął szklankę.
-Dzień dobry Syriusz – odpowiedziała pani P.
Chłopak postawił kubek na blacie i zrobił przejętą minę.
-Syriusz, czy Syriusz Black??? O Boże tu jest Syriusz Black??? Gdzie, gdzie???? – Powiedział z przejęciem skacząc przy tym i rozglądając się na wszystkie strony jak chory umysłowo. W kuchni rozległ się śmiech. Śmiała się pani Potter, Syriusz i James stojący w drzwiach.
-Candy – wykrztusił tylko śmiejąc się, na co obaj zaczęli śmiać się jeszcze głośniej
-Ty, ty się się ś...śmiej – wycharczał Syriusz przez łzy – dalej mnie szczęka boli, tak mi przywaliła.
-Trzeba się tak za panienkami nie rozglądać – powiedział, James kiedy Syriusz sobie nalewał wody do szklanki.
-Lily – odpowiedział Syriusz. Na sam dźwięk jej imienia James przeczesał włosy. Black się roześmiał.
-Co za Lily? – Zapytała mama Jamesa.
Młody Potter posłał zabójcze spojrzenie Blackowi.
-Takla z naszego domu – powiedział James czerwony, dusząc się samemu w myślach ze to, że nazwał Lily słowem „taka”
-Może ty mi dogłębniej wyjaśnisz? – Zapytała Pani Potter Syriusza
-Wybaczy pani, ale chcę żyć – zaśmiał się, – ale obawiam się, że będzie pani miała okazję się dowiedzieć. – Powiedział i wymaszerował z kuchni.
-Ech ta młodość – powiedziała pani Potter i dalej zajęła się przejrzeniem raportu dla zakonu feniksa, o którym James jeszcze nie miał zielonego pojęcia. Pani Potter już, kiedy James miał 5 lat zrozumiała, co trzeba zrobić żeby syna coś zainteresowało. Schować przed nim. Dlatego zawsze trzymała to, czego nie chciała żeby czytał na wierzchu.
-Mamo, idziemy pobiegać sobie trochę po dworze! – Krzyknął jej Syn
***
Różdżka, szaty, zimowa kurtka, mini spódniczka, kosmetyki...
Lily pakowała kufer. Następnego dnia miała jechać. Było już ciemno za oknem. Po raz setny sprawdziła, czy ma, co trzeba. Wpakowała listę drobiazgów do kupienia na pokątnej. Zeszła na dół.
-Mamo?
-Tak
-Potrzebuję pieniędzy – powiedziała bez ogródek
Mama jej dała 100 funtów.
***
Swoje rzeczy zakwaterowała w jednym pokoju. Zapłaciła za... 2 godziny! Poszła do banku wymienić pieniądze. Dostała za pieniądze od mamy i kieszonkowe, które się uzbierało przez rok 100 galeonów. Tylko, że kieszonkowego miała jeszcze raz tyle, co dostała od mamy. Miała nadzieję, że jej wystarczy. Schowała wszystkie pieniądze do skórzanej sakiewki i wsadziła ją do kieszeni, którą zamknęła na zamek. Poszła do dziurawego kotła. Równo o 15 zniosła swoje bagaże zapłaciła Tomowi, który uśmiechnął się do niej i wyszła do jednego ze stolików. Obserwowała dwa kominki. Do jednego czarodzieje wciąż sypali garść proszku, FIU i znikali a z drugiego w kłębach zielonego dymu wynurzali się. W którymś momencie z kominka wyleciała Alicja.
-Hej! – Powiedziała Evans podchodząc z kufrem i sową w klatce.
-Hej Liluś!
***
Kłęby zielonego dymu gryzły ją w oczy. Wirowała jak szalona. Otworzyła usta żeby krzyknąć, ale popiół i dym zatkały jej gardło. Wylądowała na kolanach krztusząc się dymem, cała uwalona popiołem na czyimś już-nie-niebieskim dywaniku. Podniosła się i rękami chciała przetrzeć oczy, ale te natychmiast zaczęły ją piec, gdy tylko dotknęła ich rękoma. No tak, popiół. Wciąż się krztusiła. Przez łzy w piekących oczach nic nie widziała poza okropnie rozmazanymi łzami.
Poczuła jak ktoś jej w rękę wpycha jakąś szklankę.
-Masz dziecko napij się – usłyszała kobiecy zatroskany głos.
-Dziękuję – jęknęła a potem znowu zaczęła kaszleć.
Przechyliła szklankę do ust. Czysta zimna woda przepłukała gardło, które przestało ją piec.
-Lily – usłyszała za sobą głos Alicji
-To było potworne – powiedziała Lily z zamkniętymi oczami
-Nigdy nie podróżowałaś siecią FIU???
-Nie, i nie chcę tego powtarzać
- Chodź zaprowadzę cię do łazienki – powiedziała Alicja. Lily poszła za nią. Alicja odkręciła jej kran z zimną wodą, którą ruda przemyła sobie twarz.
-Masz – Alicja podała Lily czysty ręcznik
-Dzięki – powiedziała Lilka wycierając twarz.
Z ubolewaniem spojrzała na szarą już bluzkę, która jeszcze 2 godziny wcześniej była zielonkawa i równie szarą spódniczkę, której poprzedni kolor nazywany jest szmaragdowo zielonym.
***
-A wiesz, ja jednak nie lubię kolorowych lakierów do paznokci – powiedziała Lilka – wolę prawie naturalne kolory
-I tu Cię nie rozumiem, tobie by było ślicznie z jasno zielonym lakierem.
-Ja wolę naturalne! – Zaśmiała się ruda
-Wiesz? – Zaczęła poważniej Alicja – Potter...
-Co z nim? – Nagle zainteresowała się ruda
-Przyjedzie tutaj
-C...co??? – Powiedziała ruda
-Bo to jest mój kuzyn. Co roku albo oni jadą na tydzień do nas, albo my do nich. I tak masz szczęście, u nich byliśmy w zeszłym.
-Błagam powiedz mi, chociaż, że nie będzie spał w naszym pokoju – wykrztusiła ruda
-Niestety
-Ty to mnie umiesz pocieszyć, dzięki – powiedziała ruda
-A, co??? Miałam nakłamać???
-Nie, dzięki, że mi powiedziałaś
-Czemu?
-Przygotuję się psychicznie, podleczę gardło, schowam pamiętnik – zaczęła wymieniać
-Tylko mu nie zrób jakieś awantury w domu – ostrzegła Alicja
-Wiem przecież – powiedziała Lilka.
***
Kłęby zielonego dymu owiały komin. Powoli obracając się ukazały im się czyjeś nogi. Kiedy wyszedł z komina Lily Spostrzegła wysokiego faceta, wyższego on niej, wyższego od Jamesa. Na głowie miał strzechę czarnych włosów zupełnie takich samych jak włosy Jamesa. Miał niebieskie oczy. Był do Jamesa dość podobny.
Gdy odsunął się od kominka wynurzył się z niego James, uśmiechnięty i zadowolony.
-Dzień dobry – przywitali się
-Dzień dobry – powiedziała ruda
Reszta powiedziała to samo. James przeczesał palcami włosy i wesoło powiedział
-Cześć Evans, - i - dzień dobry – do rodziców Alicji i Alicji
-Cześć James – przywitali chłopaka rodzice Alicji
-Cześć Potter – rzuciła Lily nie patrząc na niego
W kominka wyszła kolejna osoba. Najmniej spodziewana przez Lily... Syriusz Black
C.D.N.



Dziękuję. M.
komentarze [9]




Na pastwę... mamusi, notka czwarta >> czwartek, 18 sierpnia 2005 10:10:42
Teraz tak: notka dla Lilules. Dzięki za twoją notkę. Co prawda zdaje mi się, że zostawiłam Ci mój e-mail ale może się mylę. I tak jednak wolę żebyś to daała w komentarzu bo się wygodnie czyta. Zostawiaj wszystko w kommciu!!! :) miłego czytania!
***
Czekali przed wejściem. Wypuszczali po dwoje i troje. Wyszła. Z nią wyszedł jakiś chłopak. Bardzo przystojny. Mniej – więcej w jej wieku. Może ich coś łączy? Odwrócił się w jej stronę. Dochodzili coraz bliżej nich. Usłyszeli tylko ostatnie słowo wypowiedzi „Evans”. On do niej mówi po nazwisku! Słyszeli jej odpowiedź.
-Możesz Potter, ale nie licz, że odpiszę.
-Czemu?
-Nie męcz mnie – powiedziała
Byli już dość blisko nich. Evans ich spostrzegła i pomachała. Wzięła od niego klatkę z sową i powiedziała:
-Dzięki i miłych wakacji Potter – i już chciała iść, gdy usłyszała
-Dzięki, Lily, będę tęsknić – powiedział.
Nie wiedziała, czemu się uśmiechnęła. Trochę speszona powiedziała ‘dzięki’ i poszła w stronę machających rodziców.
***
Odszedł kawałek. Patrzał. Patrzał jak macha rodzicom a potem się przytula i cieszy jak dzika. Gdzieś w środku jakaś ukryta twarz uśmiecha się w tej chwili od ucha do ucha. Pociągnął własny kufer i własną sowę w stronę człowieka z kruczo czarnymi włosami. On obserwował go on dawna.
-Cześć tato – powiedział, gdy podszedł.
-Cześć James – powiedział ojciec i uścisnął synowi dłoń.
W milczeniu poszli do samochodu ojca Jamesa.
***
Tym razem Jamesa nie było z nim. Musiał sam stawić czoło kochanej mamusi. Ciągnął ciężki kufer i ptaka matki. Już zaraz po wyjściu pożegnał się ze wszystkimi.
-Cześć Mamo – powiedział grobowym głosem
-Cześć Syriusz – powiedziała oficjalnie. Nadal stali.
-Po, co stoimy?
-Może byś łaskawie pomyślał kiedyś o kimkolwiek, kto nie jest tobą? – Prawie krzyknęła. Nie widziała go rok a ich pierwsze spotkanie to musi być naturalnie awantura.
-ale Jasnowidzem nie jestem – warknął
-Jak ty się odnosisz do matki?!
Tęsknie spojrzał za przyjacielem pomagającym wyjść rudej z kufrem.
-Po, co stoimy – powtórzył pytanie
-Bellatriks skończyła ostatni rok w Hogwarcie a Narcyza jest w twoim wieku. Gdzie ty masz głowę?!
-Umieszczoną na szyi. Wiem ile mają lat – warknął – Tylko, co ma piernik do wiatraka? – Powiedział zasłyszane u Evans powiedzenie
-COŚ TY POWIEDZIAŁ?!
-Przeliterować? C-O M-A P-I-E-R-N-I-K D-O W-I-A-T-R-A-K-A?!
-Mugolskie przysłowie! Zadajesz się ze szlamami!
Szlamy. To jedyne znane tej kobiecie określenie osób typu Lily Evans.
Złość w nim wzbierała
-Nie wiem, o kim mówisz – warknął przez zęby
-Ten twój cholerny dom całkowicie Ci we łbie namieszał!!!
Spojrzał za przyjacielem witającym się z ojcem. Na Evans skaczącą to na mamę to na tatę. Na Alicję idącą w stronę wyjścia z różdżką wystającą z rękawa.
-JESTEM DUMNY Z TEGO, ŻE JESTEM W GRIFFINDORZE!!! – Podniósł głos – NAJLEPSZY DOM, LEPSZY NIŻ ŚMIERDZĄCY SLITERIN!!!
Pani Black już go nie słuchała. Zaczęła przytulać się do Narcyzy i Bellatriks. „Te wakacje będą jeszcze milsze od ostatnich” pomyślał z goryczą. Poszedł za matką. Tyle ludzi ma normalne rodziny. A on? A on niestety musiał urodzić się Blackiem! Poważnie się zastanawiał czy nie zwiać z domu. Tylko, co z pieniędzmi? Nie miał ich. Za piękny uśmiech przeżyje w Hogwarcie, ale nie w prawdziwym świecie. Tym niebezpiecznym.
***
Wrócił, wróciła, wrócili... Wszyscy wrócili do domu.
***
Następnego dnia rano, gdy pierwsza euforia minęła Evans musiała rodzicom powiedzieć, że wyjedzie za tydzień. Ubrała się. Założyła ciemnozieloną spódniczkę i białą bluzeczkę. Źle by się czuła bez spódniczki. Zaścieliła łóżko i powoli zeszła do kuchni.
-A za tydzień – kontynuowała jakąś opowieść mama Lily – Zabierzemy je nad morze. O Lily!
-Ja nie będę mogła jechać – zaczęła grobowym tonem
-Jak to nie? – Zapytała pani Evans
-Bo w te wakacje zaczynają się takie kursy, teleportacji, trzeba je zdać żeby ukończyć szkołę – powiedziała – zaczynają się za tydzień. Będą trwały w wakacje jeden kurs dziennie a potem podczas roku szkolnego raz w tygodniu do marca.
-Gdzie będziesz mieszkać?
-Pojadę do Alicji tam się zorientujemy, co i gdzie trzeba zrobić.
-Szkoda – powiedział tata rudej
-Ale na święta wracasz! – Zarządziła mama
-Tak, ale tylko na te.
-A na następne?
-Zostaję w Hogwarcie.
W milczeniu zjedli śniadanie. Lily była smutna, bo musiała okłamać rodziców. Zresztą już drugi raz. Rodzice niezadowoleni, bo mieli takie ciekawe plany na wakacje. Gdy tylko, Lily wstała od stołu zjawiła się Petunia.
-Nad morze jedziemy sami – powiedział tata – Lily musi wyjechać za tydzień
Starsza siostra rudej nie wydawała się zbyt zasmucona.
-Idę dzisiaj do fryzjera – oznajmiła
-Znowu? – Zapytał tata – Ile można?
-Uspokój się – zgromiła go pani Evans.
-Co jest? – Zapytała z zainteresowanie Evans
-Piątek – warknęła Pet.
Lily zachichotała. Dokładnie tydzień wcześniej na identyczne pytanie usłyszała tę samą odpowiedź.
-I, co Cię tak bawi? – Zapytała blondynka niegrzecznie
-Nie twój interes – odcięła się Lily.
Rozległo się stukanie w okno. Cztery pary oczu zwróciły się w tamtą stronę. Na oknie siedziały dwie sowy.
-Cholerne ptactwo! Co my jesteśmy weterynarz? – Warknęła Petunia
-Nie denerwuj się tak kochanie, złość piękności szkodzi, ale tobie to już chyba nic nie zaszkodzi – odezwała się grzecznie Lily podchodząc do okna.
-Dziewczęta spokój – powiedziała mama, bo Petunia już otwierała usta
Ruda rozpoznała ptaki. Jeden to był Sorik ptak Alicji a drugi był, Pottera. Do sowy Pottera był przyczepiony drobny pakunek. Otworzyła okno a ptaki wleciały szeleszcząc skrzydłami.
-To jest sowa twojej przyjaciółki prawda? – Zapytał tata Lil
-Tak, Alicji
-A ta?
-To jest sowa Pottera – odpowiedziała odwracając wzrok
-To ten chłopak z peronu?
-Tak – odpowiedziała trochę zażenowana
Wzięła sowę Alicji i otworzyła kopertę. Sowa natychmiast wyleciała przez otwarte okno.
„Droga Lily” widniał nagłówek
„Rodzice powiedzieli, że możesz u nas zostać na wakacje. Bądź za tydzień w piątek o 15 w dziurawym kotle. Zrobimy konieczne zakupy i pojedziemy do mnie. Całuję. Alicja!”
-Za tydzień w piątek o 15 mam być w dziurawym kotle. Zrobimy z Alicją zakupy i pojedziemy do niej. Jej tata się zorientuje we wszystkim, bo pracuje w ministerstwie magii – powiedziała chowając świstek pergaminu do kieszeni.
-Dobrze odwiozę Cię – powiedział tata
-Nie będzie takiej potrzeby – odpowiedziała naturalnie – pojadę błędnym rycerzem. Zawsze chciałam tego spróbować.
Druga sowa stanęła na stole przed Lilką i wyciągnęła nóżkę. W jej oczach czaiła się jakby prośba żeby przyjąć paczkę. Odwiązała list i mały kartonik. Ta sowa w przeciwieństwie do poprzedniej wciąż stała na stole i czekała na coś. Drżącymi rękami (sama nie wiedząc, czemu się tak przejęła) otworzyła kopertę.
„Liluś” – widniał nagłówek
„Mam nadzieję, że odpiszesz. Kazałem Jass poczekać na odpowiedź chyba, że każesz jej odlecieć to wróci do mnie. Jak twoi rodzice zareagowali na to, że masz wyjechać? A na sowę? Proszę odpisz! Załączam drobny upominek. Może Ci się przydać. Co prawda nie jest zbyt oryginalny jednak mam nadzieję, że Ci się spodoba. J.P.”
Otworzyła paczuszkę. Było w niej pełno jakiegoś pyłku. Ruda dmuchnęła w niego. Złote iskierki jak brokat rozdmuchamy unosiły się i spadały wszędzie dookoła migocąc blaskiem. Rodzice, siostra i sama Evans patrzyli na to z zachwytem. Iskierki same znikały. Ne zostawiały żadnych śladów. Po złotych przyszły czerwone. Te złożyły się na blacie kuchennym w serduszko żeby po paru sekundach zniknąć. Potem były pomarańczowe, różowe, zielone i jeszcze w wielu innych kolorach. Zmieszane ze sobą wszystkie po chwili znikały. Gdy ruda już rozdmuchała radosne iskierki zobaczyła na dnie małego pudełeczka bursztynowe serduszko. Od razu zobaczyła, że to przycisk do papieru. Mama wzięła je od dziewczyny żeby obejrzeć.
-Lily?
-Tak?
-Tu jest coś napisane – wskazała na drugą stronę serduszka gdzie był wyłuskany napisz „Kocham Lily Evans James Potter”
-Świr – zaśmiała się ruda. Pobiegła do swojego pokoju i wzięła pióro, atrament i pergamin. Wbiegła do kuchni. Teraz serduszko podziwiał tata. Lily usiadła za stołem i zaczęła pisać
„Hej Potter. Jak widzisz odpisałam. Rodzice normalnie się zachowali. Dziękuję za serduszko. Może jeszcze będą z Ciebie ludzie. L.E. PS., Ale jak jeszcze raz powiesz na mnie Liluś to, to serduszko będzie pierwszą rzeczą, jaką oberwiesz po głowie. Następną będzie zaklęcie niewybaczalne” napisała list przymocowała do nóżki sowy, która zatrzepotała skrzydłami i odleciała.
***
-Syriusz, sowa do Ciebie – warknęła pani Black
Chłopak wyszedł ze swojego pokoju i zszedł do kuchni. Szarobury ptak przypominał mu całe życie w domu matki. Po prostu było okropne.
Niecierpliwie rozerwał kopertę. Jego wzrok padł na pierwszą linijkę. Można było zaobserwować, że oczy poruszają się śledząc następne linijki tekstu. Twarz zastygła w zamyśleniu. Skończył.
-Alfard Black nie żyje – powiedział Syriusz udając, że mu to obojętne. Obiecał sobie, że kupi mu wielką wiązankę na grób.
-Stary już był – odpowiedziała matka chłopaka
-Ciekawe, komu zostawił kasę? – Zastanawiał się Regulus, jego brat. Był o rok młodszy od Syriusza. Trafił do szkoły Karkorowa.
-Jest coś o tym w liście? – Zapytała pani Black pierworodnego
-Nie – odpowiedział Syriusz. Zrobiło mu się gorąco. A jeśli matka zażąda listu?
-To się jeszcze zobaczy, komu zostawił spadek Regulusie – powiedziała pani Black
-Idę na górę – oznajmił Syriusz
-Cóż to, śniadania nie zjesz z kochaną rodzinką? – Zapytała złośliwie pani Black
-Nie jestem głodny – warknął Syriusz. Poszedł do swojego pokoju. Nienawidził go z całego serca. Nienawidził swojego domu. To nie był jego dom! To był dom jego matki. Jego z nią łączyło tylko nazwisko i to, że wydała go na świat, choć i tego się wstydził. Gdyby mógł to by się wyparł. Kim on jest? Blackiem. Jak kojarzą go ludzie po nazwisku? Ten od czystej krwi, Ci ze Stiterinu, Ci, co szlam nienawidzą. Tak się ich kojarzy. Miał dość! Chciał się przenieść do innej rodziny. Szkoda, że tak się nie da.
Teraz miał szansę się uwolnić. Byłby głupcem nie wykorzystując jej
Wyjął z kieszeni małe, przenośne lusterko. Przysunął je do twarzy.
-James Potter – powiedział cicho, ale wyraźnie.
W lusterku pokazał się taki obraz jak w telewizorze, kiedy nie ma nastawionego konkretnego kanału, lub masz wyłączone Video i ustawiony kanał 00. Szare paski, kropki, cienie i ślady wirowały w okrągłym odbiciu lusterka. Po pewnym czasie kolory zaczęły się zgrywać w kształtną całość a w środku pojawiła się kropka. Przybierała na wielkości. W lusterku zobaczył twarz swojego najlepszego przyjaciela.
-Łapa! – Powiedział James zadowolony. Twarz chłopaka spochmurniała.
-James ciszej – powiedział zduszonym szeptem.
-Stary, co jest?
-Musisz mi pomóc
-Co jest? – Powtórzył pytanie James już z całkiem poważną miną
-Alfard Black, mój kuzyn, wziął się i umarł. Zostawił mi spadek. Wystarczy mi na parę lat z dala od tego domu wariatów. Chcę stąd zwiać. Musisz mi pomóc.
-Jak?
-Wymyśl coś w domu. Zjaw się tu i pomóż mi się z tego domu wydostać nie budząc podejrzeń matki ze wszystkimi rzeczami.
-Kiedy mam być u Ciebie?
-Kiedy tylko możesz
-Kawał drogi, cholernie daleko do Ciebie. Pół kraju. – Mruknął James – Jutro wieczorem pasuje?
-Świetnie.
-Będę koło 23. Będzie już całkiem Ciemno.
-Jesteś niezastąpiony – powiedział Syriusz
-Będziesz mógł się odwdzięczyć – mruknął Potter z tym cwanym uśmieszkiem, który mu towarzyszył zawsze, kiedy myślał o Evans.
***
Myślała. Po tym jak potraktował Candy, całkowicie jej przeszło. Czyli to nie było to. Bardzo dobrze! Niech Alicja weźmie go za nos pozwodzi. Rozpieszczony smarkacz. Na pewno w domu jest oczkiem rodzinnym. Amy nawet nie wiedziała jak bardzo się myliła.
***
Nie potrzebowała ani książki, ani żadnej innej pomocy. To był jej przedmiot. Cały dzień poświęciła na lekcje. Zostały jej ulubione eliksiry, historia Magii i Runy. Teraz pisała Eliksiry. Słowo po słowie, z głowy. Bez problemów.
-Lily? – Usłyszała głos z dołu
-Tak? – Odkrzyknęła
-Cały dzień w pokoju spędziłaś. Co ty tam robisz? – Mama weszła o pokoju. Jej wzrok spoczął na kilkunastu wielkich pergaminach zapisanych drobnym pismem córki. Na ich szczycie spoczywał przycisk do papieru od tego chłopaka. Jak on się nazywał? Jery? Karnes? James? Tak James. James.. Eee... Jakiś tam.
-Lekcje odrabiam – odpowiedziała i zaczęła czytać cicho ostatni akapit, który zapisała – Czegoś mi tu brakuje – mruknęła sama do siebie.
Mama weszła do pokoju. Zdjęła przycisk do papieru ze sterty pergaminów.
-Tylko nie pomieszaj kolejności – mruknęła do mamy – mam tu po kilka pergaminów na jedno wypracowanie. Jak pomieszasz to nie poskładam tego.
Pani Evans szybko odłożyła przycisk na miejsce. Jeszcze tylko przeczytała „James Potter”. Tak się nazywał ów chłopak.
***
Musiał być ostrożny. Cicho pakował swoje rzeczy. Gdyby mógł używać magii nie byłoby problemu, ale nie mógł. Poskładał swoje ubrania i powoli chował do kufra. Musi zwiać. Przecież on tu nie wytrzyma! 2 Dni w domu i 6 awantur. Ale gdyby się dowiedzieli o spadku zabraliby go. Gdybym sam powiedział, że się wynoszę zabroniliby mi, myślał. Nie, nie z troski. Oni się o niego nie troszczą. Nie chcą pokazywać, że ten Black jest inny, że nie walczy z ludźmi nieczystej krwi. No, bo, po co? Powiedzcie, po co on ma walczyć?
Zamknął cicho kufer. Wieko stuknęło delikatnie. Wsunął go za łóżko. Narzucił jakiś stary koc. Porozrzucał rzeczy, których ni bierze, żeby wyglądało tutaj jak zwykle. Z szafy wyciągnął miotłę Regulusa. Co prawda pokój jest jego, ale sporo rzeczy Regulusa jest pochowanych pod łóżkiem, w szafie, na półce. Teraz z tego skorzysta. Regulus i tak nie lata na miotle. A gdyby latał to Syriusz już dawno miotłę by połamał. Całe szczęście, że młodszy brat Syriusz, kochany braciszek, wspaniały, koontynujący tradycje rodzinne, cholerny gówniarz boi się wysokości. Położył miotłę koło kufra na podłodze. Upewnił się, że okno da się szeroko otworzyć. Dało się. Los jest z nim. Teraz tylko przetrwać do następnego wieczora.
***
Z duszą na ramieniu opowiadał rodzicom o tym, co jest z jego przyjacielem. Pominął tylko kwestię dwukierunkowego lusterka, które zabrał tacie, gdy był mały a tata myślał, że je zgubił. Gdy skończył tata spojrzał na niego z uśmiechem.
-To masz szczęście, na jutro zapowiadają ciepłą noc, więc będzie wam łatwiej – mama spojrzała zatroskana na syna
-A kanapki jakieś chcesz? Tak wiesz na drogę do Syriusza i jeszcze na drogę powrotem możecie być głodni w końcu daleko stąd do jego domu.
-Wy jesteście szaleni! – Ucieszył się – Normalni rodzice by mnie zamknęli w pokoju...
-A ty byś wziął pelerynę niewidkę, miotłę i różdżkę i, i tak poszedł – powiedział spokojnie ojciec chłopaka – Za dobrze Cię znam.
W tym momencie w okno pokoju zaczęła walić sowa. Jass stukała w okno a James natychmiast zobaczył, że przy nóżce nie ma kartoniku z pakunkiem dla Evans tylko jakiś skrawek pergaminu. Otworzył okno a sowa usiadła mu na ramieniu. Wyciągnęła nóżkę. Szybkim ruchem odwiązał list. Zaczął czytać. Uśmiech wpełzł mu na twarz.
Wyleciał z pokoju wrzeszcząc „dogadamy się jutro”. Wleciał do swojego pokoju i wykonał coś w stylu dzikiego taca radości, któremu przyglądał się z portretu wuj Eugeniusz jakiś-tam.
-Pogrzało Cię drogie dziecko? – Zapytał z obrazu
-Tylko trochę, ze szczęścia! – Powiedział przyklejając list nad łóżkiem magiczną taśmą do ściany.
-Co to za list? – Zapytał
-Korespondencja prywatna – odpowiedział Potter.
Cieszył się jak małe dziecko. Nie z obietnicy, że go trzaśnie czy coś. Odpisała. Rok w rok skrupulatnie go ignorowała. Może jednak faktycznie prezenty skutkują?
***
Był pełen obaw. Jeśli matka się dowie. Albo go złapie! Albo, co gorsza dorwie i Jamesa! Teraz wszystko zależało od szczęścia. Inaczej będzie pozostawiony na pastwę kochanej mamusi.
C.D.N.


Dziękuję. M.
komentarze [8]




Chytry i przebiegły, notka 3 >> niedziela, 14 sierpnia 2005 20:07:11
Notka dla tych, co tu grzecznie zaglądają i dla Silencji za szablon i avatarek! Widzicie, że zmieniłam muzyczkę, ale będę ją zmieniać raz ta, raz poprzednia, raz G., Andrzejewicz „Słowa”, więc się nie martwcie. I Nie usiłujcie mi wmówić żebym zmieniła piosenkę. Zmienię jak będzie mi to pasować. Zmieniłam też szablona, ale też będę lawirować między tym a poprzednim a jeszcze innymi, więc się nie martwcie. Dzięki za komenty.
***
Uśmiech zagościł na jego twarzy. Wyszli. Jeden poszedł w jedną stronę drugi w drugą. Spojrzał jeszcze za czarnowłosym chłopakiem. Tak łatwo było go przekonać. Tak prosto. Teraz, kiedy on odejdzie za rok będą już mieli innego. Kogoś na jego miejsce. Służba czarnemu panu to był przywilej. Wręcz zaszczyt, więc był zadowolony, że akurat jemu przydzielono to.
Skręcił do lochów. Przed wejściem do domu o ścianę opierała się Narcyza Black. Pocałował ją w policzek.
-Czemu tak tu stoisz?
-Czekam
-Na, kogo?
-Na Ciebie, a na kogo?
-Nie wiem
-Mniejsza z tym. Lucjuszu, jak poszło?
-Lepiej niż myślałem – wziął ją za rękę i poszli w kierunku wyjścia na błonia – ten smarkacz zrobi wszystko, co mu każemy.
-Czyli będzie też pojedynek?
-Tak – odpowiedział
-Boję się o Ciebie – wyznała
-Nie musisz – przejechał dłonią po blond włosach dziewczyny – Dam sobie radę, ze wszystkim.
***
Był już wieczór. Pierwsze gwiazdy błyszczały prosto nad jej rudą głową. Nogi już nie były w wodzie. Podkuliła je pod siebie.
-Lily, wstawaj – powiedział cicho James Potter kucając obok niej – Liluś – żadnej reakcji. Ona po prostu spała twardym snem.
Powoli, jak do płochliwego zwierzątka wyciągnął rękę. Jego dłoń spoczęła na jej ramieniu.
-Lily?
Nic. Delikatnie nią potrząsnął.
-Lillly? – Powiedział przeciągle – Evans? – Powiedział po chwili głośniej z rozbawieniem.
Jeszcze raz potrząsnął.
-Lily? – Powiedział już normalnie – Ej, no obudź się, Evans. Chcesz tu spędzić noc? – Zapytał widząc, że otworzyła oczy.
-Co jest? – Zapytała tępo siadając
-Piątek – odpowiedział z szacunkiem
-Potter!!! – Powiedziała ze śmiechem i udawanym oburzeniem w głosie. Wiedziała, że kiedy się nie wydurnia potrafi być bardzo fajny, ale wciąż nie dla niej. Nawet jako przyjaciel.
Jej śmiech podobał mu się. Szalenie się podobał. Cała mu się podobała. Byłby w stanie skoczyć za nią w ogień. Odruchowo przeczesał palcami włosy do tyłu.
-No, co, Evans??
-Nic, kompletnie nic – powiedziała i poprawiła grzywkę wpadającą jej do oczu. Założyła zielone skarpetki i czarne jak smoła buty. Spojrzała na siebie. Bluzka... – Niech to szlag!
-Czemu twe piękne usta są takie złe? – Zapytał z uśmiechem
-Ja tego nie dopiorę – powiedziała wskazując na bluzeczkę
-A pamiętasz, że jesteś czarownicą?
-Tak, ale zaklęcia na to nie pomagają, za słabe są.
-Chłoszczyść – powiedział Potter
Bluzeczka natychmiast stała się nienagannie biała. Jak nowa!
-Ty możesz robić za gosposię! – Powiedziała
-Co to jest gosposia?
-Coś jak skrzat domowy – zachichotała
-Dzięki! – Powiedział – Serdeczne dzięki
Potter wstał. Wyciągnął do niej rękę. Chwyciła ją i pomógł jej wstać. Gdy tylko wstała puściła jego dłoń. Ziewnęła szeroko. Usta przysłoniła ręką.
Poszli w stronę zamku. Rozmawiali o SUMie z transmutacji. Dla rudej było to dziwne. Nie widziała ani razu go z książką w ręku a on odpowiadał na każde pytanie z listy, którą Lily miała wciąż przy sobie, bez zająknięcia.
Doszli do wieży gryfonów. Ruda podała hasło i weszli. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że Evans weszła z Potterem. Musieli wejść w tym samym momencie. Razem by nie przyszli. Nie oni. Nie Ona.
-Cześć Lily – powiedział
-Cześć Potter – odpowiedziała
Oboje zaczęli się wspinać po schodach do swoich dormitoriów.
Ruda zastanawiała się, czy może jednak ten Potter nie jest taki zły? On był szczęśliwy. Po raz pierwszy od dawna, od pierwszej klasy rozmawiał z nią normalnie. Może jednak ma jakieś szanse?
***
Ostatnie tego dnia złote promienie słońca oświetlały taflę jeziora. Wylądował na nim biały łabędź. Pływał długo po prawie płaskiej tafli jeziora, aż w końcu wielka kałamarnica wystraszyła ptaka. Odleciał. Znikł za horyzontem, żeby być świadkiem kolejnych potworności w świecie czarodziei.
***
-Kiedy? – Zapytał – W tym semestrze czy w przyszłym
-Co za różnica?
-Dwóch miesięcy – odpowiedział bezczelnie
-Nie podskakuj – warknął na niego
-Kiedy? – Zapytał twardo
-Po wakacjach – odpowiedział, – Jeśli robi ci to jakąś różnicę
-Żadnej, chcę to tylko dobrze zrobić
-Nie martw się, zrobisz to świetnie.
-Mam nadzieję.
Już drugi raz tego dnia się rozeszli.
***
Dni mijały uczniom zadziwiająco szybko. Zanim się spostrzegli, siedzieli na uczcie pożegnalnej. A dyrektor nadzwyczaj poważnym głosem mówił:
-... Za rok znowu się spodkamy. W obecnej sytuacji w świecie czarodziei proszę uczniów, którzy nie mają sów o wzięcie na wakacje jednej ze szkolnych. Uczniów z rodzin mugolskich proszę o jak najdłuższą możliwą długość wakacji spędzenia u kogoś z rodziny magicznej lub, jeśli będzie trzeba w dziurawym kotle. Chodzi o wasze bezpieczeństwo! A teraz smacznego!!!
Uczniowie zaczęli jeść. Wielu z nich trochę się przestraszyło. Pewna ruda dziewczyna, kończąca właśnie V rok nauki zastanawiała się na ile uda jej się z domu wyjechać. I co ma powiedzieć rodzicom.
-Wiem! – Powiedziała Alicja
-No? – Zapytała Evans
-Powiedz im prawdę!
-Świetnie! – Powiedziała ruda – To zaszyją się w jakieś głuszy nigdy mnie więcej do Hogwartu nie puszczą. Super to wymyśliłaś!
-Evans? – Powiedział Potter
-Czego?
-Grzeczniutka jesteś! – Warknął – Chciałem powiedzieć, że na szóstym roku zaczynają się kursy teleportacji. Powiedz, że zaczynają się w wakacje a bez tego nie dostaniesz licencji. Powiedz też, że żeby ukończyć szkołę trzeba mieć licencję.
-Potter jesteś genialny!!! – Wrzasnęła Evans
Cała sala zwróciła na nią wzrok. Dyrektor uśmiechał się pod nosem. Ruda zrobiła się czerwona jak jej skarpetki.
-Dzięki Evans! – Powiedział Potter, przejechał dłonią po włosach – umówisz się ze mną?
-Nie! – Odpowiedziała i zaczęła dalej jeść
***
Jak co roku wystawiła rudą głowę przez okno żeby zobaczyć po raz ostatni w tym roku szkolnym Hogwart. Pociąg jechał szybko. Włosy rozwiewały się na wszystkie strony. Gościło w niej poczucie wolności, spokoju, radości, ale i smutku. Smutna była, że dopiero za 2 miesiące z górką znów zobaczy Hogwart.
-Lily zamku już dawno nie widać, a tobie zaraz ta głowa odpadnie – powiedziała Alicja.
Lily niechętnie wsadziła głowę do pociągu. W przedziale o dziwo były same z Amy.
Podróż mijała im przyjemnie. 15 Minut po odjeździe ze stacji Hogsmead rozwiązywały sobie psychotesty ze starych mugolskich gazet Lily.
-Wyszło mi, że będę miała nazwisko na B – powiedziała Amy.
-Ja na L – zaśmiała się Alicja – A ty Lily?
Lily Była trochę przygaszona. Zaczęła rechotać, ż w końcu wybuchła histerycznym śmiechem. Alicja i Amy patrzyły na nią jak na kretynkę.
-Zabierzmy ją do munga – powiedziała Alicja
-Py... Pe... – Ryczała ze śmiechu Lily – Wyszło mi P!
Wszystkie trzy dziewczyny wybuchły niekontrolowanym atakiem śmiechu. Kiedy się uspokoiły Alicja powiedziała:
-Może się umówić z Longbotomem? – Na co znowu się zaczęły śmiać.
-O tu jest wolny przedział – usłyszały czyjś głos
-Dziewczynki mamy problem! To jedyny wolny przedział gdzie będziemy mogli siedzieć razem – powiedział Syriusz
-A, co wy pedały jesteście, że wszędzie razem? – Zapytała, Lily ze śmiechem
-Co to jest ‘Pedał’??? – Zapytał James
-To jak facet z facetem... no... no wiesz – wyjaśniła kulawo ze śmiechem
-Bardzo śmieszne Evans – powiedział Black i usiadł koło Alicji.
Koło Lily usiadł oczywiście Potter. Lupin koło Blacka a Pettigrew koło Pottera.
-I przyszedł pan Pe – powiedziała Amy i obie z Alicją zaczęły chichotać
Ruda zgromiła je wzrokiem. Potter to obserwował.
-Pan Potter i pan Pettigrew. Którego wolisz?
-Z dwojga złego to chyba Petera – zaśmiała się ruda
-A umówisz się ze mną?
-Chyba śnisz!
-Ja bym Ci dał do wiwatu – warknął Potter na Petera
Ruda całkowicie zmieniła temat rozmowy
-Mogę potem zamieszkać w czasie wakacji u Ciebie Ali?
-Możesz u mnie!!! – Powiedział Potter
-Wolałabym pod mostem – mruknęła
-Możesz – odpowiedziała Alicja – Coś wymyślę
-Dzięki.
-E.. E... Lily? – Odezwał się Remus
-Co? – Odezwała się niekoniecznie grzecznie
-Co powiedzą twoi rodzice na sowę?
-O cholera!
-Nieźle skomponowany język mają! – Wyszczerzył się Potter. Przejechał dłonią po włosach
-Do jasnej cholery, tłuku, ja nie wiem, co im powiem!
-Powiedz, że w szkole się rozmnożyły – podpowiedziała, Amy
-Powiedz, że w szkole robią remont sowiarni i każdy dostał sowę na wakacje żeby się nią opiekować po wakacjach wróci do szkoły – powiedział Potter jakby to było oczywiste
-Cholera, jak ty szybko wymyślasz kłamstwa! – Powiedziała Evans
-Ma się wprawę – powiedział Lupin, na co wszyscy zaczęli się śmiać
***
Wszystkie już wyszły. Tylko Evans została. Sama siłowała się z kufrem i wielką klatką z sową w środku. Nie była przyzwyczajona do ptaka a i kufer nie był lekki.
-Cholerne gówno! – Warknęła do kufra
-Słoneczko nie strzęp sobie języka, kufer ani nie zrozumie, ani nie odpowie – usłyszała za sobą czyjś głos. Natychmiast się odwróciła. Potter.
-Lepiejbyś mi pomógł – warknęła
-Zostaw to – powiedział.
Posłusznie się odsunęła. Postawił klatkę na kufer i bez problemu go wyprowadził nie tylko przedziału, ale z wagonu. Postawił go na miękkawym od upału asfalcie i podał jej rączkę wózka.
-Dzięki Potter – powiedziała
-Umówisz się ze mną?
-Dorośnij – odpowiedziała i poszła w stronę barierki i wejścia do świata mugoli
C.D.N.



Dziękuję. M.
komentarze [8]





Dodaj.

O mnie.

Dział "O mnie" został napisany na nowo, radzę zajrzeć. Dziękuję

Księga
wpisz się
zobacz

Dużo?

Wpadam
secrets-of-lilys-heartlilaevansrudziastothe-carrowsstory-of-lilyannkocham-jamesaemil-kochanowskimirror-of-erised

Było:
Wersja pierwsza:
1; 2; 3; 4; 5; 6; 7 i 8; 9; 10 i 11; 12; 13; 14; 15; 16; 17; 18; 19; 20; 21; 22; 23; 24; 25; 26; 27; 28; 29; 30; 31, 32; 33; 34; 35; 36; 37; 38; 39; 40; 41; 42; 43; 44; 45; 46; 47; 48; 49; 50; 51; 52; 53; 54; 55; 56; 57; 58; 59; 60; 61; 62; 63; 64; 65; 66; 67; 68; 69;
Wersja druga:
Ten okrutny Jim.
Przerost ambicji.
Obojętność .
W dobrej wierze.
Subtelnie.
Coś więcej niż podróż.
Pomyłka.
Zakład.
Ognista.
Listy.
Mnie możesz ufać.
Pociecha i Otucha.
Jimbo.
Popełniaj błędy.
Trzeba widzieć.
Trudne wyznanie.
Idiota całym sercem.
Wielki dzień rogacza.
Pamiętna zgoda Evans.
Uparty Potter.
Cmentarz.
Niegotowy na śmierć.
Śmierciożerca.
Nocne mary.
Ogień.
Własne decyzje.
Tarzać się po ziemi.
Największe cechy moich przyjaciół.
Miliony w spadku.
Góry.
Tylko walka i poświęcenie?.
Druga szansa.
książę i buntownik.
Coś dużo ważniejszego.
Miesiąc.
Pusty łeb Remusa.
Poszukiwacze prawdy.
Ukryta odwaga Petera.
Miłość, czy honor?.
Brak Brak odwagi.
Szablon
w postać Lily wciela się pani Sarah Wayne Callies, która w serialu Prison Break wciela się w moją ulubioną postać pani dokror Sary Tancredi (której niestety obcięto głowę)
Proszę nie ruszać bo poucinam łapki.